Długa droga przed Damianem Kowalczykiem, by zaistnieć w Pogoni Szczecin

Damian Kowalczyk dołączył do Pogoni w przerwie letniej. Ten ruch wzbudził emocje i został uznany za kontrowersyjny.
19-latek został niedawno zdyskwalifikowany przez Lubuski ZPN na osiem miesięcy, ponieważ w meczu III ligi sam wymierzył sprawiedliwość, uderzając głową zawodnika rywali. Kowalczyk grał wtedy w rezerwach Zagłębia Lubin.

Do momentu feralnego spotkania ze Stilonem Gorzów 15 razy trafił do siatki, co dawało mu nadzieję, że w przyszłym sezonie awansuje do pierwszej drużyny "miedziowych". Moment roztargnienia sprawił, że Zagłębie rozwiązało z nim kontrakt, a zawodnik otrzymał karę ośmiu miesięcy zawieszenia.

Pomocną dłoń do napastnika wyciągnęła Pogoń, która zaproponowała mu trzyletni kontrakt, licząc, że dyskwalifikacja zostanie skrócona o połowę i Kowalczyk będzie do dyspozycji już wczesną jesienią. Na razie nadal nie wiadomo jednak, czy sprawę faktycznie uda się załatwić zgodnie z przypuszczeniami.

- Nie wiem, w czyjej gestii jest złożenie tego odwołania, ale chyba to on sam może na tym polu zdziałać więcej niż my jako klub - komentuje trener Pogoni Szczecin Czesław Michniewicz. - Jeszcze nie miałem okazji z nim porozmawiać, mało tego, nie wiem nawet, jak on wygląda. Tak się złożyło, że gdy przyszedł do klubu, my byliśmy we Wronkach. Porozmawiamy, słyszałem wiele dobrego na jego temat, ale na razie nie widziałem go chociażby w jednym treningu. To młody, utalentowany chłopak, ale jeszcze nic wielkiego w piłce nie osiągnął, więc nie oczekujmy, że teraz zbawi Pogoń.

Zdyskwalifikowany Kowalczyk nie może grać w żadnych rozgrywkach.

- Po upływie pewnego czasu Damian może złożyć prośbę o skrócenie kary. Pilnujemy tego i na pewno z takiej furtki skorzystamy - mówi Maciej Stolarczyk, dyrektor sportowy Pogoni.

Jeśli Lubuski ZPN skróci karę, to Kowalczyk będzie grał w trzecioligowych rezerwach Pogoni. Jeśli będzie się dobrze prezentował - będzie brany pod uwagę przez Michniewicza.