Dwa miliardy za Moskala

W 1990 r. przeszedł z Wisły Kraków do Lecha Poznań. Trafił do silnej drużyny, ale słabego klubu. - Był profesjonalistą - wspominają koledzy. W sobotę Kazimierz Moskal zmierzy się ze swoim byłym klubem.

Chcesz więcej? Polub Kraków - Sport.pl

Z Krakowem żegnał się niechętnie. Sam mówi, że gdyby się uparł, toby został. Musiał jednak odejść, bo w Wiśle powiedziano mu jasno: "Bez tego transferu będzie z nami krucho". Poznaniacy obiecali mu mieszkanie (parę miesięcy wcześniej urodził mu się syn), a klubowi duże pieniądze. Moskal trafił do stolicy Wielkopolski za dwa miliardy starych złotych. Zastąpił wypożyczonego do Turcji Jarosława Araszkiewicza.

Już wtedy Moskal był jedną z ważniejszych postaci ligi. - Był nieprawdopodobnie pracowity. Bardzo dobrze strzelał. Mało było piłkarzy o takim charakterze, woli walki i przede wszystkim umiejętnościach - wspomina Mirosław Trzeciak, ówczesny napastnik Lecha.

Moskal zadebiutował w Poznaniu w meczu o Puchar Intertoto z węgierskim Bányászem Siófok. Lech wygrał i dzięki temu mógł spłacić część należności wobec Wisły. Rok później temat zobowiązań wobec krakowian wrócił. Gazety pisały, że z tego powodu zawodnik może nawet wrócić do Krakowa.

Moskal trafił do silnego zespołu (mistrza Polski), ale do słabo zorganizowanego klubu. Już na początku sezonu piłkarze strajkowali, bo szefowie mieli wobec nich zaległości. To odbiło się na formie zespołu i samym Moskalu. - Na mieszkanie czekałem pół roku - mówi. Paweł Wojtala: - W ogóle nie było po nim widać, że ma jakieś kłopoty. Ani na treningach, ani w meczach.

Przemysław Bereszyński: - Nie pamiętam, żeby poruszał te tematy w szatni.

Poznaniacy pierwszy sezon z Moskalem skończyli na szóstym miejscu. Trzy lokaty za Wisłą. W następnym było już lepiej - Lech zdobył mistrzostwo Polski. Moskal był jednym z motorów napędowych zespołu. - To był ofensywny piłkarz, grał w środku pola i na skrzydle. Bardzo kreatywny - opowiada Wojtala.

Umiejętności szybko przełożyły się na wpływ na szatnię. - Od razu nawet stał się wiodącą postacią. Pierwsze, co mi się z nim kojarzy, to pełen profesjonalizm. Zdobywaliśmy mistrzostwa, więc musiała być dobra atmosfera, również dzięki Kazkowi - wspomina Bereszyński.

Trzeciak: - Został nawet kapitanem. To był otwarty człowiek, bardzo poświęcał się dla drużyny. Chce się mieć takiego piłkarza w zespole. Do tego spokojny i raczej mało towarzyski.

Wojtala: - Jeśli nosi się opaskę kapitańską w drużynie mistrza Polski, to od razu widać, jaka jest pozycja danego zawodnika w szatni. Wywalczył to sobie postawą na boisku.

Lech jako mistrz Polski reprezentował w 1992 roku Polskę w pierwszym sezonie Ligi Mistrzów. W klubie liczyli na premie związane z awansem, ale marzenia o europejskiej elicie z głów poznaniaków wybili Szwedzi z IFK Göteborg. Lech przegrał dwumecz 0:4.

Rok później było jeszcze gorzej, bo na drodze poznaniaków stanął Spartak Moskwa. - Podeszliśmy do tego meczu na entuzjazmie - mówi Wojtala.

Lech zagrał w eliminacjach do LM, choć mistrzostwa Polski de facto nie zdobył - PZPN wręczył go klubowi z Poznania, bo w ostatniej kolejce sezonu 1992/1993 Legia Warszawa i ŁKS Łódź prześcigały się w strzelaniu bramek rywalom. Związek uznał to za korupcję.

Piłkarze Lecha domagali się jednak premii za mistrzostwo. Zagrozili nawet strajkiem. Mówili, że nie wyjdą na mecz ligowy. Mimo to klub wciąż przekładał termin spłaty.

W takich warunkach poznaniacy przygotowywali się do spotkania ze Spartakiem, w którym grały największe gwiazdy radzieckiej piłki. Już pierwszy mecz nie pozostawił złudzeń - rywale wygrali przy Bułgarskiej 5:1. "Gazeta Wyborcza" w 2002 roku uznała to spotkanie za najgorszy mecz w historii klubu.

Lech w końcu stracił mistrzostwo na rzecz Legii. Co gorsza, do klubu zgłosiło się ponad 400 wierzycieli. Chcieli odzyskać pieniądze. Jednocześnie Moskal negocjował nowy kontrakt, ale nie dogadał się i odszedł do Izraela. Pięć lat później wrócił do ekstraklasy jako piłkarz Wisły i zdobył z nią kolejne dwa mistrzostwa Polski.

W sobotę o godz. 20.30 podejmie, jako trener krakowskiego zespołu, Lecha Poznań.

Korzystałem z książki "Kolekcja klubów. Lech Poznań" pod redakcją Andrzeja Gowarzewskiego.