Pogoń Szczecin rozpoczyna walkę o Puchar Polski. Pierwszy krok trzeba zrobić w Białymstoku

Od pamiętnego finału w 2010 roku Puchar Polski jest dla Pogoni Szczecin pasmem wpadek i rozczarowań. Nie ma więc chyba lepszego rywala na przełamanie niż Jagiellonia Białystok, z którą granatowo-bordowi mierzyli się w decydującym spotkaniu w Bydgoszczy pięć lat temu.
Jagiellonia to trzeci zespół poprzedniego sezonu, który w lipcu reprezentował Polskę w Lidze Europy. Przygoda z europejskimi pucharami trwała jednak bardzo krótko. Zawodnicy Michała Probierza w pierwszym dwumeczu gładko rozprawili się z litewską Kruoją, jednak w drugiej rundzie zbyt silna okazała się Omonia Nikozja.

Odpadniecie z Ligi Europy nie było jedyną złą wiadomością dla kibiców zespołu z Podlasia. Do Turcji klub sprzedał dwie kluczowe postacie w zespole - Patryka Tuszyńskiego i Nikę Dzalamidze. W ciągu kilku tygodni Jagiellonia z zespołu, który byłby zdecydowanym faworytem, stała się drużyną, z którą Pogoń jest w stanie nawiązać równorzędną walkę i awansować.

Białostoczanie niespecjalnie radzą sobie w lidze. Mają taki sam dorobek punktowy jak Pogoń, choć na ich dorobek składają się dwa zwycięstwa i dwie porażki. W ostatniej kolejce wygrali w Zabrzu z Górnikiem 3-1, ale tydzień wcześniej doznali dość nieoczekiwanej porażki z beniaminkiem z Lubina. Czesław Michniewicz przestrzega: - Jest tam wiele utalentowanej młodzieży i kto myślał, że po odejściu Tuszyńskiego i Dzalamidze nie będzie Jagiellonii, ten był w błędzie. Uważam, że to my będziemy mieli większe problemy. Wypadł nam Patryk Małecki, Takafumi Akahoshi nie jest gotowy na 90 minut, więc nie chciałbym grać dogrywki.

Pogoń do pucharowego meczu przystępuje mocno podrażniona remisową serią w ekstraklasie. Portowcy w każdym z trzech ostatnich spotkań byli lepsi od rywali, ale potrafili urwać tylko po punkcie. Teraz nie mają jednak czasu, by rozdrapywać rany, bo przed nimi ponad 2500 km do zrobienia w kilka dni: najpierw Białystok, potem Bielsko-Biała. Obie wizyty będą sentymentalnymi dla Czesława Michniewicza, który niedawno pracował i w Jagiellonii, i w Podbeskidziu. Sentymenty musi odłożyć na bok, bo kibice w Szczecinie są bardzo spragnieni pucharowego sukcesu, na który czekają już przeszło pięć lat. W ostatnim czasie granatowo-bordowi potykali się na pierwszej lub drugiej przeszkodzie, nie unikając wstydliwych wpadek z niżej notowanymi rywalami. Rok temu Pogoń dopiero po dogrywce pokonała pierwszoligowy Dolcan Ząbki, by później - też po dogrywce - ulec w stolicy Legii (w tym meczu kontuzji doznał Patryk Małecki, który pauzował przez ponad 8 miesięcy). W poprzednich sezonach Portowcy przegrywali z Zawiszą, Stomilem Olsztyn czy Olimpią Grudziądz.

Pogoń do Białegostoku jedzie po awans - najlepiej już po 90 minutach - jak mówi trener, ale w składzie można spodziewać się kilku zmian. Od pierwszej minuty na pewno wyjdą Jakub Słowik (bramkarz latem przyszedł do Pogoni z... Jagiellonii) oraz Sebastian Rudol, a szansę na dłuższy występ ma również Robert Obst.

- W zeszłym sezonie zagrałem we wszystkich meczach, w których mogłem grać. Teraz czuję niedosyt, nie jestem zadowolony z roli rezerwowego - mówi Rudol.

Czesław Michniewicz nie chciał kusić losu i ostatecznie wstrzymał się z ćwiczeniem jedenastek. - Były w planie, bo znów mieliśmy przeprowadzić konkurs na "żółtą koszulkę" i trzech pierwszych, którzy by spudłowali - miało się do niej dopisać. Ostatecznie pozostaliśmy przy stałych fragmentach - tłumaczy.

W Białymstoku Pogoń w końcu będzie mogła liczyć na wsparcie swoich kibiców, którzy udają się na pierwszy wyjazd po dłuższej przerwie spowodowanej zakazem wyjazdowym.

Spotkanie z Jagiellonią w środę o 17.30. Transmisja w Polsacie Sport.