Liga Mistrzów. Akademia FC Basel, czyli z kim odpadł Lech Poznań

Po latach kompromitacji ze słabymi drużynami Lech Poznań tym razem trafił na silnego rywala i otrzymał cenną lekcję futbolu. Odpadł z walki o Ligę Mistrzów bez wstydu
Dzień po meczu FC Basel - Lech życie w Bazylei wraca do normy. Czyli do ciszy, spokoju i wszechobecnego porządku. Wygląda to tak, jakby wszystko miało swoje miejsce i przebiegało według ściśle określonego harmonogramu. Zupełnie jak w szwajcarskim zegarku.

W Bazylei stadion nie pustoszeje kilka minut po końcowym gwizdku. Kibice jeszcze długo siedzą w miejscowym barze ulokowanym na jednej z trybun i dyskutują o właśnie zakończonym spotkaniu.

Rano wracają jednak do obowiązków. Na stadion przychodzą tylko robić zakupy, bo w obiekcie znajduje się całkiem spore centrum handlowe. Wystarczy jednak przespacerować kilkaset metrów w głąb parku, by znów znaleźć się w sercu uwielbianego przez bazylejczyków futbolu. Tym sercem jest klubowa akademia z przeraźliwie bogatą infrastrukturą. Widok zapiera dech w piersiach. Boiska piłkarskie wypełniają przestrzeń aż po sam horyzont! A w tym samym parku - tuż obok boisk - znajduje się też hala widowiskowo-sportowa, hala z boiskiem do hokeja na lodzie, stadion lekkoatletyczny i basen. Przejście całego kompleksu zajmuje kilkadziesiąt minut.

Trening dla każdego

Dochodzi godzina 11. W parku pod stadionem coraz więcej ludzi. Mają na sobie koszulki FC Basel. Gdzieś śpieszą. Po chwili główną alejką grupkami przejeżdżają rowerzyści. To piłkarze! Rowerami jadą na trening. A kilkudziesięciu ludzie idzie popatrzeć. Mężczyźni, kobiety i dzieci (kolejność według liczebności) w różnym wieku.

Na treningu gwar. Trener przygotowania fizycznego lekko pokrzykuje na piłkarzy. Urs Fischer przygląda się z boku. Ludzie rozmawiają ze sobą. Z szatni obok dobiega głośna muzyka. To piłkarki FC Basel przebierają się na trening.

Kibice nie zaczepiają zawodników, choć stają dość blisko. Gdyby wyciągnęli dłoń, mogliby przybić z piłkarzami "piątkę". Dopiero po rozgrzewce, gdy piłkarze przechodzą na drugą stronę boiska, kibice oddalają się kilka metrów pod dach stojącego przy boisku budynku, by osłonić się przed słońcem.

Nikt ich nie wyrzuca z boisk treningowych. To tutaj zresztą tradycja, że wszystkie treningi są otwarte i każdy może przyjść popatrzeć. Gdy jakiemuś trenerowi się to nie podoba, musi liczyć się z tym, że prędzej zostanie zwolniony, niż klub zmieni filozofię. Tak było z poprzednim szkoleniowcem Paulo Sousą. Portugalczyk osiągał dobre wyniki, ale nie potrafił zaakceptować atmosfery panującej wokół klubu. Po zakończeniu pomeczowej konferencji prasowej trener Urs Fischer jeszcze długo i cierpliwie tłumaczył dziennikarzom swoje poglądy w rozmowach indywidualnych. W Lechu takie sytuacje raczej się nie zdarzają, a otwarty jest jeden trening w tygodniu.

Klub z Bazylei nigdy nie zmienia swojej filozofii, nawet jeśli coś idzie nie tak. Chodzi o to, by dostarczać kibicom rozrywkę w postaci dobrej gry, ale nigdy nie funkcjonować przy tym tak jak wielki klub. Kibice nie mają czuć dystansu. To dzięki tej atmosferze każdy nowy piłkarz błyskawicznie się aklimatyzuje. A to z kolei jeden z powodów, dla których rzadko zdarza się, by jakiś zawodnik nie sprawdził się w Bazylei.

Dystans trzeba skracać

Boisko, na którym trenuje pierwszy zespół FC Basel, jest zaraz przy wejściu na teren akademii. Klub nie chowa zawodników. Mają być zawsze dostępni i świecić przykładem. Cieszą się tu dużym szacunkiem. Na kolejnych boiskach, których w sumie jest kilkanaście, ćwiczą zespoły młodzieżowe i kobiece. O jednej porze trenowało osiem drużyn. W tym czasie pozostałe płyty treningowe poddawane były pieszczotliwej pielęgnacji. Po zakończonym treningu zawodnicy, zanim pójdą do domu czy szkoły, spotykają się jeszcze w klubowej stołówce, która znajduje się w samym centrum akademii.

Między boiskami znajdują się szatnie oraz obiekty sportowe dostępne dla mieszkańców, takie jak boisko do koszykówki czy do beach soccera. Piłkarze i piłkarki trenują, a mieszkańcy albo im się przyglądają, albo sami ćwiczą obok. To pozwala skracać dystans.

W taki oto sposób - bez zbytniego nadęcia, a co za tym idzie presji - w spokojnej, ale familijnej atmosferze w Bazylei powstał wielki klub. Wielki proporcjonalnie do możliwości, jakie daje mu miasto i liga, w której rywalizuje. Na razie za wielki jednak dla Lecha Poznań.