Zagrajcie jak za dawnych lat. Liczy się tylko awans

W grudniu 2015 roku minie 65 lat od powstania Motoru. To piękny jubileusz i nie ma lepszego sposobu na jego uświetnienie niż awans piłkarzy do wyższej klasy w nadchodzącym sezonie. - Wygranie trzeciej ligi to nasz obowiązek - twierdzi wręcz Dominik Nowak, trener lubelskiego klubu.
To wskoczenie o jeden szczebel wyżej byłoby pierwszym krokiem do powrotu do lat świetności. Tego oczekują wszyscy - władze miasta, kibice, a także sami gracze. Niestety, w minionych rozgrywkach ta sztuka się nie udała, choć było blisko. Z tego też powodu doszło do zmiany trenera - Mariusza Sawę zastąpił Dominik Nowak. Nastąpiły również spore roszady w składzie zespołu.

Lata w elicie

Warto jednak pamiętać, że piłkarze Motoru przez dziewięć sezonów występowali na boiskach I ligi (dzisiejsza ekstraklasa). Ich mecze cieszyły się olbrzymim zainteresowaniem, a bywało, że stadion przy al. Zygmuntowskich odwiedzało po 20 tys. fanów futbolu. To właśnie w tym klubie wychowali się tacy piłkarze jak czterokrotny uczestnik mistrzostw świata i dwukrotny medalista tej imprezy Władysław Żmuda oraz wielokrotny reprezentant Polski, któremu tylko czterech wstępów w koszulce z orłem na piersi zabrakło do okrągłej setki - Jacek Bąk. W barwach narodowych grali też m.in. Modest Boguszewski, Zygmunt Kalinowski, Krzysztof Rześny, Leszek Pisz czy Leszek Iwanicki, choć ostatni czterej nie są wychowankami Motoru, ale Iwanicki, gdy był zawodnikiem lubelskiego klubu, został nawet w sezonie 1984/85 królem strzelców I ligi. Zespół szkoliła też cała plejada znakomitych trenerów z Bronisławem Waligórą, Lesławem Ćmikiewiczem, Pawłem Kowalskim czy Mieczysławem Broniszewskim na czele. Swego czasu konsultantem i doradcą klubu był sam Kazimierz Górski. Klub znad Bystrzycy miał także osiągnięcia w piłce młodzieżowej, bo w 1971 roku juniorzy Motoru wywalczyli mistrzostwo Polski.

Niestety, z upływem czasu klub zaczął się staczać po równi pochyłej. Dlaczego tak się stało? Można powiedzieć, że Motor stał się w pewnym sensie ofiarą przemian społeczno-gospodarczych, które nastąpiły na przełomie lat 80. i 90. One sprawiły, że z czasem Fabryka Samochodów Ciężarowych - główny sponsor - upadła, a wraz z nią dogorywał klub i wylądował aż w IV lidze. Zresztą potem grał pod wieloma szyldami, na przykład LKP, ale dla kibiców i tak zawsze to był Motor. Wprawdzie potem piłkarze zdołali się podźwignąć i nawet awansowali do I ligi (drugi szczebel rozgrywek), ale do elity już nie wrócili, a wręcz przeciwnie - znowu spadli o dwie klasy niżej.

Czują, że to ten moment

Na szczęście temu wielce zasłużonemu klubowi z pomocą pośpieszyło miasto. Od 2010 roku jest akcjonariuszem klubu i szybko stało się właścicielem większościowym. Dotąd ratusz przekazał Motorowi ok. 7 mln zł.

Działanie to zresztą wpisuje się w strategię wspierania rozwoju sportu i rekreacji miasta Lublin, w której klub jest ujęty. To sprawia, że teraz piłka leży po stronie futbolistów. - Nie ma drogi na skróty. Na razie musimy zrobić dwa kroki. Najpierw wygrać ligę, a potem baraże. Jako Motor zawsze gramy o awans. Często te zapowiedzi były niczym niepoparte, ale teraz czujemy, że to już ten moment. Już się z tego nie wycofamy - zapowiada Piotr Karwan, kapitan Motoru.

Trzeba tu od razu powiedzieć, że starsi koledzy dzisiejszych motorowców mogli tylko pomarzyć o warunkach, w jakich dziś grają żółto-biało-niebiescy. Piłkarze rywalizują na nowej, przepięknej Arenie Lublin. Ten stadion to też swego rodzaju wyzwanie, bo trzeba go wypełnić, a czy można to zrobić bez wielkiego Motoru? - Jestem przekonany, że nikt inny niż my nie sprawi, że ten obiekt zapełni się kilkunastoma tysiącami widzów. Oczywiście można zrobić mistrzostwa świata czy jakieś wydarzenia kulturalne, ale to wszystko musi być obok - dowodzi Waldemar Leszcz, prezes Motoru. - Każdy dobry mecz spowoduje, że coraz więcej ludzi będzie chciało tu wrócić. Nie uczynię cudu i nie obiecam, że na każde spotkanie przyjdzie po 10 tys. ludzi. Ale jestem pewien, że na baraż o wejście do II ligi już tyle osób przyjdzie.

Blisko pół tysiąca

Naturalnie priorytetem jest awans do wyższej klasy, ale w klubie wyraźnie stawiają też na młodzież. - Uporządkowaliśmy kwestie juniorskie. Teraz wszystkie drużyny młodzieżowe są w strukturach klubu. W tej chwili mamy w 20 grupach ponad 450 chłopców i w regionie trudno jest o lepsze dzieciaki. To ma być fundament. Chodzi o to, abyśmy zawsze mieli chłopców, którzy oddadzą za ten klub serce - tłumaczy Waldemar Leszcz.

To cieszy. Młodzież pilnie trenuje, ale też podpatruje graczy z pierwszego zespołu, a im wyższa klasa, tym lepsi nauczyciele. Dlatego trzeba zrobić wszystko, aby mogli się uczyć od najlepszych. Należy także mieć nadzieję, że nadchodzący sezon będzie początkiem powrotu do lat świetności tego wiece zasłużonego dla miasta i Lubelszczyzny klubu.