Fatalny falstart Zawiszy. Porażka z MKS Kluczbork

Zawisza przegrał 2:3 (0:2) z beniaminkiem I ligi. Zespół Mariusza Rumaka stracił aż trzy gole po fatalnej grze obronnej
Dwa znaki zapytania rozwiały się, kiedy trener Mariusz Rumak ogłosił 18 meczową. Nie było w niej obu Portugalczyków: Miki i Alvarinho. - Nie trenowali w czwartek, Mówili, że ich coś boli. Jeśli nie będą trenować w piątek, nie będą grać. Nie zamierzam biegać za zawodnikami i się ich prosić - mówił trener Mariusz Rumak przed meczem. Mica narzeka na kolano, Alvarinho bolą plecy. Obaj Portugalczycy naciskali klub, żeby się zgodził na transfery.

W pierwszej jedenastce Zawiszy zagrał więc tylko jeden piłkarz, występujący w bydgoskiej drużynie systematycznie w ekstraklasie (Kamil Drygas), i trzech wychowanków. W środku pola zamiast Miki i Alvarinho pojawiła się dwójka z nich: Maciej Kona i Kamil Żylski. Na lewym skrzydle występował Jakub Łukowski. Po 20 minutach szkoleniowiec bydgoszczan zmienił ich pozycje. Łukowski zagrał w środku pola, za napastnikiem, Szymonem Lewickim.

Upał panował niemiłosierny. W słońcu, na boisku temperatura musiała sięgać 40 stopni. Pierwszy strzał celny w spotkaniu oddał Jakub Smektała, ale jego uderzenie z dystansu nie miało mocy.

W 21. min sędzia podyktował rzut wolny po faulu na Łukowskim. Blazo Igumanović strzelił pod poprzeczkę, ale bramkarz MKS Oskar Pogorzelec wybił piłkę na róg. Potem do głosu niespodziewanie doszli goście. Sygnał ostrzegawczy przy stałych fragmentach gry zabrzmiał, kiedy w 27. min Kamil Drygas wybił piłkę z bramki. Przy kolejnej centrze z rogu Rafała Niziołka było 0:1. Celnie główkował Piotr Kasperkiewicz. Za chwilę zrobiło się dramatycznie. Beniaminek zdobył drugą bramkę po kontrze sprokurowanej przez Piotra Stawarczyka. Wykończył ją celnym strzałem z 12 m Sebastian Deja.

Do końca pierwszej połowy zawiszanom trudno się było otrząsnąć z tego szoku. Jedyną okazję miał Żylski po akcji Smektały, ale jej nie wykorzystał. Od początku drugiej połowy Rumak wpuścił na boisko Sebastiana Kamińskiego (zmienił Żylskiego).

W 47. min powinno być 3:0, tym razem po błędzie Łukasza Nawotczyńskiego, ale w sytuacji sam na sam z Maciejem Kowalczykiem popisał się Łukasz Sapela.

W 51 min po faulu na Kamińskim sędzia podyktował rzut karny, który pewnie wykorzystał Drygas. Bydgoszczanie szybko więc strzelili gola kontaktowego. Pozostało wówczas im 35 minut, żeby obronić się przed kompromitacją. Po 20 minutach gry w drugiej połowie był remis. Kontrę rozpoczął Kona, a zakończył ją Lewicki po świetnej centrze Smektały.

Kompromitacją niestety znowu zapachniało od 68. min. Kontra MKS była za szybka dla fatalnie spisującej się defensywy Zawiszy. Sapela musiał po raz trzeci wyciągać piłkę z siatki.

Bydgoscy piłkarze słabo się jednak bronili przed kompromitującą porażką z beniaminkiem. Świetną okazję zmarnował Kamiński w 80. min, a potem strzał z dystansu Lewickiego obronił bramkarz MKS.