Sport.pl

Stomil skończył 70 lat. Wybierz najlepszy mecz w historii

15 lipca minęła okrągła rocznica powstania najbardziej utytułowanego klubu piłkarskiego na Warmii i Mazurach. - Był czas, że wszyscy mieszkaliśmy w hotelu przy stadionie OSiR, a wracając z treningów, musieliśmy sami podlewać murawę - wspomina Bogusław Kaczmarek, były trener Stomilu Olsztyn.
Kibice najmilej wspominają lata 1994-2002, kiedy to biało-niebiescy występowali na boiskach ekstraklasy (dawna pierwsza liga). Największym osiągnięciem Stomilu było zajęcie szóstego miejsca (sezon 1995/1996), a zdobyte 46 punktów pozwoliło wówczas wyprzedzić w tabeli takie zespoły jak Lech Poznań, Górnik Zabrze czy Śląsk Wrocław. Nie zapominajmy o Pucharze Polski, w którego ćwierćfinale olsztynianie grali dwukrotnie (1998/1999, 2000/2001). W drużynie ze stolicy Warmii i Mazur nie brakowało także reprezentantów Polski na czele z Sylwestrem Czereszewskim, Tomaszem Sokołowskim czy Cezarym Kucharskim.

Autorem jednych z największych sukcesów jest legendarny szkoleniowiec Stomilu Bogusław Kaczmarek. Stery nad tutejszą drużyną obejmował aż trzykrotnie (1992-1992, 1993-1995, 1999-2000), ale fanom "Dumy Warmii" najbardziej zapadł w pamięci sezon 1993/1994. Wtedy to olsztynianie pod wodzą Kaczmarka i nieżyjącego już Józefa Łobockiego wywalczyli historyczny awans do piłkarskiej elity.

I to właśnie z doświadczonym szkoleniowcem postanowiliśmy porozmawiać o wspomnieniach związanych z OKS-em. - Klub z Warmii i Mazur na stałe wpisał się w mój życiorys - mówi dla "Gazety Wyborczej Olsztyn" popularny "Bobo". - Każdy z okresów mojej pracy w Stomilu był bardzo udany. Nie ma nic lepszego dla trenera, który jest rozkochany w futbolu.

Jak przyznaje Kaczmarek, gdy w 1992 roku rozpoczynał współpracę z biało-niebieskimi, tutejszy zespół balansował na granicy drugiej i trzeciej ligi. - Niedługo po moim przyjściu zaczęły pojawiać się pierwsze sygnały, że w przyszłości możemy grać w ekstraklasie - wspomina były opiekun Stomilu. - Świadczył o tym m.in. remis, który wywalczyliśmy na wyjeździe z silną Polonią Warszawa. Niestety, w tamtym czasie zarówno władze miasta, jak i nasz ówczesny sponsor [Olsztyńskie Zakłady Opon Samochodowych - red.] nie były specjalnie zainteresowane naszym awansem.

Wszystko zmieniło się w sezonie 1993/1994, kiedy to w drodze po awans okazali się lepsi od Petrochemii Płock, Jagiellonii Białystok czy GKS Bełchatów. - Byliśmy grupą piłkarskich zapaleńców - zaznacza Bogusław Kaczmarek. - Do dzisiaj pamiętam moją współpracę z działaczami - Bogusławem Rudnickim oraz Ryszardem Sosnowiczem. Początkowo na stadion w Olsztynie przychodziło ok. 3 tys. osób, ale pod koniec wspomnianego sezonu liczba naszych fanów wzrosła do 7 tys. Można powiedzieć, że cały region żył piłką nożną.

Zdaniem Kaczmarka ówczesny Stomil był unikalny pod kilkoma względami. - Prawie wszyscy zawodnicy pochodzili z Warmii i Mazur - zwraca uwagę szkoleniowiec. - Z tego, co pamiętam, to jedynie Bogusław Oblewski nie urodził się na tych terenach. Był czas, że wszyscy mieszkaliśmy w hotelu przy stadionie OSiR, a wracając z treningów, musieliśmy sami podlewać murawę. Nie mieliśmy wielkich pieniędzy, ale atmosfera była kapitalna.

W latach świetności klubu w regionie mało kto nie interesował się występami miejscowych piłkarzy. - Na naszych meczach gościli m.in. były olsztyński wojewoda Janusz Lorenz oraz arcybiskup Edmund Piszcz - mówi Bogusław Kaczmarek. - Na trybunach przy al. Piłsudskiego zasiadało wówczas nawet 17 tys. ludzi. Nic w tym jednak dziwnego, ponieważ gdy do Olsztyna zawitała ekstraklasa, to podejmowaliśmy takie ekipy jak Legia Warszawa czy Widzew Łódź. Rok później [1995/1996 - red.] zajęliśmy w elicie szóste miejsce, co do dziś jest największym osiągnięciem klubu. Wielu zawodników w ten sposób wypromowało się i przeszło do lepszych klubów.

Zdaniem popularnego "Bobo" Stomil od zawsze był klubem, który musiał bazować na ciężkiej pracy. - Podczas wszystkich moich trzech pobytów na Warmii i Mazurach piłkarze mi ufali i wierzyli w wizję gry, którą starałem się im przekazać - zauważa 65-letni szkoleniowiec. - Niestety, przez większość tego czasu nie mogliśmy liczyć na jakiekolwiek transfery, bo po prostu nie mieliśmy pieniędzy. Pierwszym znaczącym wzmocnieniem, w które zainwestowaliśmy, było przyjście Rafała Kaczmarczyka z Lechii Gdańsk.

Wspomniany piłkarz był podopiecznym Bogusława Kaczmarka jeszcze za czasów jego pracy w Trójmieście. Co istotne, do Stomilu przeniósł się za wyraźną namową swojego szkoleniowca. Szybko dał się poznać jako zawodnik, który w nieprzeciętny sposób potrafi kierować grą. Efektem tego było powołanie do kadry Polski, jakie otrzymał od Antoniego Piechniczka.

- Na innych graczy w tamtym okresie [1995 rok - red.] wydawaliśmy dużo mniej albo w ogóle - wspomina były trzykrotny trener OKS. - Chyba najwięcej finansowych problemów mieliśmy, kiedy zaczęła podupadać firma Halex [elbląska spółka handlująca węglem - red.], która była naszym sponsorem w latach 1999-2000. W klubie zapanowała bieda, a władze przestały płacić zawodnikom.

Dla OKS-u była to wycieczka z nieba do piekła. Zanim Halex dotknęły kłopoty, przykładowo roczny kontrakt Cezarego Kucharskiego opiewał na bajońską sumę 200 tys. dolarów. - Dochodziło wtedy do absurdalnych sytuacji - mówi z uśmiechem Kaczmarek. - Piłkarze odmawiali nawet wyjścia na trening, aby ćwiczyć we własnym zakresie. Tak jakby potajemnie i nieoficjalnie podczas strajku włoskiego.

To niejedyny przypadek, kiedy przyszłość klubu z Olsztyna stała pod znakiem zapytania. - Przed jednym z moich ostatnich sezonów w Stomilu jechaliśmy na obóz przygotowawczy do Cetniewa - wspomina Kaczmarek. - Halex miał piłkarzom przelać w tym samym czasie dwie zaległe wypłaty. Pieniędzy jednak nie było, a zespół stopniowo się zniechęcał. Po długich nocnych rozmowach udało mi się namówić graczy, żeby jednak nie rezygnowali. To się opłaciło, ponieważ zajęliśmy ósme miejsce w lidze, które było i tak za niskie jak na nasze sportowe umiejętności.

Jak zaznacza Bogusław Kaczmarek, trudne momenty przeżywały także inne zespoły, które miał okazję prowadzić. - Długo pracowałem w Lechii Gdańsk [1984-1992, 2012-2013 - red.], gdzie zaznałem podobnej biedy - przyznaje doświadczony szkoleniowiec. - W znacznym stopniu było to związane ze zmianą ustroju w Polsce. Niekiedy nie mieliśmy nawet pieniędzy na mecze wyjazdowe, ale musieliśmy sobie jakoś radzić. Starałem się jak najlepiej motywować drużynę w trudnych czasach. W końcu trener to wyniki.

Bogusław Kaczmarek nie ukrywa, że losy biało-niebieskich śledzi z zainteresowaniem po dziś dzień. - Mirek Jabłoński [obecny trener OKS - red.] zebrał wokół siebie taką samą grupę zapaleńców, jak ja przed laty - zwraca uwagę Kaczmarek. - Można śmiało powiedzieć, że jest architektem sukcesu, jakim było zajęcie przez Stomil 7. miejsca w poprzednim sezonie pierwszej ligi. W styczniu podczas Stomil Cup [młodzieżowy turniej rozgrywany w hali Urania - red.] rozmawiałem z Mirkiem i dowiedziałem się od niego, że po wycofaniu się głównego sponsora [Galerii Warmińskiej - red.] drużyna mogła nawet nie przystąpić do rundy wiosennej. Wiem jednak, że teraz sytuacja już prawie się unormowała. Wiem także, że niedawno zainstalowano jupitery na stadionie w Olsztynie. Moim zdaniem pilniejsza jest jednak renowacja boiska.

I dodaje: - Mam w Olsztynie wielu przyjaciół, z którymi do tej pory jestem w kontakcie. Jestem pewien, że w ekstraklasie cały czas jest miejsce dla takiego klubu jak Stomil. Takiego właśnie awansu życzę drużynie na początku nowej dekady.

Z okazji 70-lecia Stomilu "Gazeta Wyborcza Olsztyn" ogłasza plebiscyt na najlepszy mecz w historii klubu. Typy trenera Bogusława Kaczmarka już znamy. - Wskazałbym na dwa spotkania ligowe, oba z Legią zostały rozegrane w sezonie 1994/1995 - zaznacza popularny "Bobo". - U siebie zremisowaliśmy wówczas 3:3, a w Warszawie przegraliśmy nieznacznie, 2:3. Na uwagę zasługują także nasze pojedynki z sezonu 1999/2000. Pokonaliśmy wtedy u siebie Dyskobolię Grodzisk Wielkopolski 5:2 oraz Legię 1:0.

Głosy na historyczny mecz można oddawać do 24 lipca na olsztyn.sport.pl. Poniżej przedstawiamy dziewięć propozycji.

Wybierz najlepszy mecz w historii Stomilu

Stomil Olsztyn - Legia Warszawa 3:3 (13 sierpnia 1994 r.)

Był to zaledwie trzeci mecz biało-niebieskich po historycznym awansie do ekstraklasy (dawniej pierwsza liga). Beniaminek z Olsztyna po wcześniejszym remisie z Zagłębiem Lubin 2:2 i porażce z Widzewem Łódź 1:2 na koncie miał tylko punkt. Dla porównania, ich kolejny rywal z Warszawy zdążył uzbierać sześć oczek (zwycięstwa z Hutnikiem Kraków 1:0 i Wartą Poznań 5:0). To jednak olsztynianie lepiej rozpoczęli spotkanie, wychodząc na prowadzenie już w 19. minucie po bramce Tomasza Sokołowskiego. Odpowiedź stołecznej ekipy była piorunująca - legioniści do przerwy aż trzykrotnie trafili do siatki Stomilu. Gdy wydawało się, że Legia wywiezie ze stolicy Warmii i Mazur trzy punkty, kontaktowego gola na 2:3 zdobył Adam Zejer. Jeszcze większe zaskoczenie goście przeżyli w samej końcówce pojedynku. Na trzy minuty przed jego zakończeniem remis olsztynianom zapewnił bowiem Dariusz Jackiewicz. To była duża niespodzianka.

Stomil Olsztyn - Sokół Pniewy 4:0 (29 kwietnia 1995 r.)

To najwyższe w historii zwycięstwo Stomilu w ekstraklasie. Stadion w Olsztynie opuszczało po meczu w radosnych humorach 10 tys. kibiców. Wynik już po 10 minutach gry otworzył ówczesny obrońca biało-niebieskich Janusz Prucheński, który wykorzystał dobre dogranie z rzutu wolnego. Tuż przed przerwą na 2:0 podwyższył Tomasz Sokołowski, który w zamieszaniu panującym w polu karnym zdecydowanym strzałem w długi róg pokonał bramkarza Sokoła. Dzieła zniszczenia dopełnili napastnik Cezary Baca w 60. minucie i ponownie Sokołowski z rzutu karnego tuż przed końcem spotkania. Na koniec sezonu okazało się, że wynik ten był kluczowy dla beniaminka z Olsztyna, który zajął ostatnią pozycję tuż nad strefą spadkową. Od płockiej Petrochemii lepszy był jedynie stosunkiem bramek.

Stomil Olsztyn - Górnik Zabrze 0:0 (12 czerwca 1996 r.)

Mimo że mecz ten zakończył się bezbramkowym remisem, to właśnie po nim Stomil zakończył sezon w ekstraklasie na najwyższym w historii, szóstym miejscu. Na stadionie przy alei Piłsudskiego zasiadło wtedy 5 tys. kibiców. Wszyscy z zapartym tchem oglądali, jak biało-niebiescy powstrzymywali ataki drużyny ze Śląska, w której grali tacy zawodnicy jak Tomasz Hajto czy Marcin Kuźba. Dramaturgii całej sytuacji dodawał fakt, że piłkarze OKS-u rywalizowali o szóstą pozycję z nie byle kim, bo Lechem Poznań. Decydujące rozstrzygnięcie zapadło w ostatniej kolejce, kiedy to "Kolejorz" na wyjeździe został rozbity przez Legię Warszawa 5:1.

Stomil Olsztyn - Widzew Łódź 1:0 (8 marca 1997 r.)

Olsztynianie pokonali mistrzów Polski, którzy grę w krajowych rozgrywkach musieli godzić z występami w Lidze Mistrzów. Co ciekawe, był to wówczas mecz na szczycie ekstraklasy. Widzew zajmował drugie miejsce (41 pkt) i miał jedynie trzy oczka straty do wielkiej Legii Warszawa. Z kolei biało-niebiescy byli czwarci z dorobkiem 31 oczek. Po bardzo emocjonującym spotkaniu niespodziewanie łodzianie polegli 0:1, a bohaterami byli bramkarz Paweł Charbicki i pomocnik Daniel Dyluś. Pierwszy z nich w 25. minucie obronił rzut karny wykonywany przez Jacka Dembińskiego, a drugi osiem minut później umieścił piłkę w siatce Widzewa po kapitalnym strzale z rzutu wolnego. Co ciekawe, łodzianie w tym samym sezonie obronili mistrzostwo Polski, kończąc zmagania z zaledwie trzema porażkami na koncie.

Stomil Olsztyn - Łódzki KS 1:0 (30 sierpnia 1998 r.)

Zwycięstwa z aktualnym mistrzem kraju dla każdego zespołu są dużym wydarzeniem. Co ciekawe, Łódzki KS do meczu ze Stomilem (6. kolejka) na swoim koncie nie miał żadnego zwycięstwa. Obrońcy tytułu na przełamanie liczyli w Olsztynie. Tym bardziej że z trybun stadionu przy alei Piłsudskiego obserwowali ich przedstawiciele AS Monaco, a więc rywala w I rundzie Pucharu UEFA. Sytuacja Stomilu także nie była do pozazdroszczenia. Olsztynianie przegrali wszystkie dotychczasowe mecze ligowe, a problemy finansowe spowodowały, że klub musiał utrzymywać się ze sprzedaży najlepszych zawodników. Przykładem był Jacek Płuciennik, który trafił właśnie do ŁKS-u. W 62. minucie spotkania strzał na bramkę gości zamierzał oddać pomocnik Stomilu Marcin Szulik, ale niefortunnie się poślizgnął. W zamieszaniu tym najlepiej odnalazł się Marek Kwiatkowski, który w sytuacji sam na sam pokonał bramkarza gości.

Stomil Olsztyn - Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski 5:2 (24 lipca 1999 r.)

Dla Stomilu był to szósty sezon w piłkarskiej elicie. W meczu 2. kolejki, kiedy przeciwnikiem była Dyskobolia, olsztynianie urządzili sobie festiwal strzelecki. Bramkarza Krzysztofa Kotorowskiego pokonywali kolejno Bartosz Jurkowski (z karnego), Paweł Holc oraz Litwini Aidas Preiksaitis i Tomas Ramelis (dwukrotnie). Co ciekawe, losy spotkania ważyły się aż do 90. minuty, ponieważ gospodarze prowadzili tylko 3:2. Dopiero w samej końcówce sukces Stomilu przypieczętowali golami Holc i Ramelis. Dla biało-niebieskich był to wymarzony początek rozgrywek - na inaugurację zmagań pokonali bowiem Ruch Radzionków 1:0.

Stomil Olsztyn - Legia Warszawa 1:0 (13 maja 2000 r.)

Jak się później okazało, wygrana nad ekipą z Grodziska Wielkopolskiego nie była dla Stomilu jedynym spektakularnym zwycięstwem w sezonie 1999/2000. Wiosną olsztynianie podejmowali u siebie utytułowaną Legię Warszawa i z góry skazywani byli na pożarcie. Ciekawostką jest, że do Olsztyna już w barwach stołecznej ekipy przyjechał wtedy Sylwester Czereszewski (w OKS-ie grał w latach 1989-1992, 1993-1996). Miło tego spotkania nie wspomina, bo to Stomil sprawił niespodziankę, wygrywając po bramce Piotra Matysa w 61. minucie.

GKS Bełchatów - Stomil Olsztyn 0:1 (22 listopada 2000 r.)

Mecz rozgrywany w ramach IV rundy Pucharu Polski przesądził o awansie Stomilu do ćwierćfinału. Poprzednio olsztynianie zaszli tak wysoko w sezonie 1998/1999. I wprawdzie nie byli faworytami spotkania, to po bramce Piotra Matysa świętowali zwycięstwo. Przypomnijmy, że potem biało-niebiescy ulegli warszawskiej Polonii (1:2, 1:2), która w półfinale pokonała Zagłębie Lubin, a następnie w dwumeczu decydującym o zdobyciu trofeum pokonała Górnik Zabrze.

Arka Gdynia - Stomil Olsztyn 0:1 (29 maja 2013 r.)

Dla podopiecznych trenera Zbigniewa Kaczmarka był to debiutancki sezon na zapleczu ekstraklasy. Nie było tajemnicą, że głównym celem drużyny jest utrzymanie się zespołu w rozgrywkach. Olsztynianie pojechali do Gdyni zaledwie cztery dni po upokarzającej porażce z Okocimskim Brzesko 0:4. Smaczku całemu spotkaniu dodawał fakt, że Arka była zespołem aspirującym do gry w ekstraklasie, a Stomil musiał sobie radzić bez kontuzjowanych Łukasza Suchockiego i Łukasza Jeglińskiego, a także bez pauzujących za nadmiar kartek Janusza Bucholca i Kamila Hempela. Kluczowa okazał się 29. minuta, kiedy to Andrzej Niewulis wykorzystał dośrodkowanie Pawła Kaczmarka i strzałem głową skierował piłkę do bramki gdynian. W ten sposób Stomil rzutem na taśmę zapewnił sobie miejsce na zapleczu ekstraklasy w kolejnym sezonie.

Więcej o piłkarzach Stomilu czytaj na olsztyn.sport.pl.

Który mecz Stomilu Olsztyn, Twoim zdaniem zasługuje na miano najlepszego w historii klubu?
Więcej o: