Duży krok do utrzymania PGE Stali Rzeszów! KS Toruń pokonany za trzy punkty!

Opady deszczu, ubijanie toru, problemy z taśmą i dwa meczowe wykluczenia. Tak w skrócie wyglądał pojedynek 11. kolejki PGE Ekstraligi, pomiędzy PGE Stalą Rzeszów i KS Toruń. Rzeszowianie wygrali 49:40, zdobywając trzy meczowe punkty, co przybliżyło ich do utrzymania.

Chcesz wiedzieć wszystko o PGE Stali? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Na niedzielne emocje na torze w Rzeszowie kibice musieli poczekać dłuższą niż zwykle chwile. Wszystko przez opady deszczu. W Rzeszowie padało całą noc, a deszcz ustał dopiero w niedzielne południe. Wtedy też do akcji wkroczyli ludzie odpowiedzialni za przygotowanie toru. Niestety nie udało się go przygotować na godz. 17. Sędzia poinformował o opóźnieniu i ostatecznie zawody rozpoczęto 45 minut później niż planowano, choć goście narzekali na stan nawierzchni.

Sędzia w roli głównej

Na szczęście zawody udało się rozegrać, choć nie można powiedzieć, że spokojnie. Emocji i upadków nie brakowało, ale w roli głównej nie występowali żużlowcy, a sędzia Piotr Lis z Lublina. Już w pierwszej serii biegów wykluczył do końca zawodów dwóch żużlowców! Pierwszy wyleciał Mirosław Jabłoński, który wrócił do składu PGE Stali. Wrócił na krótko, właściwie na dwa okrążenia. W pierwszym biegu, gdy goście jechali na 1:5, Jabłoński upadł na tor. I wyleciał nie tylko z tej gonitwy, ale też do końca zawodów za niesportowe zachowanie. Arbiter uznał, że rzeszowianin upadł umyślnie, z czym nie mogli się pogodzić miejscowi fani.

Kolejny żużlowiec wyleciał w czwartej gonitwie, która była powtarzana dwa razy. W pierwszym podejściu na 5:1 jechali miejscowi, a na tor upadł Oskar Fajfer. Sędzia postąpił tak jak z Jabłońskim, choć z Fajferem blisko jechał jego kolega z zespołu, Australijczyk Jason Doyle. Z taką decyzją nie chciał pogodzić się junior KS Toruń. - Doyle wjechał w moje koło, jak mogłem wyhamować? Gdzie sędzia miał oczy? Niech sobie to obejrzy. Kto wyznacza takich sędziów? - mówił Fajfer na antenie telewizji nSport+. W powtórce upadł z kolei Krystian Rempała i mocno się poobijał, a bieg wygrała PGE Stal, ale tylko 3:2.

Goście mieli jednak pretensje po tym biegu, że taśma startowa nie idzie równo, ale sędzia wyścigu nie powtórzył. Sprawdzał jednak taśmę, przy asyście komisarza toru.

Znakomity Larsen

Żeby jednak nie było, że emocji dostarczał tylko sędzia, to swoje dokładali też jednak żużlowcy. Szczególnie Duńczyk Kenni Larsen, który w środę nie pojechał w zaległym spotkaniu ze SPAR Falubazem Zielona Góra z powodu kontuzji, a w niedzielę szalał na torze. To on dał sygnał do odrabiania strat, które od pierwszego biegu mieli rzeszowianie. W słabszej formie był bowiem Amerykanin Greg Hancock, który na start przegrał 1:5. Dopiero później się rozkręcał.

PGE Stal powoli odrabiała straty, a para Larsen - Dawid Lampart, wygrywając dwa razy po 4:2, dała pierwsze prowadzenie miejscowym. Później wynik zmieniał się co chwila. Goście mieli też swoje problemy, bo mocno osłabiony był Paweł Przedpełski. Przed meczem odwiedził nawet rzeszowski szpital. Tak osłabiony... wygrał z Hancockiem, który musiał jeździć sam, bez Jabłońskiego. Dlatego też po tym biegu goście znów prowadzili. Później było remisowo, ale nie nudno. Inny z rzeszowskich Duńczyków, Peter Kildemand w nieprawdopodobny sposób minął na trasie Adriana Miedzińskiego i wygrał ósmy bieg. Na brawa za tę gonitwę zasłużył też Remapała, który mimo ogromnego bólu, wyjechał pod taśmę.

Wracając jednak do problemów torunian, to głównym była dyspozycja Australijczyka Jasona Doyla. Jeden z liderów gości, w dwóch pierwszych biegach zrobił wprawdzie trzy punkty, ale... za każdym razem przyjeżdżał ostatni. Wykorzystywał braki w pełnej obsadzie wyścigów. W dziesiątej gonitwie jechał osamotniony, z parą Lampart - Larsen i przegrał 1:5. A PGE Stal objęła trzypunktowe prowadzenie.

Nierówna taśma, nierówny sędzia

Radość miejscowych kibiców nie trwała jednak długo. Ekipa gości złożyła protest, a sędzia zarządził powtórzenie biegu, z powodu nierównego pójścia w górę taśmy. Ta rzeczywiście nie szła równo, tak samo jak w poprzednich biegach. Wtedy jednak sędzia nie był tak skwapliwy. Ale wydaje się, że po pierwszym biegu, Piotr Lis pogubił się całkowicie i nie panował nad wydarzeniami. Powtórkę wykorzystał Doyle, który na trasie wyprzedził Lamparta i gospodarze wygrali, ale tylko 4:2. Prowadzili więc 30:29.

Ale kolejne biegi należały już do podopiecznych Janusza Ślączki. Kildemand na początek wygrał jadąc sam, ratując remis, a później PGE Stal budowała przewagę. Zaczęli Lampart z Arturem Czają, którzy na 4:2 przywieźli Chrisa Holdera. Mogli podwójnie, ale Australijczyk na trasie wyprzedził Czaję. Lider KS Toruń jechał w tym biegu sam, bo zdrowie nie pozwoliło na kolejny start Przedpełskiemu, który nie pojawił się pod taśmą.

Trzech muszkieterów

Wygrana PGE Stali była coraz bliżej, a bardzo realna stała się już po 13. biegu. Niezawodny Larsen, wygrał podwójnie w parze z Gregiem Hancockiem, który po słabym początku wrócił do normalnej dyspozycji. Nie dość, że przewaga rzeszowian urosła do siedmiu punktów, to jeszcze kibice zaczęli rozmyślać o punkcie bonusowym za lepszy bilans w dwumeczu. W pierwszym, KS Toruń wygrał 48:42, bronił więc sześciu punktów przewagi.

W biegach nominowanych miało się rozstrzygnąć wszystko. Na szczęście rzeszowianie mieli trzech liderów! Pierwszy, Greg Hancock, co prawda nie wygrał czternastej gonitwy, ale po ładnej walce zdobył dwa punkty. To zmniejszyło przewagę do pięciu "oczek", ale zapewniło wygraną w całym spotkaniu. W ostatnim biegu, w którym jechali Duńczycy Larsen i Kildemand, ważyły się losy bonusa.

Zaczęło się znakomicie, bo rzeszowska para prowadziła podwójnie, ale na ostry atak zdecydował się Rosjanin Grigorij Łaguta, który podciął Larsena. Ten jeszcze niedawno miał spore problemy z nogą, dlatego wszyscy na stadionie drżeli o zdrowie sympatycznego Duńczyka. Na szczęście Larsenowi nic się nie stało, a w powtórce Duńczycy powtórzyli znakomity start i przywieźli nie tylko podwójne zwycięstwo, ale trzy meczowe punkty!

Rzeszowianie wygrali całkowicie zasłużenie i dopisali do swojego konta trzy niezwykle cenne punkty. Te mogą znaczyć bardzo wiele dla utrzymania ekstraligi w stolicy Podkarpacia. PGE Stal wreszcie miała nie tylko dwóch liderów, ale trzech znakomicie jeżdżących zawodników. Na szczególnie brawa zasłużył Kenni Larsen, który wrócił po kontuzji i nie dał się pokonać żadnemu rywalowi! Przywiózł 13 punktów i dwa bonusy, a jego rodak Peter Kildemand uzbierał 13 punktów i bonus.





PGE STAL RZESZÓW49
KS TORUŃ41
PGE Stal Rzeszów: 9. Greg Hancock 11 (1, 2, 3, 3, 2), 10. Mirosław Jabłoński 0 (u/w, w, w, w), 11. Dawid Lampart 6 (1, 1, 1, 3, 0), 12. Kenni Larsen 13+2 (3, 3, 3, 2*, 2*), 13. Peter Kildemand 13+1 (3, 1*, 3, 3, 3), 14. Artur Czaja 5 (2, 2, 1), 15. Krystian Rempała 1+1 (1*, u/w, 0).

KS Toruń: 1. Chris Holder 9+1 (2*, 0, 2, 2, 3), 2. Adrian Miedziński 8+1 (3, 2, 1*, 1, 1), 3. Grigorij Łaguta 6 (2, 0, 2, 2, w), 4. Kacper Gomólski 6 (0, 3, 1, 1, 1), 5. Jason Doyle 5 (2, 1, 2, 0), 6. Paweł Przedpełski 3 (0, 3, w), 7. Oskar Fajfer 3 (3, u/w, w).

Sędziował Piotr Lis z Lublina

NCD - 64,42 s Kenni Larsen w III biegu.

Widzów: 9 tys.



Bieg po biegu:

I - Miedziński (64,89), Holder, Hancock, Jabłoński u/w 1:5 (1:5); II - Fajfer (65,14), Czaja, Rempała, Przedpełski 3:3 (4:8); III - Larsen (64,42), Łaguta, Lampart, Gomólski 4:2 (8:10); IV - Kildemand (65,15), Doyle, Rempała u/w, Fajfer u/w 3:2 (11:12); V - Larsen (64,68), Miedziński, Lampart, Holder 4:2 (15:14); VI - Gomólski (65,45), Czaja, Kildemand, Łaguta 3:3 (18:17); VII - Przedpełski (65,94), Hancock, Doyle, Jabłoński w 2:4 (20:21); VIII - Kildemand (65,14), Holder, Miedziński, Rempała 3:3 (23:24); IX - Hancock (65,93), Łaguta, Gomólski, Jabłoński w 3:3 (26:27); X - Larsen (66,17), Doyle, Lampart, Fajfer w 4:2 (30:29); XI - Kildemand (65,40), Łaguta, Miedziński, Jabłoński w 3:3 (33:32); XII - Lampart (66,16), Holder, Czaja, Przedpełski w-2 min 4:2 (37:34); XIII - Hancock (66,26), Larsen, Gomólski, Doyle 5:1 (42:35); XIV - Holder (66,54), Hancock, Gomólski, Lampart 2:4 (44:39); XV - Kildemand (65,68), Larsen, Miedziński, Łaguta w 5:1 (49:40).