Oprócz Polaków Czech, Niemiec, Węgrzy, Rosjanin, Żyd, Anglik. To "Piłkarze dawnej Warszawy"

- Przedstawiliśmy Żyda Józefa Klotza, który strzelił pierwszą bramkę w historii reprezentacji Polski w meczu ze Szwecją. Mało osób wie, że występował w Maccabi Warszawa - o wystawie "Piłkarze dawnej Warszawy" opowiada jej kurator dr Robert Gawkowski.
Rusz się. We wtorek treningi biegowe i warsztaty rolkarskie. Co jeszcze w Warszawie?

Uroczyste otwarcie ekspozycji pod dokładnym tytułem "Piłkarze dawnej Warszawy w tyglu wielu kultur" nastąpi we wtorek o godz. 18 na dziedzińcu stadionu Polonii przy ul. Konwiktorskiej 6. Prelekcję wygłosi dr Gawkowski, przy okazji opowie też o wychodzącej książce swojego autorstwa "Futbol dawnej Warszawy". Wystawa ukazuje charakterystyczne postaci warszawskiego futbolu lat międzywojennych. "Pochodzący z różnych grup narodowych czy religijnych futboliści łączą nie tylko różnorakie etnosy i wyznania, ale też warszawskie kluby sportowe" - napisano w zaproszeniu.

Ekspozycja wystawiona będzie do 27 października. Realizowana jest przez Stowarzyszenie "Serduszko dla Dzieci" ze środków Muzeum Historii Polski.

Olgierd Kwiatkowski: Kto był pomysłodawcą tej oryginalnej wystawy?

Dr Robert Gawkowski: Trzy lata temu zorganizowałem w kawiarni Czarna Koszula prelekcję na temat żydowskich klubów Warszawy. Wspólnie z prodziekanem AWF z Katedry Historii Sportu Jurkiem Chełmeckim zaprosiłem na nią zainteresowanych kibiców. Bałem się, bo to był trudny temat, zastanawiałem się, czy nie wyskoczy jakiś kibol z antysemickim tekstem. Ale dyskusja była wspaniała. Chełmecki powiedział mi, że z chęcią zaprosiłby tych ludzi na naukową konferencję. W ten sposób wykluła się grupka ludzi, którzy sami - czasami pod moją opieką - zajęli się historią sportu w przedwojennej Warszawie. Są związani z Polonią, ale starają się odrzucić ten patriotyzm, gdy zajmują się nauką

W ubiegłym roku oglądali wystawę "Futbol w dawnej Warszawie". Ten pomysł bardzo im się spodobał i podsunęli mi własny, żeby teraz na piłkę nożną sprzed II wojny światowej spojrzeć nie przez pryzmat klubów sportowych, tylko postaci. Tak powstała wystawa o 16 piłkarzach, różnych narodowości, wyznań.

Jakimi kryteriami się kierowaliście?

- Nie wybieraliśmy najlepszych piłkarzy, choć pierwszeństwo mają ci znani. Jest Czech Ludwik Szmid, który grał w Polonii, jest Stanisław Luksenburg, Polak wyznania ewangelickiego, jeden z założycieli Warszawianki. Są bracia Lothowie, którzy byli ewangelikami. Tu ciekawa sprawa, że gdyby się przyjrzeć głębiej sportowi warszawskiemu, to okazuje się, że w ogromnej części jego współtwórcami w Warszawie byli ewangelicy. Na wystawie prezentujemy też sylwetkę Władysława Szczepaniaka, który dla odmiany gorliwie służył do mszy. Jest Henryk Martyna z Legii, po wojnie był członkiem Paxu, i sprzedawca obrazków świętych w Caritasie. Wybraliśmy również Karola Kossoka, wywodzącego się z niemieckiego FC Katowitz. Grał potem w Cracovii i Pogonii Lwów, trenował Polonię w latach 1938-39. To Niemiec, zmarły w obozie radzieckim w 1946 roku. Przedstawiliśmy Żyda Józefa Klotza. Czym się wsławił? Strzelił pierwszą bramkę w historii reprezentacji Polski, w meczu ze Szwecją. Reprezentował Jutrzenkę Kraków, ale mało osób wie, że przeprowadził się do Warszawy i występował w Maccabi Warszawa. Ogarnęło mnie niedawno wzruszenie, bo zadzwonił pan z Izraela, który przedstawił się jako syn jego brata. Czystą polszczyzną przegadaliśmy godziny o futbolu dawnej Warszawy. Można wiele dowiedzieć się na naszej wystawie o Michale Hamburgerze, wybitnej postaci warszawskiej Polonii, zabitym później przez gestapowca w 1943 roku.

Wspomina pan na razie o Polakach, ale przedstawiliście też imigrantów lub też trenerów albo piłkarzy zagranicznych

- Na naszych planszach pojawił się George Kimpton, pierwszy w Warszawie trener naprawdę zawodowo traktujący swoje obowiązki. To Anglik, który występował m.in. w Southampton. Zastanawialiśmy się nad Amerykaninem George'em Burfordem, ale on uczył w YMCE boksu i gimnastyki, zupełnie przypadkowo został trenerem piłkarskim w Polonii.

Nie mogło zabraknąć Jerzego Bułanowa, Rosjanina. Przypomnę - był piłkarzem najdłużej sprawującym funkcję kapitana reprezentacji Polski. Posłużę się przykładem, żeby przy okazji wykazać pewien paradoks z tym związany. Mecz Niemcy - Polska w 1933 roku. Z naszej strony Jerzy Bułanow jako kapitan, a po drugiej stronie jakiś Niemiec ze swastyką na ramieniu. Bułanow zagadał coś po niemiecku, a ten mu odpowiada: "Mów pan po polsku, panie Bułanow. Ja jestem Polak z Zagłębia Ruhry". To był Stanislaus Kobierski. Jego rodzice wyemigrowali z Poznańskiego, ale wychowywali go w duchu polskości. Tak się spotkali: kapitan Polski - Rosjanin i kapitan Niemiec - Polak.

Zupełnie zapomnianą postacią przedwojennej Warszawy był Ferdynand Mandl, jeden z pierwszych nauczycieli piłkarstwa. Uczył warszawiaków kopania piłki jeszcze przed I wojną światową, stworzył pierwszą futbolową reprezentację stolicy. Przyjechał do nas z Budapesztu, choć pochodził z rodziny żydowskiej, ale bardzo zmadziaryzowanej. Przypisaliśmy go więc do Węgrów. Kiedy zakończył karierę, założył jeden z pierwszych sklepów sportowych w Warszawie. Na tej samej węgierskiej planszy prezentujemy Laszlo Marcaia, który grał w kilku warszawskich klubach.

Mamy na wystawie wielki rozstrzał. Są umieszczeni na niej: Czech, Niemiec, Węgrzy, Rosjanin, Żyd, Anglik, a mamy też Aleksandra Tupalskiego, pochodzącego z rodziny tatarskiej.

Przeważają piłkarze Polonii. Dlaczego?

- Przed wojną Polonia była wielkim klubem. W 1924 roku miała aż 10 futbolowych drużyn. Na ziemiach dawniej należących do zaboru rosyjskiego to był absolutny fenomen.

Jaki był wpływ bohaterów wystawy na kluby, w których występowali bądź je trenowali?

- Wielki, choć nie wiem, czy znaczący. Trener Kimpton spędził w Polonii tylko rok. Potem wyjechał, prowadził m.in. reprezentację Francji. Działacze Polonii na niego strasznie narzekali. Dosłownie stwierdzili: "Traktuje piłkarzy jak konie wyścigowe". Zastanawiali się, czy naprawdę trzeba kilka razy w tygodniu biegać, skakać, przecież nasi piłkarze to amatorzy. Zapanowało wielkie oburzenie i go zwolniono, a Kimpton był po prostu zawodowcem. Po latach piłkarze z nim pracujący stwierdzili, że to pierwszy trener profesjonalista, z jakim mieli do czynienia.

Czy piłkarze mający korzenie żydowskie, rosyjskie mieli problemy w klubach w związku ze swoim pochodzeniem?

- W pamiętniku opisał to Bułanow. Miał problemy w Koronie. Nazywali go tam bolszewikiem, Moskalem itd. Przeszedł do Polonii i został bohaterem, Polakiem, patriotą. Dlaczego? Bo Polonia była wtedy największym klubem. Michał Hamburger, który pochodził ze spolonizowanej rodziny, nie miał problemów z antysemityzmem. Był wielce szanowaną osobą. Ja sam jednak wspólnie z doktorem Jarosławem Rokickim napisaliśmy dysertację pt. "Stosunki polsko-żydowsko w sporcie II Rzeczpospolitej". Wynika z niej, że nie było tak różowo z traktowaniem sportowców pochodzenia żydowskiego, ale to nie jest tematem tej wystawy.

Więcej o: