Sport.pl

Ruch Chorzów - Górnik Łęczna 0:2. Falstart niebieskich. Gwizdy na Cichej

Ruch Chorzów przegrał wszystkie letnie sparingi. Równie źle rozpoczął także rozgrywki ekstraklasy. Na inaugurację niebiescy ulegli u siebie Górnikowi Łęczna.
O co zagra Ruch Chorzów w tym sezonie? Podyskutuj na Facebooku >>

Gra gospodarzy w pierwszej połowie wyglądała tragicznie. Zespół, który w letniej przerwie stracił kilku podstawowych piłkarzy, ani razu nie potrafił poważniej zagrozić bardzo przeciętnym gościom. Mało tego - przed przerwą niebiescy nie oddali żadnego strzału na bramkę rywali!

Fatalnie prezentował się zwłaszcza Maciej Iwański, który trafił do Chorzowa z Podbeskidzia Bielsko-Biała i w środku pola miał zastąpić Filipa Starzyńskiego. Z kolei po błędzie Michała Koja - drugiego po Iwańskim nowego zawodnika w wyjściowym składzie Ruchu - drużyna z Łęcznej strzeliła gola. Kapitalnym podaniem z głębi pola popisał się kapitan Górnika Veljko Nikitović, piłka przeleciała nad byłym obrońcą Pogoni Szczecin, Paweł Oleksy nie zdążył za Fedorem Cernychem, a Litwin z bliska nie dał szans chorzowskiemu bramkarzowi.

- Pykamy na własnej połowie i nie mamy pomysłu, co dalej - relacjonował w przerwie kapitan gospodarzy Rafał Grodzicki. - W szatni padną mocne słowa. Trener pewnie także narysuje nam, jak mamy strzelić bramkę - dodał obrońca Ruchu i niewątpliwie tak było, bo chorzowianie - już bez Iwańskiego, za którego wszedł Patryk Lipski - do drugiej połowy przystąpili z mocnym postanowieniem jak najszybszego zdobycia wyrównującego gola.

Sygnał do ataku dał 38-letni Łukasz Surma, po którego uderzeniu piłka odbiła się jednak od jednego z rywali i zamiast bramki niebiescy mieli pierwszy w tym meczu rzut rożny. Aktywny był Eduards Visnakovs, który w poprzednim sezonie zwykle wchodził na boisko z ławki rezerwowych, a teraz - po odejściu Grzegorza Kuświka - ma zdobywać gole dla niebieskich. Po dośrodkowaniu Marka Zieńczuka łotewski napastnik strzelił głową, a piłka trafiła w słupek. Starał się także Lipski, który dotąd w ekstraklasie rozegrał... minutę. 21-letni pomocnik Ruchu był bliski wyrównania, ale jego uderzenie z rzutu wolnego z wielkim trudem obronił Sergiusz Prusak.

W końcówce równie rozpaczliwie co chaotycznie próbujący doprowadzić do remisu Ruch zaatakował niemal całą drużyną, co umożliwiło gościom wyprowadzanie groźnych kontrataków. Dwie znakomite okazje zmarnował rezerwowy Bartosz Śpiączka, którego strzały wybronił Matus Putnocky. Napastnik, który latem przyszedł do Górnika z Podbeskidzia, dostał jednak trzecią szansę. W doliczonym czasie gry wykorzystał podanie także debiutującego w Łęcznej, a znakomicie znanego na Śląsku i w Zagłębiu Przemysława Pitrego, wyprzedził w biegowym pojedynku Grodzickiego i strzelił obok bramkarza Ruchu.

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwuj już teraz >>

Więcej o: