Mecz Legia - Korona jak flaki z olejem, czyli Berg sobie, a Legia sobie

- Mecz z Koroną to były flaki z olejem. Może Henning Berg przeładował piłkarzy informacjami? - zastanawia się Dariusz Dziekanowski. Tomasz Łapiński dodaje: - Nie widzę zmian w grze drużyny.


Legia ma grać wyższym pressingiem, szybciej wymieniać piłkę, konstruując atak, boczni obrońcy mają częściej sunąć do przodu - to słyszeliśmy z ust Henninga Berga w okresie przygotowawczym. Norweg przeprowadził z piłkarzami dziesiątki odpraw taktycznych, ale ci nowe założenia na razie przyjęli bez entuzjazmu. Podobnie jak eksperci i kibice Legii, którzy bezskutecznie próbowali dopatrzyć się zmian w grze drużyny w piątkowej wygranej 1:0 z Koroną.

- Patrząc z punktu widzenia piłkarza, gdy pojawia się nowy trener i ma fajny pomysł, to gra się z entuzjazmem. Po prostu aż chce się pokazać, tymczasem w meczu z Koroną chciał to robić tylko Guilherme. Pozostali byli zgaszeni, jakby przytłoczeni informacjami ze strony sztabu szkoleniowego. Trener Berg będzie musiał wyciągnąć wnioski, wiele zależy od formy przekazu - ocenia Dariusz Dziekanowski. - Tak wiele słyszeliśmy o tym, jak bardzo ma zmienić się gra Legii, a oni byli po prostu pasywni. Płakalibyśmy, gdyby to była Liga Europy! Szczerze mówiąc, wolałbym, gdyby mówili o mnie, że jestem słaby, niż nijaki, a właśnie nijaka była ta piątkowa Legia. Na 20.-30. metrze od bramki brakowało jakiejkolwiek kreatywności, gry w trójkącie, strasznie to wszystko było siermiężne. Flaki z olejem. Najgorsze, że nie widziałem, nad czym ta nowa Legia pracowała w przerwie zimowej. Nad pressingiem? Ale przecież nie rzuciła się na Koronę...

Zmian w grze Legii można było nieco na siłę doszukiwać się w bardziej zdecydowanym, nastawionym na szybsze rozgrywanie ataku sposobie gry. Ivica Vrdoljak podawał piłkę do przodu (próbował nawet prostopadłego podania, co rzadko mu się zdarza), ale Tomasz Łapiński kontruje: - Vrdoljak miewał już sporo pojedynczych meczów, w których grał ofensywnie, ale potem w innych znikał z pola widzenia. Ocenię go dopiero, gdy będziemy mogli mówić o jakimś cyklu. Na razie nie widzę potwierdzenia zapowiedzi Berga w grze - mówi były piłkarz Legii i ekspert Polsatu, który był sceptycznie nastawiony do samego zatrudnienia Berga ze względu na niewielkie doświadczenie Norwega.

W piątkowym meczu boczni obrońcy Legii chwilami grali faktycznie bardzo wysoko. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że Legia zamykała broniącą się Koronę w hokejowym zamku, zupełnie to nie dziwi. Po pierwszym meczu wydaje się też, że rola napastnika w taktyce Berga ma polegać głównie na zgrywaniu piłki do skrzydłowych lub ofensywnego pomocnika. Tyle można domniemywać po 90 minutach, ale Legia nie zachwyciła.

- Ile czasu potrzebuje trener, aby odcisnąć swoje piętno na zespole? To zależy od wielu czynników - zastanawia się Łapiński. - Jeden potrafi to zrobić już po pierwszym okresie przygotowawczym, tak było z Franciszkiem Smudą w Wiśle, której piłkarze już po miesiącu grali zupełnie inaczej. Inni trenerzy potrzebują na przykład pół roku, ale niektórym nie udaje się to nawet po wielu latach. Zatrudnienie Berga to od początku było duże ryzyko jak na mistrza Polski. Chciałbym jednak zobaczyć ten zespół na przestrzeni choćby dwóch-trzech meczów, bo jeszcze za wcześnie na porównania z zespołem Jana Urbana.

Gdy Dziekanowski doszukuje się pozytywów, wymienia dobrą grę Dusana Kuciaka i wspomina solidniejszy występ niż jesienią ze strony Władimira Dwaliszwilego: - Kuciak pokazał się z dobrej strony, a Dwaliszwili przetrzymywał piłkę i jej nie tracił, grał trochę lepiej. Nie bądźmy dla niego już tacy okrutni. W następnym meczu liczę na znacznie więcej emocji. Obyśmy nie musieli czekać na nie zbyt długo.

W sobotę 22 lutego Legia zagra na wyjeździe z Górnikiem Zabrze.