Piast Gliwice - Legia Warszawa 2:1. Stadion przy Okrzei oszalał z radości!

Legia Warszawa prowadziła, ale Piast Gliwice pokazał charakter i walczył do samego końca. Było warto! Drużyna prowadzona przez czeskiego trenera Radoslava Latala została nowym liderem.
ŚLĄSK.SPORT.PL w mocno nieoficjalnej wersji. Dołącz do nas na Facebooku >>

Osiem zwycięstw Legii, dwa remisy i ledwie jedna wygrana Piasta - szkoleniowiec gliwickiej drużyny raczej nie wpadł na pomysł, by przypomnieć swoim zawodnikom bilans dotychczasowych starć obu ekip. Chociaż wicemistrz Polski przyjechał przecież na stadion zespołu, który do tej kolejki przystępował jako wicelider. A to zobowiązuje! I właśnie z takiego założenia wyszedł trener gospodarzy, bo desygnował do gry naprawdę ofensywny skład.

Plany Czecha szybko zaczęły się jednak komplikować. Najpierw - moment po pierwszym gwizdku - Hebert tak pechowo wpadł na Kamila Vacka, że czeskiemu pomocnikowi potrzebna była pomoc medyczna. Gdyby funkcję przeciwnika pełniła mniej renomowana drużyna, pomocnik Piasta pewnie zostałby zmieniony. A tak na boisko wrócił i jeszcze przez dłuższą chwilę mocno kulał. Ba, kulała też... gliwicka defensywa.

Owszem, bramkowa akcja Guilherme i Nemanji Nikolicia mogła robić wrażenie, ale i obrońcy gospodarzy się nie popisali. Podobnie zresztą jak niedługo potem, kiedy Nikolić był dosłownie o włos od gola numer dwa w tym spotkaniu i siedem w tym sezonie - sprytnie przelobował Jakuba Szmatułę, ale futbolówkę z linii bramkowej wybił Marcin Pietrowski.

To zadziałało na Piasta jak poranna kawa, czego dowodem sytuacja z 27. minuty. Znów w tym sezonie dał bowiem znać o sobie duet Patrik Mraz - Martin Nespor. Legia znalazła się nagle w tarapatach. Straciła nie tylko prowadzenie, ale i Ondreja Dudę, który zszedł z murawy z kontuzją. Mało tego. Kilka akcji później świetnie z dystansu przymierzył Sasza Żivec. Słupek! Nie ma co, zrobił się mecz!

Niestety, po zmianie stron działo się już nieco mniej. Piast sporo czasu poświęcał na zabezpieczenie tyłów, a Legia - pozbawiona Dudy - nie miała konkretnego planu na to, jak je obejść. Długo obserwowaliśmy więc starcie zespołów siłujących się głównie w środkowej strefie boiska. Choć im bliżej końca, tym szans zaczęło przybywać. Legia swoich nie wykorzystała (a próbowali m.in. kilkukrotnie Guilherme, Rafał Makowski czy Michał Kucharczyk), co innego gliwiczanie. Tuż przed końcem z prawej strony dośrodkował rezerwowy Gerard Badia, a piłkę do siatki z bliska wepchnął Żivec. Stadion przy Okrzei oszalał z radości!

W doliczonym czasie gry Legia mogła, a nawet powinna wyrównać, ale fatalnie spudłował Igor Lewczuk. Tym sposobem Piast został sensacyjnym liderem ekstraklasy.

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwuj już teraz >>