Patryk Małecki chciał zadać pytanie trenerowi Pogoni. Jakie?

- Trenerze, czemu muszę zejść? Pomocnik powstrzymał emocje, ale po meczu ze Śląskiem Wrocław nie krył zdziwienia.
Małecki należał do najlepszych piłkarzy na boisku. Widać było dużą pewność siebie, zaangażowanie, chęć gry. Większość akcji przechodziła właśnie przez Małeckiego, a ten potrafił dograć kolegom, przebiec z piłką przy nodze przez kilkadziesiąt metrów czy dryblingiem ośmieszyć przeciwnika. Po godzinie gry - Czesław Michniewicz zdecydował się na zmianę. Z trybun wyglądało to na logiczne posunięcie - Małecki w drugiej połowie już nie imponował taką szybkością, a Pogoń potrzebowała w kontrach szybkich skrzydłowych. Tyle że Miłosz Przybecki i Takuya Murayama nie mieli swojego dnia. Nic sensownego nie wnieśli do gry.

- Miałem siły, by grać dłużej. Może trener uznał, że musi mnie trochę oszczędzać, bo nie grałem ponad osiem miesięcy, ale gdyby mnie zatkało, to sam bym poprosił o zmianę - mówił Małecki po meczu.

Z godziny gry był zadowolony.

- Zawsze chcę dawać z siebie wszystko. Dobrze mi się grało, a i nasz zespół wyglądał lepiej od Śląska. Zabrakło nam bramek w pierwszej połowie, bo były ku temu okazje. W drugiej też się to dobrze ułożyło, ale nie poszliśmy za ciosem. Mamy remis, ale nie ma co się załamywać - mówił.

Małeckiego żegnały brawa kibiców i skandowanie pseudonimu "Mały".

- Dziękuję kibicom. Kiedy przychodziłem do Pogoni, to fani byli nastawieni sceptycznie, a i nie imponowałem formą w pierwszych miesiącach gry. Chcę jednak udowodnić, że mogę się jeszcze odbudować. Nie poddam się, dam jeszcze sporo radości kibicom - zapewniał Małecki.

Może już w piątek w Gdańsku, gdzie Pogoń zagra z Lechią w 3. kolejce. Biało-zieloni przegrali dwa pierwsze mecze w lidze.

- To nie ma znaczenia. Uważam, że przed nami jeszcze trudniejszy mecz niż w Poznaniu, bo Lechia będzie chciała się przełamać na swoim boisku. My musimy zagrać swoją piłkę, ale cokolwiek bym nie powiedział - wszystko zweryfikuje boisko. Wiemy, że mamy jeszcze nad czym pracować, bo mankamentów w naszej grze trochę jest. Przed sezonem słyszałem opinię, że po trzech meczach będziemy mieli zero punktów. Mamy cztery. Nie jest więc z nami tak źle - dodał Patryk Małecki.