FK Sarajevo - Lech Poznań. Lech idzie do Ligi Mistrzów małymi krokami

- Nie mamy zespołu gotowego na Ligę Mistrzów, co nie znaczy, że nie możemy się tam znaleźć - mówi wiceprezes Lecha Piotr Rutkowski. We wtorek mecz II rundy eliminacji z FK Sarajevo. Relacja na żywo w Sport.pl i aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE. Początek meczu o 21:00
- Chcę zdobyć mistrzostwo - powiedział trener Maciej Skorża, gdy 1 września przychodził do Lecha. Nawet w klubie wywołał zaskoczenie, drużyna był świeżo po kompromitacji z islandzkim Stjarnanem w Lidze Europy. Drugiej z rzędu, bo rok wcześniej odpadła z Żalgirisem Wilno. Nowy trener obejmował zespół rozbity, osłabiony po sprzedaży do Dynama Kijów napastnika Łukasza Teodorczyka.

Skorża dopiął swego i w czerwcu Poznań świętował pierwszy od pięciu lat tytuł. Teraz ma szansę zostać pierwszym od 19 lat trenerem, który wprowadzi polski zespół do LM. - Naszym celem jest awans do fazy grupowej LE - powtarza wiceprezes Piotr Rutkowski. I trudno się dziwić. W zespole zostało co prawda kilku piłkarzy, którzy w 2010 r. wygrywali z Manchesterem City i remisowali z Juventusem, ale większość pamięta traumy z Litwy i Islandii.

Liczenie na to, że Lech awansuje do LM już teraz, byłoby marzycielstwem. Gdy kilkanaście dni po zdobyciu mistrzostwa "Kolejorz" przedstawiał nowych piłkarzy - Dariusza Dudkę, Marcina Robaka, Abdula Aziza Tetteha i Denisa Thomallę - wiceprezes Rutkowski zastrzegł, że dokonałby tych transferów niezależnie od tego, jak zakończył się sezon. A więc mistrzostwo kraju nie zawróciło w głowach szefom Lecha. Pięć milionów złotych na nowych graczy wydane zimą, blisko trzy miliony złotych teraz, czyli niespełna dwa miliony euro. To nie są pieniądze, które świadczyłyby o tym, że Lech wzmacnia się na LM. Raczej systematycznie wzmacnia zespół, by o prestiżowe rozgrywki powalczył za parę lat. Klub opracował strategię, według której piłkarze z Poznania mają zagrać w LM do 2020 r.

Minimalizm? Na razie Lech wciąż wygrzebuje się z finansowej zapaści. Gdy po 2010 r. porwał się na podbój Europy, wkrótce stanął na skraju bankructwa, z kilkunastomilionowym długiem. Teraz prezes Karol Klimczak, który w najcięższych czasach był dyrektorem finansowym klubu, nie pozwala na życie ponad stan. Perspektywa gry w LM w ciągu pięciu lat jest przejawem ostrożności i poznańskiego stylu pracy: spokojnej, systematycznej, opartej na realnych możliwościach. - Takiej strategii nie spotkałem w żadnym innym polskim klubie - mówi Skorża, który pracował wcześniej m.in. w Wiśle i Legii.

Rutkowski: - Liga Mistrzów jest naszym marzeniem, ale trzeba twardo stąpać po ziemi. Od dziewiętnastu lat polski zespół w niej nie grał i nie można tu mówić o przypadku czy braku szczęścia. W Lechu nie mamy dziś zespołu gotowego do rywalizacji w fazie grupowej LM, co nie znaczy, że nie możemy się tam znaleźć.

Awans do III rundy eliminacji LM daje miejsce w kwalifikacjach LE, a dotarcie do IV rundy - miejsce w grupie LE. W LE Lech niemal na pewno byłby rozstawiony przed losowaniem IV rundy. W Champions League nie ma na to szans.

Sukces w europejskich rozgrywkach jest Lechowi bardzo potrzebny. Premie od UEFA za awans do fazy grupowej LE klub przeznaczyłby nie na transfery ani wyższe pensje zawodników, ale na rozbudowę bazy treningowej, tworzenie nowych boisk w Poznaniu i we Wronkach, gdzie mieści się akademia piłkarska Lecha, uważana za najlepszą w kraju. Czterech jej absolwentów - Tomasz Kędziora, Marcin Kamiński, Karol Linetty i Dawid Kownacki - to dziś podstawowi piłkarze "Kolejorza", wszyscy byli już powoływani do seniorskiej reprezentacji. Na takich jak oni klub chce opierać rozwój.

Gra w Lidze Europy ma przyspieszyć rozwój Lecha, jest warunkiem koniecznym wykonania kolejnych kroków w rozwoju. Ten pierwszy Lech musi postawić już dziś w Sarajewie.

Piłkarze Skorży trafili w losowaniu najgorzej, jak mogli. FK Sarajevo było najsilniejszym zespołem wśród nierozstawionych. Rok temu dotarło do ostatniej fazy eliminacji LE, gdzie uległo w dwumeczu Borussii Mönchengladbach 2:10.

Rywali Lecha trudno jednak ocenić jednoznacznie. Dwie z czterech bośniackich drużyn odpadły już z europejskiej rywalizacji z zespołami słowackimi i armeńskimi. Czołowym graczem FK Sarajevo jest Bojan Puzigaca, który nie przebił się w Cracovii. Kapitan i podstawowy bramkarz Željeznicara Sarajewo (gra o LE) to Marijan Antolović, swego czasu niewypał transferowy Legii. Ale rywal lechitów wzmocnił się ostatnio za pieniądze malezyjskiego miliardera Vincenta Tana kilkoma solidnymi graczami. - Obrońcy Tomislav Barbarić i Milan Stepanov mają spore doświadczenie w pucharach. Stepanov grał w Porto i Maladze. Przyjście takich graczy to duży atut zespołu z Bośni - uważa analityk Lecha Marcin Wróbel i przypomina, że ofensywny zawodnik Krste Velkoski z Macedonii zagrał już 30 meczów w LE. - FK Sarajevo gra na poziomie, który dawałby mu szansę walki o awans do grupy mistrzowskiej polskiej ekstraklasy - mówi Wróbel.

W blisko 30-stopniowym upale piłkarze Lecha będą walczyli o zmazanie pucharowych plam z Litwy i Islandii. Są w formie, co pokazali w piątek, gdy gładko ograli Legię w meczu o Superpuchar Polski (3:1).

Liga Mistrzów. II runda eliminacji. FK Sarajevo - Lech Poznań 21 (TVP 1 i TVP Sport)