FC Basel - Lech Poznań 1:0. Niemożliwe jednak istnieje, Lech nie dał rady

Trzy bramki miał do odrobienia w Bazylei mistrz Polski, Lech Poznań. Nie zdołał odrobić żadnej, a rywale wbili mu gola w doliczonym czasie. Lech żegna się z Ligą Mistrzów, pozostaje walka o Ligę Europejską
Piłkarze Lecha nie byli odważni w swoich zapowiedziach. O awansie do czwartej rundy Ligi Mistrzów nie mówili głośno. Mówili raczej, że po pierwszym spotkaniu nie czują się gorsi i to będą chcieli w Bazylei zaprezentować. Trener Skorża jak zapowiadał, tak zrobił, mieszając składem Lecha. Na ławce rezerwowych posadził boleśnie krytykowanego Tamasa Kadara, puszczając w jego miejsce do gry Dariusza Dudkę, nominalnego defensywnego pomocnika. Żal było jedynie Macieja Wilusza, który ze spuszczoną głową znów usiadł na ławce rezerwowych: - Wychodzi na to, że jestem dopiero piątym - po Kamińskim, Arajuurim, Kadarze i Dudce - środkowym obrońcą do gry w Lechu Poznań. Bardziej zaskoczyły jednak zmiany w formacji ofensywnej. Nie tylko wystawienie do gry wychowanka FC Basel Darko Jevticia, ale przesunięcie do ataku Kaspera Hämäläinena. Lech z tak dużymi stratami do odrobienia postanowił zagrać bez nominalnego napastnika, ale nawet na ławce rezerwowych zamiast ofensywnego Davida Holmana (odesłanego na trybuny) usiadł defensywny piłkarz Abdul Aziz Tetteh.

W zespole FC Basel, niemal pewnym awansu do kolejnej rundy, też doszło do kilku zmian. Oprócz zawodników kontuzjowanych, czyli Kakitaniego, Ivanova i pauzującego za kartkę Xhaki, trener Urs Fischer dał odpocząć najlepszemu strzelcowi Embolo i skrzydłowemu Gashiemu.

Kibice Lecha zaintonowali "Więc wstań, do góry głowę wznieś", a piłkarze ruszyli do ataku. Początek spotkania nie wróżył nic złego, głównie za sprawą Darko Jevticia. Szwajcar, który miał wiele motywacji, by akurat w tym meczu pokazać swoje umiejętności, już w 6. minucie kopnął na bramkę FC Basel. Kilka minut później świetnie dograł na wolne pole do Kaspra Hämäläinena, którego w ostatniej chwili ubiegł bramkarz Vaclik. Gdy na prawym skrzydle ograł trzech rywali, zebrał brawa nawet od miejscowej publiczności. Jasmin Burić pierwszą interwencję miał dopiero w 18. minucie. Ale to było na tyle dobrej gry Lecha w pierwszej połowie. Jevtić zniknął, Hamalainen został odcięty od podań, a próby ataku skrzydłami kończyły się wyłącznie stratą piłki. Pierwszy rzut rożny Lechici wywalczyli w 34. minucie. Sędzia długo uspokajał zawodników w polu karnym, więc znużony Douglas do spółki z Trałką po krótkim rozegraniu szybko stracili piłkę. Gra nie szła Lechowi.

W przerwie trener Skorża nie zdecydował się dokonać żadnych zmian. Słońce zaszło, upał nieco zelżał, piłkarze Lecha wreszcie wrzucili drugi bieg. Co prawda lechici dalej nie potrafili przedrzeć się środkiem pod pole karne rywali, ale zaczęli grać skrzydłami. W 51. minucie Douglas wrzucił piłkę w pole karne, gdzie czekał na nią Hamalainen, ale Fin nie zdołał jej sięgnąć głową. Chwilę później znów dośrodkował Douglas z rzutu wolnego, a najbardziej wysunięty piłkarz Lecha w tym spotkaniu uderzył nad bramką FC Basel. Minęły kolejne cztery minuty i znów lewą stroną przedarł się Szkot. Jego podanie wzdłuż bramki przeciął Vaclik, wyciągając się jak struna, ale do piłki dopadł Jevtić. Jego strzał zablokowali jednak obrońcy.

Minuty uciekały, Lech bił głową w mur. Wtem dali o sobie znać kibice z Wielkopolski, których do Bazylei przyjechało aż tysiąc. Sektor gości wypełnili do ostatniego miejsca. Niestety, niepomni ostatniej drakońskiej kary od UEFA za rasistowską flagę na meczu w Sarajewie, w nawiązaniu do tych wydarzeń zaczęli skandować: "Piła, Piła biała siła". Kebbie Ceesayowi miło z pewnością się nie zrobiło.

Trener Skorża wreszcie zdecydował się na zmianę. Bezproduktywnego Formellę, który pokazał, że jeszcze dużo czasu minie, nim zacznie na boisku być tak odważny jak w strefie mieszanej, zmienił Gergo Lovrencsics. Występ Węgra był niepewny. Z powodu kontuzji nie trenował w Bazylei. W 70. minucie poznaniacy przeprowadzili wreszcie akcję, która powinna przynieść gola. Lovrencsics świetnie podał do Hamalainena, ale Fin był na minimalnym spalonym. Skorża wreszcie wpuścił na boisko napastnika. Thomalla zmienił Jevticia.

Lech cały czas atakował, ale nie potrafił odnaleźć drogi do bramki. W 74. minucie świetnej okazji nie wykorzystał Pawłowski, który oddał piłkę bramkarzowi. W 78. minucie w pole karne wpadł Lovrencsics i zamiast zapytać bramkarza, w który róg strzelić, nie trafił w bramkę. Gdy w 80. minucie Douglas ostro zagrał w pole karne, a Trałka rzucił się na piłkę i nieprawdopodobnie chybił, kibice przecierali oczy ze zdumienia. Wydawało się, że Lech nie będzie w stanie strzelić bramki. Skorża sięgnął po broń ostateczną. Za Hamalainena puścił do boju Marcina Robaka. Mało jednak brakowało, by chwilę później ostatecznie odarł Lecha ze złudzeń Birkir Bjarnson, bohater pierwszego meczu z Poznania. Tym razem Islandczyk jednak minimalnie chybił celu. W doliczonym czasie gry już się jednak nie pomylił, głową zmuszając Burica do kapitulacji.

Lechici nie zdołali zrewanżować się za bolesną porażkę z Poznania. Szwajcarzy, choć pozwolili Kolejorzowi naprawdę na wiele, zostawiają wiele miejsca i swobody, znów okazali się lepsi. Różnica pomiędzy Lechem a FC Basel jest jednak duża. Za duża. Lech zagra w fazie play-off eliminacji do Ligi Europejskiej. Główny cel, czyli awans do fazy grupowej, jest wciąż w zasięgu "Kolejorza", ale musi się on błyskawicznie otrząsnąć po trzech kolejnych porażkach. Pierwszy mecz czwartej rundy eliminacji Ligi Europejskiej już za dwa tygodnie w Poznaniu.

FC Basel - Lech Poznań 1:0 (0:0)

Bramka: 1:0 Bjarnason (90.+4.)

BASEL: Vaclik - Lang Ż, Hoegh, Suchy Ż, Safari (89. Traore) - Kuzmanović, Elneny - Calla Ż, Delgado (77. Zuffi), Bjarnason - Janko (70. Embolo)

LECH: Burić - Ceesay, Kamiński Ż, Dudka, Douglas Ż - Trałka, Linetty Ż - Formella (68. Lovrencsics), Jevtić (73. Thomalla), Pawłowski - Hamalainen (84. Robak)