Po emocjach sportowych były nagrody i duch fair play

Piękne gole, doping, atmosfera piłkarskiego święta, znakomici goście, a do tego wspaniała pogoda. W piątek na orliku na Winiarach było gorąco od emocji. Za rok jubileuszowa, 10. edycja. To dopiero będzie się działo!
Na wstępie kilka zdań przypomnienia. Dziewięć lat temu w naszej redakcji postanowiliśmy: zorganizujmy wakacyjny turniej dzikich drużyn! W Płocku nie było jeszcze orlików, ale na każdym osiedlu chłopaki kopali piłkę i marzyli o wielkiej sportowej karierze. Od początku spodziewaliśmy się, że znajdą się chętni do rozgrywania turniejowych meczów. My pragnęliśmy, by była to dla nich świetna zabawa, ale też możliwość sprawdzenia się w rywalizacji z innymi.

Odzew od razu był znakomity. Zgłaszały się podwórkowe drużyny z Płocka, ale i podmiejskich miejscowości. Przez te dziewięć lat przez Mistrzostwa Płocka Dzikich Drużyn przewinęło się dobrze ponad tysiąc dzieciaków. Z czasem do chłopaków dołączyły dziewczęta. O zapisy do turnieju chętni pytają już wczesną wiosną...

Pierwszy mecz tegorocznej edycji odbył się 11 sierpnia, w piątek mieliśmy wielki finał na orliku na Winiarach. Trochę baliśmy się kiepskiej pogody, ale jak stwierdził Piotr Tollik, zastępca dyrektora Miejskiego Zespołu Obiektów Sportowych - na zakończenie turnieju dzikich drużyn zawsze jest ciepło i słonecznie. I tak właśnie było.

Pierwsi zawodnicy pojawili się na orliku już o ósmej rano. - Nie mogliśmy spać, emocje zrobiły swoje - podkreślali piłkarze z ekipy FC Wyszyna, którzy chętnie pomagali przy ustawianiu olbrzymiej pompowanej bramy z logo partnera turnieju firmy Decathlon. - Będą fajne nagrody - przeczuwał bramkarz drużyny Arkadiusz Synowicz.

W tegorocznym turnieju - organizowanym jak zwykle przez "Gazetę Wyborczą Płock" i Miejski Zespół Obiektów Sportowych przy współpracy z urzędem miasta - wystartowało 16 zespołów. Dziesięć z nich wystawili gimnazjaliści, po trzy dziewczyny oraz chłopcy ze szkół podstawowych. Piłkarskie wakacje miało więc ponad 140 dzieciaków!

Wśród dziewcząt triumfowała ekipa Królewscy Płock, która pokonała Pomarańcze dopiero po serii rzutów karnych 3:2. W regulaminowym czasie gry był remis (2:2).

Warto zaznaczyć, że Aleksandra Kujawska (Królewscy Płock) z dorobkiem 5 goli wygrała klasyfikację najlepszych strzelczyń. Jej koleżanka z drużyny Alicja Kopacz została najlepszą bramkarką, a Julia Krawczyk - najlepszą zawodniczką.

W tzw. grupie młodszej najlepsi okazali się piłkarze z FCP Płock, którzy pokonali FC Wyszyna 4:1. Ale bramkarz Wyszyny Arkadiusz Synowicz uchronił zespół przed wyższą porażką, dlatego zgarnął statuetkę za najlepszego golkipera. Skutecznością wyróżnił się Dominik Rychliński (FCP Płock), który w sumie zdobył trzy gole. I wygrał klasyfikację strzelców. MVP turnieju został jego kolega z zespołu Patryk Litwin.

W meczu o brąz lepsza okazała się Drużyna Mistrzów, która ograła ekipę Jest Pompa 2:1.

Aż w końcu na placu boju stanęli naprzeciw siebie triumfatorzy dwóch poprzednich edycji, ekipa Jasne Pełne oraz Duma Płocka, która - choć już wcześniej startowała w turnieju dzikich drużyn - nigdy nie zdołała dojść do finału.

Dwukrotni mistrzowie do finału byli najskuteczniejszą drużyną. Zdobyli łącznie 42 gole, tracąc przy tym zaledwie jedną bramkę! Ale decydujący pojedynek po prostu im nie wyszedł. Przegrali 2:6. - Przytrafił nam się słaby dzień na tym turnieju. Szkoda tylko, że stało się to akurat teraz, w tak ważnym meczu - przyznał smutny kapitan zespołu Piotr Matlęga. - Chcieliśmy mocnym akcentem zakończyć udział w turnieju, zapisać się na kartach jego historii jako jedyna drużyna, która wygrywała w nim trzy razy z rzędu. Ale przegraliśmy swoją szansę. W przyszłym roku już się pewnie nie spotkamy, bo będziemy za starzy.

Na pocieszenie, w ekipie Jasne Pełne grał najlepszy napastnik turnieju Marcin Sulkowski, który strzelił w grupie starszej najwięcej goli - 16.

Po emocjach sportowych odbyła się uroczysta ceremonia zakończenia Mistrzostw Płocka Dzikich Drużyn. Wiceprezydent Płocka Roman Siemiątkowski i dyrektor wydziału sportu i rekreacji Robert Czwartek wręczali nagrody, puchary, medale i statuetki. Od partnera turnieju - firmy Decathlon - zwycięzcy otrzymali m.in. torby, plecaki, bidony oraz karty podarunkowe o wartości 50 i 20 zł. Nagrody rzeczowe ufundował też MZOS. Bar Tumska zaprosił wszystkich na grilla.

Podczas wręczania statuetki za najlepszego bramkarza turnieju doszło do niecodziennej sytuacji. Nagrodzony Klaudiusz Kurek (Duma Płocka) stwierdził: - Ja nie mogę przyjąć tej nagrody. Powinien ją dostać Michał Goleniewski, który dłużej bronił na tym turnieju. Ja przez długi czas leczyłem uraz, mogłem zagrać tylko w finale - tłumaczył. I to najlepszy dowód, że dzikich drużynach panuje duch fair play. Brawo!