GKS Tychy. Podczas inauguracji sezonu irytował zespół i... tablice elektroniczne [KOMENTARZ]

Piłkarze GKS-u już wiedzą, że rywalizacja w drugiej lidze to nie będzie przechadzka po czerwonym dywanie. Drużyny, który przyjadą na nowy stadion w Tychach, nie klękną już w tunelu prowadzącym na boisko, oszołomione przepychem najnowocześniejszego obiektu na Górnym Śląsku.
Tyszanie rozpoczęli sezon od sobotniej porażki z Wisłą Puławy 0:2. Nie pomógł nowy stadion, nie pomogło ponad pięć tysięcy kibiców, nie pomogło nawet ośmiu zawodników z ekstraklasową przeszłością w podstawowym składzie.

Taka liczba byłych ligowców w jedenastce na Wisłę tylko GKS-owi zaszkodziła. Byli piłkarze, a nie było zespołu. Który to już raz w ostatnich sezonach? Mateusz Bukowiec, Łukasz Grzeszczyk, Mariusz Zganiacz - takiego trio w środku pola mogłoby pozazdrościć tyskiej drużynie wielu pierwszoligowców. To powinien być ośrodek decyzyjny sprawnej maszynki do zwycięstw. Dlaczego więc nie był? Bo umiejętności, kreatywność i doświadczenie to w drugiej lidze za mało. W tej lidze wygrane trzeba będzie wyszarpać, wybiegać.

Piłkarzom GKS-u mogą coś na ten temat powiedzieć koledzy z Sosnowca. Piłkarze Zagłębia też mieli wpaść do drugiej ligi na chwilę, a zakotwiczyli w niej aż na siedem lat.

Im wcześniej tyszanie przestaną grzeszyć pewnością siebie, tym lepiej. Między bajki można też włożyć opinię, że drużyny, który przyjadą na nowy stadion GKS-u, klękną już w tunelu prowadzącym na boisko, oszołomione przepychem najnowocześniejszego obiektu na Górnym Śląsku.

To tak nie działa. Więcej, to działa zupełnie odwrotnie. Dla piłkarzy, którzy na co dzień grają w cieniu drzew, występ przy sztucznym świetle, pod dachem, w otoczeniu strzelistych trybun, to święto, które sprawia, że biegają szybciej, a piłki podają dokładniej.

Zostań trenerem i zbuduj własną drużynę!



Porażkę tyszan oglądało z trybun ponad pięć tysięcy widzów. To świetny wynik jak na drugą ligę. Zadziała pewnie ciekawość - nowego stadionu, nowej drużyny. Z każdym tygodniem ta ciekawość będzie jednak malała i jeżeli nie zastąpią jej wygrane, to frekwencja dramatycznie spadnie.

Jeszcze jedno zdanie o stadionie. To naprawdę imponujący i funkcjonalny obiekt. Z każdego miejsca widoczność jest znakomita, a emocje na wyciągnięcie ręki. Irytują tylko elektroniczne tablice, które łączą w sobie funkcję zegarów i banerów reklamowych. To sprawia, że gdy kibice chcą upewnić się, w której minucie padł gol, nastąpiła zmiana zawodnika lub ile czasu pozostało do końca gry, muszą wpatrywać się... w reklamę mebli. Zupełnie bez sensu.