Badmintoniści ukarani po igrzyskach. Bo nie spali w Sheratonie

Zarząd Polskiego Związku Badmintona ukarał sześcioro reprezentantów Polski, którzy startowali na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Niektórzy dostali kary za to, że przed wylotem do Anglii nie spali w pięciogwiazdkowym hotelu
Na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie Polskę reprezentowało sześcioro badmintonistów. Najlepiej wypadł mikst Hubala Białystok. Para Robert Mateusiak/Nadia Zięba była bardzo blisko zdobycia medalu. W ćwierćfinale w starciu z duetem z Chin polski mikst miał lotkę meczową, ale jej nie wykorzystał.

Teraz okazało się, że jeszcze przed wyjazdem do Londynu doszło do sytuacji, której obecnie konsekwencje mają ponieść badmintoniści.

Na stronie internetowej badmintonowego związku pojawił się następujący komunikat: "(...) Na podstawie § 45 pkt 27 statutu Zarząd Polskiego Związku Badmintona podjął uchwałę w sprawie udzielenia upomnienia zawodnikom: Robertowi Mateusiakowi, Przemysławowi Wacha, Nadieżdzie Zięba za niestosowanie się do poleceń Zarządu PZBad. Ponadto zobowiązuje ww. zawodników do zwrotu kosztów zakwaterowania przed wylotem na Igrzyska XXX Olimpiady w Londynie".

- Zostałem ukarany za to, że dzień przed wylotem do Londynu nie spałem w hotelu Sheraton w Warszawie - wyjaśnia Mateusiak. - Mam mieszkanie w Warszawie i przed wylotem na igrzyska spałem właśnie w nim. Co prawda dostaliśmy wcześniej informację, że musimy nocować w hotelu, tak jak inni reprezentanci wylatujący do Londynu, ale nie byliśmy pewni, czy to jest obowiązkowe. Rozmawiałem z trenerem, a on nic nie stwierdzał kategorycznie. Przed czterema laty, przed wylotem do Pekinu, też mieliśmy informację, że mamy nocować wraz z innymi olimpijczykami, ale wówczas nie było to obowiązkowe. Nie mam jednak zamiaru się teraz jakoś głupio tłumaczyć. Popełniliśmy błąd i musimy ponieść tego konsekwencje. Nie mam pojęcia, ile kosztuje nocleg w Sheratonie, ale mam nadzieję, że PKOl miał jakąś specjalną zniżkę.

Pozostała trójka badmintonistów (Kamila Augustyn, Michał Łogosz, Adam Cwalina - wszyscy SKB Litpol-Malow Suwałki) została ukarana nie tylko za "niestosowanie się do poleceń Zarządu PZBad", Łogosz miał ponadto nie zrealizować planu szkoleniowego. Tym samym doświadczony badmintonista ma nie tylko zwrócić koszty zakwaterowania przed wylotem do Londynu, ale też nie otrzyma jednomiesięcznego stypendium.

- Na razie sam nie wiem o co chodzi. Napisaliśmy do związku o wyjaśnienie sytuacji i czekamy na odpowiedź - stwierdza Łogosz. - W moim przypadku jest mowa, że nie realizowałem planu szkoleniowego. Czyli miałbym chyba opuszczać treningi czy zgrupowania, a nic takiego nie miało miejsca. To jakaś parodia. Ja nawet o kulach przychodziłem na treningi. Nie wiem więc o co chodzi. Jesteśmy w szoku i czekamy na odpowiedź ze związku.

Najostrzej zostali ukarani Augustyn oraz Cwalina. We wspomnianym wcześniej komunikacie czytamy, że zawodniczka dostaje naganę za: "(...) niestosowanie się do poleceń Zarządu PZBad, nierealizowanie planu szkoleniowego oraz wyjazd z igrzysk olimpijskich bez uzyskania zgody trenerów. Zawodniczka zobowiązana jest do zwrotu kosztów zakwaterowania przed wylotem na Igrzyska XXX Olimpiady w Londynie. Zawodniczce nie zostanie wypłacone stypendium przez dwa miesiące".

Z kolei we fragmencie dotyczącym Cwaliny czytamy, że zawodnik otrzymuje naganę za: "(...) niestosowanie się do poleceń Zarządu PZBad, nierealizowanie planu szkoleniowego, wyjazd z igrzysk olimpijskich bez uzyskania zgody trenerów i postawę niegodną reprezentanta Polski. Zawodnik zobowiązany jest do zwrotu kosztów zakwaterowania przed wylotem na Igrzyska XXX Olimpiady w Londynie. Zawodnikowi nie zostanie wypłacone stypendium przez cztery miesiące".

- Kamili i Adama najbardziej mi szkoda, bo to są jakieś straszne zarzuty - uważa Łogosz, którego Cwalina jest partnerem w deblu. - Wszyscy ciężko pracowaliśmy na to, żeby pojechać na igrzyska i potem wypaść na nich jak najlepiej. Ja występ w Londynie skończyłem na wózku [badmintonista podczas jednego ze spotkań zerwał ścięgno Achillesa - przyp. red.]. Teraz w trakcie rehabilitacji dostaje strzał w plecy. Nie chcę też jednak teraz za wiele mówić. Zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie, jakie dostaniemy wyjaśnienia.

Z prezesem Polskiego Związku Badmintona Markiem Krajewskim nie udało nam się skontaktować, a trzeba zaznaczyć, że na szefa związku został on wybrany niemal rok temu m.in. przy mocnym poparciu ukaranych obecnie reprezentantów.