Mateusz Matras z Pogoni: Rywalizacja zawsze działa mobilizująco

Jeśli Mateusz Matras nie obniży formy, to Sebastian Rudol nie wróci szybko na ligowe boiska.
Pogoń mogła mieć po dwóch kolejkach nowego sezonu sześć punktów, ma cztery. Niedzielny remis ze Śląskiem nikogo w szczecińskiej drużynie nie ucieszył.

- Prowadziliśmy, mieliśmy kolejne sytuacje, by pójść za ciosem. I niestety, w piłce tak bywa, że jak się nie wykorzystuje okazji, to daje się szansę rywalowi. Śląsk miał jeden strzał i trafił do siatki. Nie zdobyliśmy jednego punktu, a straciliśmy dwa. Szkoda, bo wyglądało, że mamy ten mecz pod kontrolą - mówił Matras.

Zawodnik Pogoni wrócił w tym sezonie do gry na pozycji defensywnego pomocnika. Wiosną częściej grywał jako stoper.

- Gram tam, gdzie potrzebuje mnie trener i zespół. To różne pozycje, bo z tyłu trzeba grać prosto i pewnie, w środku boiska trzeba pokazywać więcej kreatywności. Na razie jestem zadowolony, ale dobrą formę trzeba pokazywać w kolejnych meczach - mówi Mateusz Matras.

W tym sezonie przybył mu nowy konkurent. Do roli defensywnego pomocnika trener Czesław Michniewicz chce przysposobić na nowo Sebastiana Rudola.

- Rywalizacja zawsze działa mobilizująco. Zyskamy obaj, a także drużyna - mówi Matras, który na razie zbiera na tyle dobre noty, że trudno przewidzieć, kiedy do gry wróci Rudol. - Nie tylko on walczy o skład. Na mojej pozycji mogą zagrać jeszcze Michał Walski i Robert Obst. Naciskają na mnie, więc nie mogę popełniać błędów.