19-letni piłkarz po operacji serca zadebiutował w ekstraklasie

Choć Lukas Klemenz jest jeszcze nastolatkiem, w swojej karierze piłkarskiej przeżył już więcej przygód niż niejeden doświadczony zawodnik. Zimą trafił z francuskiego Valenciennes FC do Korony Kielce. W poniedziałek zagrał pierwszy mecz w T-Mobile Ekstraklasie. Nie będzie jednak wspominał go miło, bo w odstępie ledwie sześciu minut dostał dwie żółte i w konsekwencji czerwoną kartkę.
Klemenz urodził się w niemieckim Neu-Ulm, choć jak opowiadał, to był zupełny przypadek. - Moja mama wtedy tam pracowała, ale mieszkałem w Niemczech tylko przez pierwsze trzy miesiące życia - wspominał w rozmowie z "Wyborczą", dodając, że jego ojciec jest Amerykaninem. Później rodzina przeniosła się na Opolszczyznę, do Głogówka, a Lukas swoją przygodę z futbolem zaczynał w Sparcie Prudnik i Fortunie Głogówek.

Od pierwszej klasy gimnazjum łączy piłkę z nauką w Wojewódzkim Ośrodku Szkolenia Młodzieży w podopolskim Prószkowie. Do dziś jest zresztą twarzą WOSM-u, a przejeżdżając przez miasteczko można zobaczyć go na ogromnym banerze reklamującym szkołę.

Nic dziwnego, skoro to najbardziej znany uczeń, a już jako 16-latek był podstawowym graczem reprezentacji U-17. Jesienią 2011 roku został wypożyczony z Pomologii Prószków do III-ligowej Odry Opole, w niej miał okazję po raz pierwszy zasmakować seniorskiej piłki. Zimą tamtego roku zainteresował się nim Widzew Łódź i kto wie, czy to nie uratowało mu życia.

Kariera zawisła na włosku

Pojechał na testy do Łodzi i wydawało się, że lada chwila podpisze kontrakt z klubem z ekstraklasy (ustalono już nawet kwotę odstępnego), a jedną z ostatnich rzeczy przed parafowaniem umowy były standardowe testy medyczne. - Podczas nich wykryto u mnie wrodzoną wadę serca - ubytek przegrody międzyprzedsionkowej. Choroba ta zazwyczaj powoduje wysokie ciśnienie, omdlenia albo złe samopoczucie, u mnie przechodziła jednak bezobjawowo - wspominał Klemenz. Wcześniej wada nie została wykryta, ani podczas zgrupowań kadry narodowej, ani badań w szkole.

Diagnoza postawiła pod znakiem zapytania jego dalszą karierę. Na szczęście po 12 miesiącach przerwy wrócił na boisko. - W lutym przeszedłem operację w klinice w Zabrzu, a już w listopadzie, po kolejnych badaniach, lekarze stwierdzili, że mogę nareszcie trenować - cieszył się młody piłkarz. Szybko przebił się do pierwszego składu Odry, z którą wywalczył awans do II ligi, powrócił także do reprezentacji młodzieżowej.

Do dziś kibice z Opola z pewnością dobrze go pamiętają, bo choć zagrał tylko w kilku spotkaniach (jesienią 2012 oraz wiosną 2013 roku), jego charakterystyczny wygląd, doskonałe warunki fizyczne, wyszkolenie techniczne i - mimo młodego wieku - dojrzałość piłkarska, pozostają w pamięci.

W Ligue 1 nie zadebiutował

W Odrze nie pograł zbyt długo, bo po kilku miesiącach, latem 2013, podpisał dwuletni kontrakt z drużyną francuskiej ekstraklasy Valenciennes FC. - Moim celem jest przebicie się do pierwszego zespołu i mam nadzieję, że dobre występy w rezerwach sprawią, że przekonam do siebie trenera - mówił pełen nadziei 18-latek.

Francuska przygoda nie potoczyła się tak, jak sobie wymarzył. Co prawda trenował z pierwszą drużyną Valenciennes, ale grał jedynie w zespole młodzieżowym i rezerwach, występujących w V lidze. We francuskiej ekstraklasie nigdy nie zagrał. Mimo to wciąż regularnie występował w kadrze U-19, a zimą wypatrzył go trener Korony Kielce Ryszard Tarasiewicz i 19-latek został wypożyczony na pół roku do Kielc.

W poniedziałek zadebiutował w T-Mobile Ekstraklasie, ale pojedynku z Górnikiem Zabrze (1:1) nie będzie wspominał zbyt miło. W 60. minucie został ukarany żółtą kartką, a już sześć minut później zobaczył drugie "żółtko" i jego zespół do końca spotkania musiał grać w osłabieniu.

Więcej o: