Czerwona kartka dla Mirosława Milewskiego

W sytuacji, w której nowy zarząd odbudowuje pozycję klubu, udaje mu się pozyskiwać sponsorów, [Mirosław Milewski] wychodzi z kolejnymi nieodpowiedzialnymi pomysłami. Nie ma na to zgody władz miasta, klubu i kibiców - mówił na spotkaniu z dziennikarzami prezydent Andrzej Nowakowski.
To efekt wypowiedzi radnego Mirosława Milewskiego, który w poniedziałek na konferencji prasowej zaproponował, że miasto powinno wprowadzić darmowe przejazdy autobusami Komunikacji Miejskiej oraz zrezygnować z podatku od nieruchomości dla mieszkańców Płocka. Obliczył, że pierwszy rok funkcjonowania tych pomysłów będzie kosztował miasto ok. 25 mln zł. Skąd wziąć te pieniądze, z czego je zabrać? Były prezydent jest zdania, że można zrezygnować z dwóch czy trzech imprez kulturalnych, np. festiwalu hiphopowego, a także zastanowić się nad przyszłością Wisły Płock.

- Z taką dopłatą, jaką dziś miasto [właściciel klubu - red.] dokłada zarówno do piłki nożnej, jak i ręcznej, nie powinniśmy dalej funkcjonować - tłumaczył Milewski. - Co do ręcznej, to przewiduję dalsze sukcesy, dlatego trzeba się nastawić na prywatnych sponsorów. Natomiast I liga w przypadku piłki nożnej nie jest elementem dobrze promującym miasto i sponsorów. Dlatego warto by się zastanowić nad nowym właścicielem tego klubu, może byłaby nim spółka pracownicza z udziałem kibiców?

Reakcja właściciela, zarządu i kibiców była natychmiastowa.

- Nie zgadzamy się na pomysły radnego Milewskiego - stanowczo zaoponował Andrzej Nowakowski. - Jako prezydent [w latach 2002-2010 - red.] podejmował nieodpowiedzialne decyzje, które doprowadziły klub na krawędź upadku. W sytuacji, w której nowy zarząd odbudowuje pozycję klubu, udaje mu się pozyskiwać sponsorów, wychodzi z kolejnymi nieodpowiedzialnymi pomysłami. Nie ma na to zgody władz miasta, klubu i kibiców. Nie po to odbudowujemy klub, by teraz to wszystko zniweczyć. Przygotowujemy się do walki o ekstraklasę.

Prezes Wisły wtórował prezydentowi.

- Mam nadzieję, że wypowiedź radnego Milewskiego to jednorazowy wybryk i że więcej takich słów już nigdy nie usłyszymy - podkreślał Jacek Kruszewski. - Wydawało mi się, że jesteśmy zjednoczeni wokół klubu. Z byłym prezydentem mieliśmy dobry kontakt, ale zostałem oszukany. W 2007 r., gdy miasto przejmowało Wisłę, usłyszałem obietnicę, że wszystko będzie dobrze. I taką informację, jako ówczesny szef Stowarzyszenia Sympatyków Klubu Wisła Płock przekazałem pozostałym kibicom. Okazało się, że to nieprawda. Niedługo potem klub ze znacznie większym budżetem niż teraz spadł do II ligi. Chciałbym, by całe środowisko było zjednoczone, ale jak widać, w kampanii wyborczej, to niemożliwe. Jest podział.

Szef SSKWP Piotr Kołodziejski dodawał: - Wisła Płock to tradycja, którą ktoś teraz chce nam zabrać. Ktoś próbuje spuścić na dno. Ale nie pozwolimy na to, będziemy walczyć z całych sił, by nie dopuścić do takiej sytuacji.

Nowakowski nawiązał też do sponsorowania klubu: - Wiele klubów w kraju boryka się ze znalezieniem sponsorów. I tak długo, jak będzie to konieczne Wisła może liczyć na wsparcie miasta. Firmy, które obecnie wspierają klub przekazują od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Wierzę jednak, że zarząd Wisły znajdzie sponsorów strategicznych. Zarówno od strony organizacyjnej jak i sportowej jest na dobrej drodze.

Jednocześnie prezydent, zarząd i kibice Wisły dali Mirosławowi Milewskiemu czerwoną kartkę za:

"-- populistyczne szukanie oszczędności kosztem Wisły Płock, po tym jak wcześniej to Pan zdecydował o przejęciu klubu przez Miasto Płock;

-- partyjny i polityczny układ Milewski-Kownacki, który w efekcie doprowadził do zmian właścicielskich i utraty strategicznego sponsora przez Wisłę Płock;

-- dzielenie sympatyków Wisły Płock na kibiców piłki ręcznej i piłki nożnej, na kibiców gorszych i lepszych;

-- prezesów Ożoga i Matusiaka, osób, które przyczyniły się do upadku sportowego Wisły Płock, degradacji klubu do II ligi i zapaści finansowej klubu;

-- nieuregulowanie spraw formalnych i finansowych podczas rozdziału sekcji piłki nożnej i piłki ręcznej i zmuszenie sekcji piłki nożnej do spłacania zaległych zobowiązań sekcji piłki ręcznej;

-- marginalizowanie kibiców, niesłuchanie ich głosu;

-- brak wiedzy na temat skutecznych działań promocji samorządu przez sport;

-- nieeuropejską halę sportową - arenę, która nie spełnia standardów EURO 2016;

-- niewykorzystanie szansy na rozwój sportu w Płocku;

-- brak orlików i boisk, kiedy rządził Pan miastem;

-- chęć zbicia kapitału politycznego i udawanie gospodarza doskonałego".

Odpowiada Mirosław Milewski:

- W 2007 r. PKN Orlen nie chciał po prostu być dłużej ani właścicielem, ani sponsorem Wisły. Gdyby nie miasto, klub wylądowałby w czwartej lidze. Musiałem ratować go przed katastrofą. Moją porażką może być jedynie to, że nie było oczekiwanego wyniku sportowego. Zgadzam się, być może zbytnio uwierzyłem prezesom Jerzemu Ożogowi i Januszowi Matusiakowi, którzy wcześniej odnosili wielkie sukcesy w branży. Jakby jednak nie było, teraz przyszedł czas na kolejny etap działalności Wisły. Tym bardziej dziwi mnie nerwowa reakcja Andrzeja Nowakowskiego. W tym tygodniu podałem przykład, jeden z kilkunastu, dzięki którym można sięgnąć po oszczędności. Kilka miast postępuje podobnie i wycofuje się z bycia właścicielem profesjonalnego klubu piłkarskiego. Stąd propozycja, by nowym właścicielem byli kibice. Kupowaliby akcje za 50 czy 100 zł. Warunek: miasto musiałoby zobowiązać się do nieodpłatnego udostępnienia i utrzymania stadionu. Ale nadal, choć w mniejszym stopniu, powinno też finansować klub. Nie powinno się z niego wycofywać całkowicie.

Co do podziału klubu, też wynikał z decyzji Orlenu, który chciał finansować wyłącznie szczypiornistów. Gdyby nie doszło do podziału, nie dałby złotówki żadnej spółce. Nie zgadzam się też z zarzutem, że dzielę kibiców na lepszych i gorszych, że nie wsłuchiwałem się w to, co mówią. Można mi jedynie zarzucić, że zaniedbałem spotkania z nimi. I jeszcze jedno - cóż, tym się różnię od prezydenta Nowakowskiego, że mówię to, co myślę. A nie to, co chcą usłyszeć kibice. Nie lubię gry pozorów. Podsumowując to wszystko - najlepiej przykryć całą swoją nieudolność, zrzucając odpowiedzialność na kogoś innego.