Pogoń: Debiut Jakuba Słowika nie mógł przypaść na lepszą okazję

W środę Pogoń Szczecin rozpocznie zmagania w Pucharze Polski. Portowcy jadą do Białegostoku na mecz z Jagiellonią. Z debiutantem w bramce.
Jakuba Słowika zdecydowanie można nazwać globtroterem. Bramkarz urodził 31 sierpnia 1991 roku w Nowym Sączu. Od małego wykazywał talent bramkarski i na lokalnych turniejach często zgarniał karton snickersów - nagrodę dla najlepszego golkipera. Macierzystą Sandecję jeszcze w wieku juniorskim zamienił na wielkopolską kuźnię talentów - MSP Szamotuły. Potem trafił do nieodległej Sparty Oborniki, a tam wypatrzyła go ekstraklasowa Jagiellonia Białystok, która w międzyczasie zdążyła go sprawdzić w Młodej Ekstraklasie. Słowik wpadł w oko białostoczanom w czasie ich zgrupowania w Grodzisku.

Na początku Słowik był tylko rezerwowym, więc po 1,5 roku terminowania w Białymstoku wrócił do Wielkopolski. Został wypożyczony do Warty Poznań. Wtedy "Zieloni" grali w I lidze, a bramkarz zanotował bardzo udaną rundę wiosenną. Po sezonie wrócił do Jagiellonii i nadszedł jego czas. Rozgrywki 2012/2013 były zdecydowanie najlepszymi w karierze. Miał pewne miejsce w składzie i przede wszystkim zanotował kilka spektakularnych interwencji. Zaowocowało to powołaniem do reprezentacji Polski. Słowik zagrał w meczu towarzyskim z Rumunią, jednak samo spotkanie zostało uznane za nieoficjalne.

Kolejny sezon również rozpoczął jako podstawowy bramkarz, jednak w 12. kolejce jego kariera się zatrzymała. Wtedy wydawało się, że takie określenie będzie bardziej pasowało do Macieja Korzyma, któremu niefortunną interwencją złamał nogę.

- Mam nadzieję, że szybko wróci do zdrowia, i wiem, że tak będzie, bo to twardy charakter. W jego sytuacji trudno byłoby nie mieć do mnie pretensji, nawet jako odruch, a on po meczu powiedział: "Młody, nie mam do ciebie pretensji, głowa do góry, wariat. Ja się wyleczę, spokojnie dam radę" - mówił wtedy zszokowany Słowik.

Za to zagranie dostał czerwoną kartkę i w jego miejsce do bramki wskoczył Krzysztof Baran. Od tamtego momentu, wychowanek Sandecji między słupki wchodził już tylko sporadycznie i jego kariera dosłownie się zatrzymała. W minionym sezonie grywał tylko w rezerwach i w Jadze był bramkarzem numer 3. Nie było szans na wygryzienie wielkiego talentu - Bartłomieja Drągowskiego. Zimą były jeszcze testy w Reading, ale ostatecznie Słowik stracił minioną wiosnę przede wszystkim z powodu kontuzji.

W czerwcu pomocną dłoń wyciągnął Czesław Michniewicz, który znał go jeszcze z czasów swojej pracy w Białymstoku. Kibice transfer uznali za mocno kontrowersyjny, ponieważ Słowik, który nie grał przez pół roku, miał zastąpić idola trybun - Radosława Janukiewicza.

- Nie odbieram tego jak wywierania na mnie presji. Pewne decyzje personalne są poza mną i nie mam na to wpływu. Dostałem propozycję od Pogoni i zrobię wszystko, żeby dobrą grą przekonać kibiców, że warto dać mi szansę. Ja postaram się ją wykorzystać - mówił zaraz po transferze.

Początek okresu przygotowawczego stracił z powodu rehabilitacji, ale teraz jest już gotowy do gry. Michniewicz, który bardzo w niego wierzy, otwarcie powiedział, że w Pucharze Polski to Słowik dostanie swoją szansę. Nie sądził, że przypadnie to akurat w Białymstoku.