Hołowczyc winien. Sąd w Mławie nie pozostawił złudzeń

We wtorek zapadł długo oczekiwany wyrok w głośnej sprawie Krzysztofa Hołowczyca. Półtora roku temu policjanci zatrzymali olsztyńskiego rajdowca, który znacząco przekroczył dozwoloną prędkość.
- Sąd uznał pana Krzysztofa Wiesława Hołowczyca za winnego tego, że dnia 29 października 2013 roku na drodze krajowej S7 w okolicach miejscowości Żurominek, jadąc autem marki Nissan [GT-R - przyp. red.], przekroczył dopuszczalną prędkość o 71 km na godz. poza obszarem zabudowanym - mówi dla "Gazety Wyborczej Olsztyn" Tomasz Mync, prezes Sądu Rejonowego w Mławie. - W związku z tym nakłada na niego grzywnę w wysokości 4 tys. zł, obarcza kosztami postępowaniami sądowego, które wyniosły 2199,15 zł, oraz dodatkową opłatą 400 zł [10 proc. grzywny - przyp. red.].

Wyrok w tej sprawie pierwotnie miał zapaść już 1 lipca, ale wówczas przewód sądowy został zakończony, a sąd odroczył jego ogłoszenie. Wszystko ze względu na skomplikowany charakter sprawy. O samym przebiegu procesu niewiele wiadomo, bo sąd ze względu na ochronę interesu prywatnego rajdowca zdecydował się utajnić jego przebieg.

Przypomnijmy jednak, że według policjantów Krzysztof Hołowczyc na drodze krajowej nr 7 (trasa Olsztyn - Warszawa) przekroczył dopuszczalną prędkość o 114 km na godz. Zarejestrował to patrol policji, który zatrzymał kierowcę do kontroli. Funkcjonariusze poinformowali olsztynianina, że za popełnione wykroczenie grozi mu mandat w wysokości 500 zł i 10 punktów karnych.

Krzysztof Hołowczyc postanowił nie przyjmować tej kary, więc sprawa została skierowana do sądu. Kierowca na pierwszej rozprawie nie przyznał się do winy, tłumacząc potem na antenie TVN 24, że prędkość, jaką zarejestrował wideorejestrator, tak naprawdę była prędkością policyjnego samochodu, który go gonił. Kierowca opowiadał też, że najpierw policjant miał mu zarzucić, iż przekroczył prędkość o 50 km na godz., a dopiero po jakimś czasie, że o 114 km na godz.

Podczas przewodu sądowego biegły miał ostatecznie ustalić (jak dowiadujemy się nieoficjalnie), że w miejscu, gdzie była dopuszczalna prędkość 90 km na godz., Hołowczyc faktycznie jechał za szybko. Ale przekroczył prędkość o 71 km na godz., a nie, jak twierdziła policja, o 114 km na godz. Nie zmieniło to jednak stanowiska sądu co do winny kierowcy rajdowego.

Wtorkowy wyrok to cios dla Krzysztofa Hołowczyca, który od lat propaguje bezpieczną jazdę.

Punkty karne będą mogły zostać przyznane kierowcy po uprawomocnieniu wyroku. - Biorąc pod uwagę możliwość złożenia apelacji przez adwokata, może to potrwać nawet do końca września - podkreśla Tomasz Mync.




Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.