Zagłębie Sosnowiec. Komplet punktów dla faworyta z Płocka

Zagłębie Sosnowiec dostało na początek pierwszoligowej rywalizacji rywala najtrudniejszego z możliwych i chociaż Wisła Płock wywiozła ze Stadionu Ludowego komplet punktów, to gospodarze swojej gry wstydzić się nie muszą.
ŚLĄSK.SPORT.PL w mocno nieoficjalnej wersji. Dołącz do nas na Facebooku >>

Zagłębie w opinii wielu ekspertów uchodzi za beniaminka, który może namieszać w pierwszej lidze. Co za tym przemawia? Solidna organizacja klubu, stabilne finanse, oddani kibice, tradycja i ambicje, które na pewno nie kończą się na zapleczu ekstraklasy.

Wszystkie te atuty zdadzą się jednak na nic, jeżeli zabraknie najważniejszego - jakości. Tymczasem Zagłębie to nie był w minionym sezonie zespół, który szedł od meczu do meczu jak po swoje. To była ekipa, która wywalczyła awans w ciężkim boju.

Teraz ten sam zespół będzie starał się zawojować, a wcześniej pewnie nauczyć się pierwszej ligi. Piszemy "ten sam", gdyż w składzie aż tak wiele się nie zmieniło. W meczu z Wisłą szansę gry w podstawowym składzie dostało ledwie dwóch nowych zawodników: Łukasz Sołowiej, który grał ostatnio we Flocie Świnoujście, oraz Słowak Martin Pribula, który miał bardzo udaną rundę wiosenną w barwach Limanovii, spadkowicza z drugiej ligi.

Nauka rozpoczęła się od meczu z Wisłą, czyli największego przegranego minionego sezonu. Płocczanie długo liczyli się w walce o awans do ekstraklasy, ale ostatecznie okazali się słabsi od Zagłębia Lubin i Termaliki Bruk-Bet Nieciecza. O sile rywala drużyny z Sosnowca świadczył też fakt, że nie przegrał on na wyjeździe od 2 sierpnia minionego roku, czyli od spotkania w Bytowie (2:3). Potem nastąpiła seria 16 kolejnych meczów bez porażki.

Co ciekawe, sosnowiczanie mieli przed niedzielnym meczem identyczną serię - także 16 kolejnych meczów bez porażki, na który złożyło się 14 spotkań w lidze i dwa w Pucharze Polski.

Zagłębie rozpoczęło walkę o pierwsze punkty w dobrym stylu. Już po kilku minutach gry bliski zdobycia bramki był Jakub Arak. Zawodnik, który ma wyjątkowy talent do gry głową, tym razem jednak nie wykorzystał znakomitej okazji i nie trafił czysto w piłkę.

Wisła przeważała, ale nie miała klarownych okazji pod bramką Szymona Gąsińskiego. Sposób na szczelną defensywę znalazł jednak Maksymilian Rogalski, który przymierzył z około trzydziestu metrów. W tej sytuacji nie bez winy był bramkarz Zagłębia. Z trybun wyglądało bowiem na to, że strzał nie był na tyle mocny i precyzyjny, żeby nie można było mu zaradzić.

Sosnowiczanie z determinacją dążyli do zmiany wyników i trzeba przyznać, że w drugiej połowie zepchnęli rywala do głębokiej defensywy. Bardzo dobrą zmianę dał Dawid Ryndak, który szarpał po prawej stronie boiska.

Mnożyły się strzały, dośrodkowania i stałe fragmenty gry, ale zabrakło najważniejszego - gola.