Synowiec: Nie ma co liczyć na cud, a trzeba się skupić na finiszu, aby nie wylądować w niższej lidze

Do końca żużlowych rozgrywek ligowych w rundzie zasadniczej, po której nastąpi podział na tych, co będą walczyć o medale i tych, dla których sezon już się skończy, pozostały ledwie trzy kolejki. Z wypowiedzi przedstawicieli klubu, samych zawodników oraz części gorzowskiej prasy wynika, że nasza Stal ma jeszcze szansę na play-off. Otóż jest inaczej, takich szans nie ma, a po tym, co widziałem, w żadną cudowną matematykę nie uwierzę.
Gorzów.sport.pl i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!

My wygramy, ktoś tam przegra... Takie kalkulacje już mnie nie interesują. Po porażkach w Toruniu i Lesznie, czas skupić się na czymś innym. Bardzo poważnie podejść do najbliższych spotkań z Zieloną Górą, Wrocławiem i Rzeszowem, aby przypadkiem nie znaleźć się na dnie tabeli i przywitać się z pierwszą ligą!

Potem, a więc jeszcze w sierpniu, najbardziej spodziewanym rozwiązaniem jest zajęcie przez stalowców szóstego miejsca, które uwolni nas od trosk o wynik play-off, ale też od starć barażowych o utrzymanie się w ekstralidze. Czyli żegnaj ligowy żużlu, a witajcie wakacje, które będą trwały od sierpnia do kwietnia następnego roku, czyli przez prawie osiem miesięcy.

Na usta cisną się w tej sytuacji liczne pytania. Dlaczego zespól mający w swoim składzie czterech zwycięzców turniejów Grand Prix, w tym aktualnego wicemistrza świata, a nadto aktualnego drugiego wicemistrza Polski, dostaje takie baty i musi drżeć o ligowy byt? To oczywiste, że na kompleksowe rozliczenia przyjdzie czas po zakończeniu sezonu, a więc już za chwilę. Ale wnioski nasuwają się same i nie są one budujące.

Niemoc Krzysztofa Kasprzaka, który w ostatnich trzech turniejach Grand Prix zdobywał łącznie pojedyncze punkty, a w lidze jest go w stanie pokonać byle junior, jest czymś niewyobrażalnym i trudnym do zrozumienia. Nawet jego wielki admirator Władysław Komarnicki jest tu bezradny. Przyznam, że sięgając pamięcią daleko wstecz, takiego przypadku nie pamiętam.

Dziwna jest też niemoc Nielsa Iversena oraz nierówna forma Mateja Zagara, wszak obaj to czołówka światowego żużla. O Tomaszu Gapińskim i Piotrze Świderskim pisałem już kilka razy, że do ekstraligi się nie nadają i poza pojedynczymi występami nie są w stanie sprostać wymogom ligi, w której jeżdżą.

Bartosz Zmarzlik jest tegorocznym fenomenem, ale to przecież jeszcze junior, który ma prawo mieć słabsze dni o wiele częściej niż je ma. To niedościgły wzór dla innych. Nie wiedzieć czemu zapatrzył się na Kasprzaka Adrian Cyfer, którego świetna końcówka ubiegłego roku zdawała się rokować nadzieje, że po zakończeniu wieku juniora, gładko przejdzie w wiek seniorski, będąc pierwszym od dawna seniorem rodem z Gorzowa. Ostatni sezon na pozycji młodzieżowca, czyli rok 2016, zadecyduje o jego miejscu w składzie.

Co więc się stało takiego, że gorzowski klub poniósł najdłuższą w swojej historii serię sześciu porażek, mając jednocześnie skład tak silny, jakiego nie miał nigdy dotąd? Moje spostrzeżenia to rzecz jasna sygnały człowieka, który śledzi mecze, czyta prasę żużlową i rozmawia z kibicami, ale nie jest wewnątrz klubu i nie ma dostępu do największych klubowych tajemnic. Uważam jednak, że tak jak mi, tak i wszystkim kibicom należą się wyjaśnienia. Miasto angażuje w klub duże środki, a kibice przychodzący na stadion licznie jak nigdzie indziej - dużo serca. Należy się nam trochę więcej informacji, niż ogólniki, jakimi karmi nas klub, typu "poczekamy, zobaczymy, jeszcze nie wszystko jest stracone", itp. Klub zdaje się nie ma nic do stracenia, bo za trzy kolejki może być już za późno na analizy i dobre zmiany. Jak nie teraz, to nigdy.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny