Prasa po przegranej Legii w Krakowie: "Brożek i Smuda znów czynią cuda", "Klub Kokosa dla Żyry?"

PRZEGLĄD PRASY. "Gdyby właścicielem Legii był Józef Wojciechowski, nie mamy najmniejszych wątpliwości, co robiłby po meczach z Apollonem i Wisłą Żyro. Kontrowersyjny JW zastosowałby mu trening motywujący w postaci biegania po schodach Pepsi Areny. Może reaktywacja "Klubu Kokosa" jest jakimś pomysłem na zagospodarowanie Żyry? - pisze po meczu Wisły z Legią "Polska the Times".


"Przegląd Sportowy": Brożek i Smuda znów czynią cuda

"Niby było 40 strzałów, interwencji bramkarzy, poprzeczka, trochę emocji, w końcu gol dla Wisły i pierwsze zwycięstwo nad Legią od 3 lat, ale hit ligi rozczarował. Obie drużyny były silne nie dzięki swojej grze, a przez błędy przeciwników. Dziesiątki strat, złych wyborów, za dużo tego, jak na mecz dwóch wielkich polskich firm - ocenił "Przegląd Sportowy".

"Legia zginęła pod Wawelem przez nonszalancję i niechlujstwo. Wprawdzie przy akcji bramkowej piłkę stracił Daniel Łukasik, ale po zupełnie niezrozumiałym zagraniu Dossy Juniora. Takich podań Portugalczyk w tym meczu miał kilka, za jedno z nich mistrzowie Polski zapłacili najwyższą cenę. Legia po 11 kolejkach ekstraklasy ma 3 porażki, czyli tyle, ile w całym poprzednim sezonie. Przerwa na mecze reprezentacji przyda się drużynie z Łazienkowskiej - pisze "PS".

"Rzeczpospolita": Krakowski smok się obudził

"Brożek zagrał i zrobił swoje. Kiedy kibice zachęcali Wisłę, by walczyła do końca, bo przewaga Legii rosła z minuty na minutę, gospodarze zdecydowali się na jeden z nielicznych w drugiej połowie ataków. Obrona Legii przysnęła, Łukasz Garguła zobaczył Brożka w polu karnym i gospodarze prowadzili 1:0. Była 82. minuta. Urban natychmiast zrobił dwie zmiany, Legia stworzyła jeszcze dwie groźne sytuacje, ale piłkarze z Warszawy schodzili z boiska ze spuszczonymi głowami - opisuje niedzielne spotkanie przy Reymonta "Rzeczpospolita".

"Legia zostaje na czele tabeli, ale jej przewaga nad drugim Górnikiem stopniała do dwóch punktów, Wisła zbliżyła się na trzy. Drużyna Urbana znalazła się w największym w tym sezonie kryzysie. Nie podniosła się po porażce z Apollonem, nie mogło się jej przytrafić nic lepszego niż przerwa na mecze reprezentacji." - czytamy w "Rz".

"Polska the Times": Legia utonęła w Wiśle

"Wisła nie mogła pokonać Legii od jesieni 2010 roku. Żeby znów poczuć smak zwycięstwa z drużyną z Warszawy, musiała poczekać na powrót Pawła Brożka, piłkarza, który ma wyjątkowy patent na Legię. Wczoraj "Brozio" znów trafił do jej bramki, a jego gol zapewnił "Białej Gwieździe" trzy punkty - pisze "Polska the Times".

Legia straciła gola po błędzie Michała Żyry, drugim w kolejnym meczu. "Gdyby właścicielem Legii był Józef Wojciechowski, nie mamy najmniejszych wątpliwości, co robiłby po meczach z Apollonem i Wisłą Żyro. Kontrowersyjny JW zastosowałby mu trening motywujący w postaci biegania po schodach Pepsi Areny. Może reaktywacja "Klubu Kokosa" jest jakimś pomysłem na zagospodarowanie Żyry? - zastanawia się gazeta.

"Super Express": Smuda przytulił Brożka i 3 punkty

"Na trybunach stadionu Wisły coraz częściej słychać głośne: "Franek Smuda czyni cuda". Odmieniona przez byłego selekcjonera reprezentacji Wisła pozostaje jedyną niepokonaną drużyną w tym sezonie Ekstraklasy. Wczoraj "Biała Gwiazda" dzięki złotemu golowi Pawła Brożka pokonała faworyzowaną Legię Warszawa 1:0. A szczęśliwy Smuda po meczu serdecznie przytulił swojego pupila. Legia miała przewagę, często gościła pod bramką rywali. Jednak była również irytująco nieskuteczna. Za to Wisła zagrała bardzo mądrze. I w kluczowym momencie miała Pawła Brożka, który wykorzystał błąd defensywy Legii i spokojnie pokonał Wojciecha Skabę - relacjonuje "Super Express".

"Fakt": Brożek wystarczył na Legię

Paweł Brożek wraca do wielkiej formy. W niedzielę zatopił Legię, a w ślad za tym ma otrzymać powołanie do reprezentacji Polski na mecze z Anglią i Ukrainą. Napastnik Wisły pokazał Wladimerowi Dwaliszwiliemu, jak się strzela bramki. Legia przegrała drugi mecz w ciągu czterech dni. Nie strzeliła choćby jednego gola. W meczu w Krakowie świetne okazje miał Dwaliszwili, ale Gruzin wyglądał, jakby nie miał siły, aby porządnie uderzyć piłkę - pisze "Fakt".