Sport.pl

GKS Katowice - Zagłębie Sosnowiec. Krzysztof Markowski: GieKSa? Nie boimy się nikogo

- W GKS-ie Katowice mówią o ekstraklasie, ale w tym momencie na rzucanie takimi głośnymi zapowiedziami jest po prostu za wcześnie. Pamiętam, jak cała Polska śmiała się z hasła ?ekstraklasa albo śmierć? - mówi Krzysztof Markowski, obrońca Zagłębia Sosnowiec i były kapitan GieKSy.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas



Podczas gdy w Katowicach marzą o ekstraklasie, w sobotę na Bukową zawita autor ostatniej bramki GieKSy w elicie. Z meczu z Górnikiem Zabrze z czerwca 2005 roku. - A nawet autor dwóch ostatnich bramek, bo kolejkę wcześniej - przeciw Odrze Wodzisław - też strzeliłem. I też z karnego. Do dziś pamiętam obydwa te gole. Z Odrą uderzyłem w środek, z Górnikiem w lewy róg bramkarza. W tym drugim przypadku graliśmy przy pustych trybunach. Taka była kara za zajścia z poprzedniego spotkania - mówi Markowski.

Kamil Kwaśniewski: To pewnie sobotni mecz zakreślony w kalendarzu na czerwono.

Krzysztof Markowski: Wyjazd na GieKSę to prestiżowa sprawa, ale bez przesady. Mimo tego dodatkowego smaczku nie mogę powiedzieć, że to ważniejsze spotkanie niż chociażby z Wisłą Płock. Za zwycięstwo w Katowicach też można przecież dostać tylko trzy punkty.

Najlepsze i najgorsze wspomnienia z Bukowej?

- Zawsze będę miło wspominał te dwa sezony w ekstraklasie. Nie odgrywaliśmy tam co prawda znaczącej roli, a w tym drugim roku po prostu zaliczyliśmy spadek, ale jednak ta ekstraklasa jest marzeniem każdego. Chociaż fajne chwile przeżywaliśmy też w "starej" trzeciej lidze. Feta po wywalczeniu awansu była naprawdę efektowna. Zagraliśmy wtedy sparing z oldbojami GKS-u, a na trybunach był komplet ludzi. Co do rozczarowań - wiążą się z finansami. Przychodząc do GieKSy, zrezygnowałem z lepszych ofert - w tym z ekstraklasy - bo w klubie mówiono o naprawdę wysokich celach. Niestety, rzeczywistość to wszystko szybko zweryfikowała. Brakowało dosłownie na wszystko, zrobił się niezły syf. Nie życzę tego nikomu. Jestem za tym, żeby od piłkarzy wymagać, ale najpierw trzeba zapewnić im odpowiednie warunki. Tu ich nie było. Wiecznie tylko zastanawialiśmy się, kiedy będzie wypłata. Ba, zdarzało się, że chodziliśmy do działaczy i o te pieniądze wręcz żebraliśmy. Nie tak to powinno wyglądać. Sytuacja klubu zaczęła się poprawiać dopiero wtedy, kiedy z pomocą przyszło miasto. Gdyby nie ono, GKS prawdopodobnie znów musiałby zaczynać od nowa. Tyle że pewnie już nie od czwartej ligi, ale od B-klasy.

Wedle założeń władz GieKSy w ciągu dwóch lat w Katowicach znów ma być ekstraklasa.

- Daleki jestem od jakichkolwiek typów. Po prostu za wcześnie na to. Myślę, że dobre podejście ma Marcin Jaroszewski, nasz prezes, który nie postawił nam żadnego celu. Pomyślimy o nim dopiero zimą, kiedy będziemy oceniać zespół przez pryzmat całej rundy. Rzucanie głośnymi zapowiedziami już dziś, po ledwie jednym ligowym meczu, niczego nie wnosi. Pamiętam, jak cała Polska śmiała się z hasła "ekstraklasa albo śmierć".

Mimo wszystko kiedy beniaminek jedzie na teren kandydata do awansu, może się przestraszyć.

- Ale nie my. W Sosnowcu nie boimy się nikogo. Mamy w sobie jednocześnie szacunek dla rywala i wiarę we własne możliwości. Tu nie może być miejsca na strach. Ci, co się boją, powinni zmienić zawód. Poza tym to, że mamy charakter, pokazaliśmy już meczem z Wisłą Płock. Wiem, skończyło się 0:1, ale uważam, że zagraliśmy naprawdę przyzwoite zawody. Zwłaszcza że po drugiej stronie była drużyna, która w poprzednim sezonie o mało nie awansowała do ekstraklasy. Zawiodła tylko skuteczność. Dlatego gdy czytam wypowiedzi zawodników Wisły, którzy mówią, że ten mecz kontrolowali, to polecam im włączyć Polsat Sport i obejrzeć go raz jeszcze. Bo - owszem - kontrolowali, ale co najwyżej od 30. do 60. minuty.

ŚLĄSK.SPORT.PL ćwierka na Twitterze. Obserwujesz? >>

Więcej o: