Trener Bogusław Kaczmarek: Syn kiedyś mnie przebije

- Marcin nie grzeje się w blasku mojej gwiazdy. Idzie własną drogą, jest niezależny jak Statua Wolności w Nowym Jorku i za to go cenię - mówi Bogusław Kaczmarek, były trener Petrochemii Płock i ojciec Marcina Kaczmarka, obecnego szkoleniowca Wisły.
- Marcin bardzo dobrze zrobił, przyjmując propozycję pracy z Wisłą Płock - zaznacza słynny "Bobo" Kaczmarek, który trenował nafciarzy w latach 1997-98, a obecnie szkoli piłkarzy Lechii Gdańsk. - Przez cztery lata osiągnął z Olimpią Grudziądz bardzo dużo, wprowadził ten zespół do I ligi i go w niej utrzymał. Jego czas w Grudziądzu minął, więc podjął nowe wyzwanie.

Choć Marcin będzie w Płocku przez dwa sezony, nie oznacza to wcale, że możemy się spodziewać częstych wizyt Kaczmarka seniora. - Może mi pan wierzyć lub nie, ale przez cztery lata pracy syna w Grudziądzu byłem u niego cztery razy - opowiada "Bobo". - Na meczu oldbojów, towarzyskim i na dwóch spotkaniach sparingowych. Nie jeżdżę na mecze syna, nie obserwuję go. Marcin to człowiek, który idzie swoją drogą. Z racji tego, że byłem trenerem, od początku był skazany na piłkę nożną. Sam mu nic nie narzucałem. Był to jego świadomy wybór. Miał predyspozycje do gry w piłkę, występował w reprezentacjach młodzieżowych, a później jako senior w wielu różnych klubach. Z powodu perypetii zdrowotnych musiał zakończyć karierę zawodniczą, został trenerem. Muszę przyznać, że przeszedł prawdziwą próbę ogniową, bo nie jest łatwo być synem znanego trenera. Proszę mi wierzyć, że dla zawodnika to mało komfortowa sytuacja, kiedy szkoleniowcem jest własny ojciec.

Bogusław Kaczmarek przyznaje, że wraca wspomnieniami do naszego miasta. Świetnie mu się tutaj pracowało, chociaż... - Rundę jesienną zakończyliśmy wówczas na 7. miejscu, ale wiosna już nie była tak udana. Problemy finansowe klubu spowodowały, że odeszło kilku podstawowych piłkarzy. I spadliśmy - wspomina trener. - Od tego czasu staram się śledzić wyniki Wisły, ale te nie powalają. Wisła została zdegradowana o klasę rozgrywkową niżej. Personalnie nie wyglądała źle. Ale nie chcę celować w przyczyny spadku, znam sytuację jedynie z doniesień prasowych.

Od siedmiu lat Marcin Kaczmarek pracuje na własny rachunek. Czasami dyskutuje z ojcem na tematy piłkarskie, korzysta z jego doświadczeń. - Kiedy byłem asystentem selekcjonera reprezentacji Polski Leo Beenhakkera, syn mógł zobaczyć, jak wygląda praca trenera od kuchni. Dzięki znajomości ze śp. Włodzimierzem Smolarkiem pojechał na staż szkoleniowy do Feyenoordu Rotterdam - opowiada ojciec Marcina. - Cieszę się, że syn nie grzeje się w blasku mojej gwiazdy. Idzie własną drogą, jest niezależny jak Statua Wolności w Nowym Jorku. Za to go cenię.

Kaczmarek junior ma na swoim koncie sukcesy. Wyciągnął Lechię Gdańsk z czwartej ligi, a Olimpię Grudziądz z trzeciej wprowadził na zaplecze ekstraklasy. - Pracował też pół roku w Pogoni Szczecin, gdzie stworzył solidne fundamenty pod zespół, który obecnie będzie grać w ekstraklasie - zauważa Bogusław Kaczmarek. - Czego się dotknie, zamienia w sukces. Karta mu sprzyja. Jak tak dalej pójdzie, to mnie przebije. Pamiętam, kiedy nasze drużyny spotkały się na obozie przygotowawczym w Cetniewie. Wówczas pracowałem w Górniku Łęczna, a Marcin w Lechii. Chciał mnie wtedy ograć, ale w pierwszym meczu był remis 3:3, a w drugim wygrałem 3:0. Wtedy jednak miałem w składzie dobrych zawodników, grali m.in. Cezary Kucharski, Grzegorz Wędzyński. Liczę na to, że kiedyś doczekam meczu, w którym drużyny prowadzone przez dwóch Kaczmarków spotkają się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Teraz syn dostał swoją szansę w Płocku, więc życzę mu, by robił to, co do tej pory. Wisła i Marcin zasługują na zespół, który będzie grał na wysokim poziomie - podkreśla słynny "Bobo".

W środę Marcin Kaczmarek odpowiadał na pytania płockich dziennikarzy. Jeden z nich zapytał, czy konsultował swoją decyzję z tatą. Nowy szkoleniowiec Wisły odparł: - Proszę, niech pan nie zadaje takich pytań. Pracuję na własny rachunek od siedmiu lat. Zdaję sobie sprawę z tego, że cały czas muszę się z nim mierzyć. Mam 38 lat, jakiś dorobek zawodowy i nie muszę konsultować swoich decyzji z moim tatą. Możemy porozmawiać na temat nowinek w pracy szkoleniowej, spierać się, wspólnie oglądać mecze. Ale na szczęście sam już o sobie decyduję.

Jednocześnie dodał, że cieszy się z możliwości pracy w Wiśle Płock. - Mam nadzieję, że dołożę swoją cegiełkę do tego, by ten klub rozwijał się w sposób prawidłowy. W ostatnich latach różnie tu bywało. Były spore aspiracje, dużo zawirowań. Teraz potrzeba spokoju i normalności. Liczę, że będę ich gwarantem - podkreślił Kaczmarek junior.