Rowerem po Skandynawii. "Spełniło się moje marzenie"

Najpierw symboliczna lampka szampana, potem tort, a na koniec chóralne "Sto lat" - w ten sposób ok. 20 członków Klubu Turystyki Kolarskiej BeneqTeam przywitało swojego prezesa Bernarda Milewskiego. Powód? W środę wrócił z wyprawy rowerowej po Skandynawii. Przejechał 6,2 tys. km!
W trasę wyruszył 25 czerwca. Przez 70 dni odwiedził Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię, Norwegię i Szwecję. Główny cel - Nordkapp, czyli Przylądek Północny, został osiągnięty.

- Moje marzenie się spełniło - mówi 63-letni Milewski. - Była to moja najdłuższa wyprawa. Zachęcili mnie znajomi, którzy na rajdach opowiadali o Nordkapp. Korciło mnie, aż w końcu postanowiłem, że też się tam wybiorę.

O kondycję nie musiał się martwić, bo rocznie na dwóch kółkach kręci 8-10 tys. km. Pierwszy rower kupił za pierwszą wypłatę w 1973 roku.

- Z tamtego modelu została jedynie rama, ale, jak widać, służy doskonale - podkreśla Milewski. - W końcu udźwignęła 70-kilogramowy bagaż. Znalazły się w nim: odzież, namiot, sprzęt rowerowy oraz kuchenka gazowa. Przydała się, bo w Finlandii i Norwegii sam łowiłem ryby, potem je oprawiałem, soliłem, wkładałem do folii i prużyłem. Podobnie czyniłem z grzybami. Można było przeżyć. Wszystko było bardzo smaczne. Tak bardzo, że przywiozłem ze sobą dwie torby grzybów i około 6 kg ryb. Jedyny minus wyprawy jest taki, że... schudłem 8 kg. Dziennie przejeżdżałem po ok. 90 km!