Pogoń Szczecin: O bramce, która wpadła, ale jej nie uznali

Takuya Murayama i Sergiusz Prusak wystartowali do piłki, w narożniku pola karnego Japończyk ubiegł bramkarza Górnika Łęczna, ale zagrał ręką. Okazję wykorzystał - gola strzelił. A sędziowie bramkę uznali. Na 4 minuty.
Jak to możliwe, że trójka arbitrów nie zauważyła tego, co prawie wszyscy na trybunach, że "Taku" pomógł sobie ręką? Dziwne. Dopiero podpowiedź sędziego technicznego wpłynęła na zmianę wcześniejszej decyzji. Murayama zobaczył żółtą kartkę, a Prusak poklepał serdecznie sędziego Mariusza Złotka. W tym meczu większych emocji nie było - skończyło się remisem.

Zaraz po meczu pogoniarze różnie oceniali sytuację.

- Sędzia podjął decyzję, że jest bramka. Futbol jest piękny, bo nie ma żadnych powtórek, zdarzają się błędy - jak w życiu. Sędzia nagle jednak cofa swoją decyzję. Wiadomo, ręka była. Ciekawe, czy jak byłoby to w drugą stronę, czy sędzia podjąłby taką samą decyzję - zastanawiał się napastnik Łukasz Zwoliński.

Bramkarz Dawid Kudła: Decyzja słuszna, ale ja chciałbym się zapytać, dlaczego tak długo to trwało? Ktoś podpowiedział sędziemu i dopiero to zweryfikował. Chyba nie tak to powinno wyglądać.

Kudła zwrócił uwagę na ważny aspekt - czy sędzia nie miał zbyt dużo czasu na ostateczną decyzję. W lidze nie ma możliwości telewizyjnych powtórek, ale może jednak arbiter techniczny dostał sygnał o ręce od telewizyjnych reporterów, a może gdzieś przy elektronicznej tablicy z numerami leżał telefon komórkowy z SMS-em "ręka".

- Mam wątpliwości, czy sędzia dobrze się zachował w tej sytuacji, choć akurat gol był zdobyty ręką - mówił podczas pomeczowej konferencji prasowej trener Czesław Michniewicz. - O to zagranie mam pretensje do Taku, bo wyglądało to tak, że jakby trącił piłkę głową, to pewnie ominąłby bramkarza i strzelał do pustej bramki. Niepotrzebnie chciał wszystkich oszukać. Na pewno porozmawiam z nim o tej sytuacji, bo takie zachowania nie mogą się zdarzać. Tak bramek nie chcemy zdobywać, to nie jest nasz styl.

Mateusz Matras, defensywny pomocnik: - Myślałem, że Takuya dostał piłką w głowę i to była taka przypadkowa sytuacja. Trzeba było grać dalej. Jeśli była ręka, to dobrze, że sędzia nie uznał bramki, bo w tej lidze kontrowersyjne gole nie są wskazane. Szkoda i walczymy dalej.

Zachowanie Murayamy było szeroko komentowane, negatywnie. Emocje jednak opadają, Michniewicz żartuje z Murayamy, że jest "najlepszym siatkarzem wśród piłkarzy", ale pomocnika mogą czekać konsekwencje.

- Naszym piłkarzom już od najmłodszych lat wpajamy zasady "fair play" i zaszczepiamy w nich ducha sportu. Nie podobało nam się zachowanie Murayamy i rozmawialiśmy z nim o tym. Mamy pewność, że następnym razem w podobnej sytuacji zagrałby inaczej - stwierdził Jarosław Mroczek, prezes Pogoni.

A antybohaterowi soboty też podpowiedziano, by "posypał głowę popiołem".

- Zawsze chcę jak najlepiej dla Pogoni, tym razem nie było inaczej. To są ułamki sekund i czasami nie zdążę pomyśleć o tym, co może wydarzyć się później. Zaraz po tym, jak emocje opadły, zrozumiałem, że to, co zrobiłem, było bezmyślne. Z mojej strony mogę zapewnić, że to się na pewno nie powtórzy. Kibiców, trenerów oraz kolegów z zespołu i rywali chciałbym za swoje zachowanie przeprosić. Liczę, że już niedługo znów będę mógł cieszyć się po strzelonej bramce i zapewniam, że będzie to gol zdobyty nogą... ewentualnie głową - podsumował Takuya Murayama.