Lech Poznań - Videoton Szekesfehervar. To, co wyprawia się u rywali Kolejorza, przechodzi pojęcie

W Videotonie Szekesfehervar, z którym w czwartek ma grać Lech Poznań, dzieją się ostatnio rzeczy, które przechodzą ludzkie pojęcie. Dyrektor sportowy złożył dymisję, odszedł trener, któremu puściły nerwy, a po treningu musiało interweniować pogotowie
Jeśli kibice Lecha twierdzą, że ich zespół jest w dołku, to w kontekście Videotonu Szekesfehervar można mówić już o wielkim dole, który pogłębia się z meczu na mecz. Najbliższy rywal "Kolejorza" z pierwszych dziewięciu meczów tego sezonu wygrał zaledwie dwa, odpadł z Ligi Mistrzów i zajmuje dziesiątą pozycję w dwunastozespołowej ekstraklasie węgierskiej.

Z tonącego statku uciekł w poniedziałek Gyozo Burcsa, dyrektor sportowy Videotonu, który do klubu trafił rok temu. Nie był jednak anonimową postacią dla miejscowej społeczności - grał przecież w wielkiej drużynie Videotonu z 1985 roku, która dotarła do finału UEFA. Burcsa nie wytrzymał presji ostatnich kiepskich wyników i podał się do dymisji. Według węgierskich mediów zastąpić ma go Zoltan Kovacs, były piłkarz i reprezentant kraju.

Do zmian dojdzie też na ławce trenerskiej. Węgrzy piszą, że Francuz Bernard Casoni (grał przeciwko Lechowi w 1990 roku w barwach Olympique Marsylia) pożegnał się już z posadą, a władze klubu zwlekają tylko z oficjalnym komunikatem. Francuski szkoleniowiec ma za sobą ciężkie chwile - podczas wspomnianego meczu z Vasas sędzia wyrzucił go na trybuny. Francuz miał wulgarnie komentować decyzję arbitra o braku czerwonej kartki dla bramkarza rywali za faul poza polem karnym. Trener usiadł samotnie na jednym z pustych sektorów stadionu Videotonu. Od zespołu odwrócili się kibice. Na jednym z meczów ligowych frekwencja wyniosła zaledwie 1500 widzów. W internecie fani kpią z formy Videotonu - popularny jest mem zestawiający zdjęcia drużyny z fotografią starego telewizora. Podpis pod obrazkiem brzmi "Oba Videotony mają podobne szanse na awans do grupy Ligi Europy". Firma Videoton w latach 70. i 80. była słynnym producentem elektroniki.

Według dziennikarzy z Węgier w Poznaniu zespół poprowadzi 41-letni asystent Tamas Peto, choć w klubie trwają intensywne poszukiwania nowego trenera.

Mistrz Węgier jest jedynie wrakiem zespołu, który został mistrzem z siedmiopunktową przewagą nad drugim Ferencvarosem. Król strzelców Nemanja Nikolić wraz z końcem sezonu trafił do Legii Warszawa, a kapitan Gyorgy Sandor odszedł do Australii. Z klubem pożegnał się też trener Joan Carrillo. Latem do mistrzowskiego zespołu kupiono jedynie czterech piłkarzy z Gyori.

Defensorzy Videotonu popełniają szkolne błędy, a w dodatku w Poznaniu goście będą osłabieni brakiem prawdopodobnie ich najlepszych obrońców Rolanda Juhasza i Keesa Luijckxa. Juhasz leczy kontuzjowane kolano, a Luijckx będzie pauzował za nadmiar żółtych kartek. Węgrzy mają też kłopot z atmosferą w zespole. Podczas jednego ze spotkań bramkarz Danilović doskoczył do pomocnika Viniciusem po tym, jak ten obejrzał czerwoną kartkę za dyskusję z arbitrem. Miał o to do niego pretensje, bo Brazylijczyk zrobił to nie po raz pierwszy.

Podczas poniedziałkowego treningu rezerwowy bramkarz Filip Pajović zderzył się z Andrasem Fejesem. Impet, z jakim obaj piłkarze na siebie wpadli, spowodował, że Pajović został odwieziony do szpitala przez karetkę. Jego stan był na tyle poważny, że piłkarz błyskawicznie wylądował na stole operacyjnym. Pęknięcie czaszki zagrażało bowiem życiu 22-letniego Serba. Operacja się udała, ale Pajović z Lechem na pewno nie zagra. Podobnie jak lewy obrońca Fejes, który tak mocno uderzył kolanem w głowę Serba, że je sobie uszkodził. A przypomnijmy, że kontuzjowany jest Juhasz, a grać nie może Luijckx. To tak, jakby w Lechu urazu nabawił się Kamiński, wykartkowany był Kadar, a Douglas rozbiłby sobie kolano po uderzeniu w głowę Gostomskiego.