Błękitni Stargard przegrali w Pucharze Polski. To nie był dzień bramkarza

Błękitni Stargard ulegli Zagłębiu Lubin 2:4 w 1/16 Pucharu Polski. Gospodarze dwa razy prowadzili, ale nie wytrzymali spotkania kondycyjnie.
Spotkanie z Zagłębiem przyciągnęło blisko trzy tysiące widzów na trybuny. Nikt nie wątpił, że gospodarzy stać na kolejną pucharową niespodziankę - tak jak wiosną i dwa tygodnie temu, gdy wygrywali z zespołami z ekstraklasy. Bilans Błękitnych w meczach z elitą był imponujący: 4 zwycięstwa i 1 porażka.

- Będzie ciężko, ale chcemy znów pokazać, że potrafimy i mecze z ekstraklasą są dla nas szczególnymi wydarzeniami - mówił przed meczem Krzysztof Kapuściński.

Szkoleniowiec Błękitnych miał problemy kadrowe, bo kontuzje wykluczyły z gry Patryka Baranowskiego i Piotra Wojtasiaka. Szansę dostał Maciej Kazimierowicz i był jednym z najaktywniejszych zawodników zespołu. Zagłębie zostało przez trenera Piotra Stokowca poważniej przemeblowane. W porównaniu z ostatnim meczem ligowym (0:1 z Termalicą w Mielcu, a przypomnijmy, że niecieczanie przegrali w Stargardzie dwa tygodnie temu) - tylko 4 zawodników z wyjściowego składu utrzymało miejsce w składzie. Tak duża rotacja mogła być spowodowana faktem, że Stokowiec dał szansę dublerom, dużo bardziej prestiżowo traktuje mecze ligowe, albo był zły za ostatnią porażkę. A może wszystkiego po trochu...

Mecz był rozgrywany w upale. Przed rozpoczęciem spotkania - 35 stopni. Później - na trochę - słońce schowało się za chmurami, ale i tak było bardzo parno. Nic więc dziwnego, że zespoły nie forsowały tempa, ale ze względu na trochę wyższą kulturę gry - goście biegali mniej.

Stargardzianie mogli już w 1. minucie otworzyć wynik, ale zbyt koleżeńsko w polu karnym zachował się Rafał Gutowski. W kolejnych minutach - takich szans nie było, ale to obrona Zagłębia miała więcej pracy. W 24. minucie nie zapobiegła stracie gola. Szybka kontra, podanie na skrzydło do Wojciecha Fadeckiego, a prawy pomocnik idealnie wręcz dograł w pole karne. Radosław Wiśniewski tylko dostawił nogę i piłka wpadła do siatki.

Prowadzenie Błękitni utrzymali do przerwy, ale czym bliżej końca pierwszej połowy, tym było widać, że tracą siły. Zagłębie przejęło inicjatywę, ale Marek Ufnal łapał dośrodkowania bądź strzały. Gospodarze mogli skarcić rywali, jednak w dwóch akcjach zabrakło im wyrachowania.

Po zmianie stron - emocje jeszcze większe. Błękitni za bardzo się cofnęli, a lubinianie cisnęli. I szybko wyrównali, ale nie skończyli się cieszyć, a już stargardzianie odzyskali prowadzenie. Znów Wiśniewski dostawił nogę, ale tym razem asystował Robert Gajda.

Zagłębie nie odpuściło, miało wyraźną przewagę, bo lepiej wytrzymało fizycznie ten mecz. A w ekipie Błękitnych brakowało zawodników, którzy przetrzymaliby piłkę. I to się zemściło. Zaraz po przerwie na picie wody - na strzał z dystansu zdecydował się Krzysztof Janus. Ufnal zachował się dziwnie, bo chyba myślał, że piłka minie bramkę, a wpadła przy słupku do siatki.

Goście nabrali ochoty do szybszej gry i po paru minutach już prowadzili. Znów Janus, znów strzał z dystansu i znów błąd Ufnala. To na pewno nie był mecz doświadczonego bramkarza Błękitnych.

Podopieczni Kapuścińskiego do końca atakowali, Maciej Kazimierowicz trafił w poprzeczkę, ale zabrakło szczęścia. To dopisało w doliczonym czasie gościom (Michalowi Papadopulosowi), którzy jeszcze dobili gospodarzy.

Zagłębie wygrało w Stargardzie 4:2 i awansowało do 1/8 finału. Zagra z lepszym z pary Jagiellonia Białystok - Pogoń Szczecin (grają w środę). Błękitni będą mogli skupić się na II lidze, w której chcą powalczyć o awans.