Koszykówka. Dlaczego Tomasz Jaremkiewicz odchodzi z Legii do Polonii?

- Wiadomo, to ciężki temat. Kilka osób już mi powiedziało, co o tym myśli. Ale ja grałem dla Legii dość długo. W gorszych czasach, często za darmo. Myślę, że sporo dałem drużynie i klubowi - mówi rzucający Tomasz Jaremkiewicz, który po trzech i pół sezonu w Legii odchodzi do Polonii.


Jaremkiewicz ma 32 lata i, jak wyliczył serwis Legioniści.com, w latach 2004-07 oraz 2010-13 zagrał w Legii w 144 meczach, w których zdobywał średnio po 7,9 punktu. Silny i twardy rzucający był czołowym graczem drużyny w momencie, gdy ta wygrzebywała się z dna, a odchodzi jako daleki rezerwowy lidera grupy A drugiej ligi i faworyta do awansu do pierwszej ligi.

- Moja rola w zespole była inna od tego, co było ustalone przed nim - tłumaczy Jaremkiewicz, który w 12 ligowych spotkaniach tego sezonu grał średnio po 14 minut. Jego miejsce na boisku przejęli - w porównaniu poprzednim sezonem - m.in. Paweł Podobas czy Mikołaj Motel, bo skład rosnącej w siłę Legii jest i szerszy, i lepszy niż w poprzednich latach. Jaremkiewicz rozegrał kilka dobrych meczów, ale jego skuteczność rzutów (33 proc. z gry) była słaba.

- Czy przegrałem rywalizację o miejsce w składzie? Pewnie żaden zawodnik tak nie powie - zaznacza Jaremkiewicz. - Ja jestem ambitny, uważałem, że mogłem grać więcej, ale trener postawił na innych. Wiem, że wpływ na to mógł mieć pierwszy mecz sezonu w Nowej Soli - wyszedłem w pierwszej piątce, przegraliśmy, ja zagrałem tragicznie. Moje późniejsze siedzenie na ławce, szczególnie wtedy, gdy skończyły się kontuzje, może być konsekwencją tego meczu.

Z Legii w ostatnich miesiącach odeszło kilku doświadczonych graczy - Tomasz Rudko, Łukasz Zajączkowski czy, razem z Jaremkiewiczem, Piotr Nawrot. Dla nich jednym z powodów odejścia były trudne relacje z impulsywnym trenerem Piotrem Bakunem. - Trener jest specyficzny, ale akurat ja miałem z nim bardzo dobre relacje - mówi jednak Jaremkiewicz. - Mówimy sobie po imieniu i możliwe, że jestem jedynym zawodnikiem, na którego on nie krzyczy. Często prowadzimy koleżeńskie rozmowy, a na treningach czy w szatni słyszałem, że jestem jednym z liderów. Ale się nim nie czułem, bo praktyka wyglądała inaczej. Byłem trochę odsunięty i choć pretensji do trenera nie czuję, bo postawił na innych ludzi, to żal mam. Tym bardziej, że ciężko trenowałem, Bakun na zajęciach mnie chwalił, nie opuszczałem treningów. Odchodzę, z ciężkim sercem, bo nie chciałem gnić na ławce.

- Dla mnie decyzja Tomka, jak zresztą też Piotrka Nawrota, to zaskoczenie. Dziwię się im, nie rozumiem ich, ale nie chcę tego oceniać - mówi tylko Bakun. - To nie są słabi gracze, nigdy tak o nich nie powiem. Skład mamy szerszy, grają ci, którzy są w formie. Teraz będzie mi brakowało ich obecności na treningach, bo zależy mi na utrzymywaniu wysokiej intensywności zajęć - tłumaczy trener.

Jaremkiewicza czeka teraz trudny ruch, bo o ile w obecnej Legii gra kilku byłych graczy Polonii, to w odwrotną stronę transfery zdarzały się rzadko. - Opcję gry w Polonii rozważałem już przed sezonem - przyznaje zawodnik. - Przyjaźnię się z Markiem Popiołkiem, z którym znam się ze wspólnej gry w Politechnice, ale przede wszystkim wiem, że jestem jeszcze w stanie grać na solidnym poziomie. A że zagram w Polonii...

- Wiadomo, to ciężki temat. Kilka osób już mi powiedziało, co o tym myśli. Ale ja grałem dla Legii dość długo. W gorszych czasach, często za darmo. Myślę, że sporo dałem drużynie i klubowi - uważa Jaremkiewicz.

W pierwszych w tym sezonie - i pierwszych od 10 lat - derbach w sali przy Konwiktorskiej, Legia wygrała 57:54, a Jaremkiewicz dwa punkty w niespełna sześć minut. Do rewanżu dojdzie 25 stycznia na Torwarze, ale Jaremkiewicz w nowym klubie przeciwko starej ekipie nie zagra. Obie strony uzgodniły to podczas rozwiązywania kontraktu.

Nawrot, wychowanek Legii, który w lutym skończy 29 lat, liczy, że przed 15 stycznia, gdy zamknie się okno transferowe, będzie zawodnikiem grającego w grupie C drugiej ligi Piaseczna. Odchodzi, bo - podobnie jak Jaremkiewicz, z którym liderował w poprzednich latach Legii - liczył na więcej minut i ważniejszą rolę na boisku.

- Nie miałem już siły na trwanie w tej sytuacji - mówi skrzydłowy. - Nie uważam, że jestem nie wiadomo jak dobrym zawodnikiem, ale Legia ma wyrównany zespół, a ja nie byłem w nim traktowany równo. Nie byłem zadowolony ze swojej roli i nie chodzi o minuty, tylko o zarządzanie moim czasem gry.

Nawrot w tym sezonie rozpoczął grę dopiero po koniec listopada, bo tuż przed rozpoczęciem ucierpiał w wypadku samochodowym. - Dość szybko wróciłem do siebie, a potem do formy - tłumaczy jednak gracz. - Czułem się dobrze i komunikowałem to, ale nie byłem wykorzystywany, czasem nie łapałem się nawet do składu. Rozmawiałem z trenerem o tym, co mam robić, by to zmienić i usłyszałem, że mam być lepszy. Zacisnąłem zęby, walczyłem, zacząłem grać, ale sposób traktowania mnie, podejście do mnie, się nie zmieniło. Długo zastanawiałem się, co robić i w końcu podjąłem decyzję, że mam dosyć.

- Swoim odejściem nie osłabiłem zespołu, ta grupa wciąż jest mocna i może awansować - dodaje Nawrot.