Pracują, mieszkają, żyją na torze wyścigowym. "Gdy wyglądam przez okno, widzę galopujące konie"

- Gdy rano wstaję i wyglądam przez okno, to widzę galopujące konie. Czy można sobie wyobrazić piękniejszy widok? - mówi Alina Siwonia, żona i matka dwóch wielkich koniarzy. Pierwszy to jej mąż - były jeździec płotowy, jeden z najbardziej zasłużonych trenerów, drugi to córka Patrycja, która mimo usilnych prób mamy, by wybić jej z głowy "te konie", pasji nie porzuciła. We troje żyją, pracują i mieszkają na torze wyścigowym Służewiec.
W ramach akcji "Wyjechani na weekend" razem z firmą Continental przedstawiamy pomysły na spędzenie wolnego czasu. Pisaliśmy już dużo o torze wyścigów konnych we Wrocławiu, ale w weekend warto odwiedzić również tor w Warszawie

Z Marszałkowskiej na Służewiec



Pierwszy wyścig konny w Warszawie odbył się w 1777 roku. Wtedy to na drodze z Woli do Ujazdowa klacz należąca do Kazimierza Rzewuskiego pokonała z kretesem konia angielskiego posła, niejakiego sir Charlesa Whitwortha. Następnie wyścigi organizowano na ulicy Marszałkowskiej, a nawet na polach niedaleko Łazienek Królewskich.



Wyścigi konne - Tor SłużewiecNarodowe Archiwum Cyfrowe



Pierwsza oficjalna gonitwa odbyła się w Warszawie w 1841 roku przy Polu Mokotowskim. Na wyścigi na legendarnym torze Służewiec trzeba było jednak poczekać prawie 100 kolejnych lat. Starania o stworzenie toru trwały od 1925 roku. Hr. Zygmunt Plater-Zyberk, główny architekt Służewca, zanim zajął się projektowaniem, zwiedził wszystkie najlepsze europejskie tory wyścigowe. Otwarcie toru Służewiec - zdaniem wielu jednego z najpiękniejszych torów wyścigowych w Europie - nastąpiło 3 czerwca 1939 roku.



Wyścigi konne - Tor SłużewiecNarodowe Archiwum Cyfrowe



Kto nie jeździ, ten nie spada



Jak wyglądały pierwsze gonitwy, które odbyły się na słynnym warszawskim torze, rodzina Siwoniów zna tylko z opowieści. Pamięta jednak to, co działo się jeszcze w latach 60.



- Mąż związany jest z wyścigami od 1965 roku. Najpierw trafił do Sopotu, gdzie zawodowo skakał przez przeszkody, później przeniósł się do Warszawy. Pracował w stajni, następnie został trenerem. Obecnie ma publiczną stajnię z około 30 końmi, w tym dwa są nasze. To on zaraził mnie pasją do wyścigów - opowiada pani Alina.



Wyścigi konne - Tor SłużewiecJózef Siwonia i dżokej Anton Turgaev/ materiały prasowe



W 1982 roku pani Alina i pan Józef wzięli ślub. Zamieszkali oczywiście na terenie wyścigów. To stamtąd rozciąga się niepowtarzalny widok na warszawski tor, na którym codziennie rano trenują konie rasy arabskiej oraz pełnej krwi angielskiej. - Czy można sobie wyobrazić piękniejszy widok? - zachwyca się pani Alina.



Trzy lata później na świat przyszła Patrycja. Usilne próby pani Aliny, aby wybić córce z głowy jazdę konną, nie powiodły się. - To niebezpieczny sport, jak to się mówi: kto nie jeździ, ten nie spada. Próbowałam zapisywać ją na różne zajęcia, zaczęła tańczyć, przydarzyły się nawet jakieś turnieje, ale w końcu nic z tego nie wyszło - dodaje.



Wyścigi konne - Tor SłużewiecPatrycja/ materiały prasowe



Szybko okazało się, że Patrycji w głowie nie sukienki, ale bryczesy, sztylpy i toczek. - Już jako 5-latka zakładała się z koleżanką, która rano pierwsza dobiegnie do stajni - śmieje się Józef Siwonia. Wystarczy spojrzeć na album ślubny Patrycji, żeby zrozumieć, że konie to dla niej żadna fanaberia, ale sposób na życie. Sesja zdjęciowa w plenerze - w stajni, na torze, z końmi i z mężem, którego poznała oczywiście na torze Służewiec.



Pod Podkową



Pani Alina, mimo że miłośniczką koni nigdy nie była, również znalazła swoje miejsce wśród koniarzy. - Skończyłam szkołę gastronomiczną i w latach 90. za trybuną otworzyłam z koleżanką małą budkę z jedzeniem. Zaczęło się od tego jednego punktu, kilka lat później trafiłam na pierwsze piętro - już na trybunę, a obecnie wraz z córką zarządzam całą gastronomią na torze - opowiada pani Alina.



Tor SłużewiecPod Podkową / materiały prasowe



Pani Alina prowadzi restaurację i bar na głównej trybunie - to tam przychodzą wszystkie sławy, by posilić się i oczywiście podziwiać pędzące na torze konie. - Najwięcej znanych osób przychodzi na otwarcie sezonu, na Wielką Warszawską, Derby, a potem na zakończenie sezonu - ministrowie, politycy, artyści - opowiada pani Alina. - Gościliśmy Daniela Olbrychskiego, Jana Englerta, w sezonie częstym gościem jest wielki miłośnik koni Marek Siudym. Z nim jesteśmy najbardziej związani, ponieważ to nasza daleka rodzina - dodaje.



Tor SłużewiecMateusz Damięcki i Marek Siudym/ materiały prasowe



12 kwietnia odbyło się również oficjalne otwarcie niepozornej restauracji przy ulicy Puławskiej o nazwie, której genezy wyjaśniać nie trzeba. Nawet wystrój wnętrza nawiązuje do wyścigów - wszędzie porozwieszane są zdjęcia z najbardziej zasłużonymi końmi, na oknach wiszą zasłony z powtarzającym się konnym motywem, a jedną ze ścian zdobi drewniana głowa konia. - Przez wiele lat nic się tutaj nie działo. Postanowiłyśmy stworzyć miejsce, które będzie funkcjonowało nie tylko w sezonie i nie tylko w weekendy, ale przez cały rok - opowiada pani Alina.



Wyścigi konne - Tor SłużewiecRestauracja na trybunie/ materiały prasowe



Pod Podkową to raj dla koniarzy, ale i miłośników dobrej polskiej kuchni. Przy tatarze, karkówce czy placku po zbójnicku można dyskutować o ostatniej gonitwie, obstawiać kolejne, obserwować wyścig na telewizorze lub wyglądając przez okno czy prostu - relaksować się po pełnym emocji dniu.



Wyścigi konne - Tor SłużewiecPod Podkową / materiały prasowe



- Podczas ważnych wydarzeń czy gonitw emocje sięgają zenitu - opowiada pani Alina, która była świadkiem niejednej wygranej i niejednej porażki. - Klienci przychodzą i się żalą. Mówią, że mieli wszystko przeanalizowane i nagle przy kasie coś ich tknęło i postawili na innego konia. I wiadomo, jak się skończyło - dodaje.



Ale podkreśla, że wyścigi to przede wszystkim wielkie święto. Dotyczy to zwłaszcza dwóch największych imprez w roku - Wielkiej Warszawskiej oraz Derby.



Wyścigi konne - Tor Służewiecmateriały prasowe



To naprawdę trzeba kochać



Piękne stroje rodem z dawnej Warszawy oraz wspaniałe kapelusze to wyłącznie wisienka na torcie obu imprez. Najważniejszy jest wyścig i towarzyszące mu emocje. Nic dziwnego, bo jest o co walczyć. Pula nagród w Derby wynosi 148 750 zł, w Wielkiej Warszawskiej aż 218 750 zł. Trener konia, który pierwszy dobiegnie do mety, otrzymuje 10 proc. wygranej, 5 proc. trafia do kieszeni dżokeja, resztę zgarnia właściciel konia.



Józefowi Siwonii dwukrotnie udało się zwyciężyć w Wielkiej Warszawskiej - w 2006 roku z koniem Night Express oraz trzy lata później z ukochanym Hipolinerem, dla rodziny Hipciem. Koń ten zdobył dla pana Siwonii niejedną ważną nagrodę - zarówno w Polsce, jak i za granicą. - Uwielbiałam wyjeżdżać z mężem na zawody. Było cudownie, gdy nagle rozbrzmiewał na torze Mazurek Dąbrowskiego, bo wygrał polski koń. Te chwile pamiętam najlepiej - wspomina z rozrzewnieniem pani Alina.



Wyścigi konne - Tor SłużewiecJózef Siwonia z Hipolinerem i dżokejem Antonem Turgaevem. W jasnej koszuli - mąż Patrycji Daniel Bawer/ materiały prasowe



Nic dziwnego, że Hipoliner stał się bohaterem jednego z obrazów, który obecnie zajmuje ważne miejsce na ścianie restauracji Pod Podkową. - To był prezent dla męża z okazji 60. urodzin. Wyprawiliśmy je na dwa dni przed Wielką Warszawską. Życzyliśmy mu wtedy, żeby wygrał wyścig. I się spełniło - wspomina pani Alina.



Wyścigi konne - Tor SłużewiecDerby 2014/ materiały prasowe



Mniej szczęścia Józef Siwonia ma z Derby, czyli gonitwą przeznaczoną dla trzyletnich koni krwi angielskiej, której dystans wynosi 2400 metrów. - To trudny wyścig, bardzo nieprzewidywalny, wszystko może się zdarzyć - tłumaczy.



Nie mniej niż panu Józefowi na zwycięstwie w Derby zależy pani Alinie. - Córka się zawzięła, że dopiero jak tata wygra Derby, to będzie wnuk - śmieje się. - A co roku jest tak samo. Przed sezonem kilka miesięcy ciężkiej pracy, duże koszty i wysiłek włożone w treningi, a potem i tak nie wiadomo, co się wydarzy. Żeby mieć konie, trzeba to naprawdę kochać i nie liczyć na wielkie zyski - dodaje pani Alina.



Nadzieja jest zawsze



Tor Służewiec żyje swoim własnym rytmem. Od listopada do kwietnia bramy toru dla publiczności się zamykają. Zdawałoby się, że to martwy okres, ponieważ sezon rusza dopiero w kwietniu. Nic bardziej mylnego.



Wyścigi konne - Tor Służewiecmateriały prasowe



- To intensywny czas treningowy - opowiada Patrycja, która dzieli obowiązki między pracą w roli trenera a pomaganiem mamie w restauracjach. Odkąd ruszyła restauracja Pod Podkową pracuje przez okrągły rok, ponad 12 godzin na dobę. - Z tatą wstajemy o 5 rano, idziemy do stajni, przygotowujemy konie do treningu, sprawdzamy, czy wszystkie są zdrowe, czy nie trzeba zlecić jakichś badań, przez kilka godzin jeździmy. Po południu tata kończy pracę, a ja idę pomagać mamie. I tak do samego wieczora. A potem trzeba jeszcze odpisać na maile, przygotować plan na kolejny dzień - wylicza swoje obowiązki Patrycja.



Gdy zbliża się sezon, robi się coraz intensywniej i coraz bardziej nerwowo. Konie kończą kilkumiesięczną fazę treningową i już lada dzień zajmą swoje boksy, na sygnał pogalopują przed siebie, by powalczyć o zwycięstwo. Do koni, które wygrywają, właściciele oraz trenerzy mają największy sentyment.



Wyścigi konne - Tor SłużewiecJózef Siwonia na koniu Taran - rok 1978, Sopot/ materiały prasowe



Obok Hipolinera ważne miejsce w sercu pana Józefa zajmuje Taran. - Tata wygrał na nim w 1978 roku w Sopocie. To był jego pupil i to na jego cześć tata nazwał swoją stajnię jego imieniem - opowiada Patrycja. Ona również ma na swoim koncie dwa zwycięstwa - pierwsze z koniem Danjazz, drugie z Underbergiem, czyli po prostu Unciem. Z kolei wielką miłością pani Aliny jest klacz Dryblerka, która ma na koncie aż cztery zwycięstwa.



Tor SłużewiecPani Alina i Dryblerka/ materiały prasowe



- Ale my kochamy wszystkie konie, zwłaszcza córka, która chyba najbardziej przeżywa, kiedy któryś zachoruje albo coś mu się stanie podczas wyścigu - mówi pani Alina. - Dlatego nie chciałabym, żeby zawodowo związała się z wyścigami. Do tego trzeba mieć twardy tyłek - dodaje.



- Myślałam, że się rozpadnę na milion kawałków, jak nasz koń Serwer nagle padł na celowniku [meta na hipodromie - przyp. red.] - mówi ze smutkiem Patrycja. - Przez jakiś czas było mi ciężko, ale wróciłam na tor. Bo ja wiem, że te konie po prostu kochają się ścigać, to prawdziwi sportowcy - dodaje.



To, co przydarzyło się Serwerowi, zdarza się bardzo rzadko. Najczęściej konie, podobnie jak ludzie, doznają po prostu kontuzji. Niektóre są jednak na tyle poważne, że na zawsze wykluczają je z zawodów. - Wtedy konie idą pod opiekę prywatnych osób lub wykorzystywane są w celach rekreacyjnych. Te najbardziej zasłużone trafiają do hodowli - tłumaczy Patrycja.



Wyścigi konne - Tor SłużewiecPatrycja, pani Alina i Underberg materiały prasowe



To tam z czasem płodzą lub rodzą potencjalnych zwycięzców - przyszłych Hipolinerów i Taranów. Gdy młodzi potomkowie dojrzą do tego, by rozpocząć karierę wyścigową, szybko okaże się, który w największym stopniu odpowiadać będzie za falę okrzyków na trybunach oraz za którym z sercem walącym jak młotem trener, właściciel oraz ich rodziny wodzić będą wzrokiem, głęboko licząc na to, że ogromne pieniądze włożone w treningi zwrócą się z nawiązką. Bo jak mówi pani Alina: - Jak w każdej stajni, nigdy nie traci się nadziei na wygraną.



Wyścigi konne - Tor SłużewiecDerby 2014/ materiały prasowe



"Bomba w górę", czyli rozpoczęcie sezonu 2015



A już w niedzielę 19 kwietnia o godz. 13 inauguracja 71. sezonu wyścigowego na Służewcu. Aż 77 koni zostało zgłoszonych do dziewięciu gonitw pierwszego dnia wyścigowego w Warszawie. W sześciu rywalizować będą szlachetne i szybkie folbluty (pełna krew angielska), a w trzech słynące z urody i dzielności araby czystej krwi. Dosiadać ich będą najlepsi służewieccy dżokeje, na czele z rewelacyjnym 20-letnim czempionem Szczepanem Mazurem.



- W dzień wyścigów konie już nie trenują, spacerują sobie po murawie i się relaksują. Trener sprawdza, czy są zdrowe, wesołe i gotowe do dużego wysiłku. Tuż przed gonitwą prezentują się przed publicznością, następnie wykonują tzw. forkenter, czyli bieg próbny, i kierują się do maszyny startowej - opowiada Patrycja. - A potem idzie bomba w górę, konie ruszają i zaczyna się wyścig - dodaje.



Wyścig trwa od około minuty do dwóch, w zależności od rodzaju i wieku koni oraz długości trasy. - Największe emocje są na ostatniej prostej. Wtedy wszyscy mamy gdzieś wstyd i krzyczymy z całych sił, żeby koń dał z siebie wszystko - opowiada Patrycja. Gdy konie kończą bieg, idą odpoczywać. Kolejny raz będą mogły pobiec dopiero za trzy, cztery tygodnie. Ich miejsce zajmuje kolejna grupa. Przerwa między gonitwami to pół godziny. Zazwyczaj w ciągu jednego dnia wyścigowego odbywa się osiem, dziewięć gonitw.



Ważnym wydarzeniem pierwszego dnia sezonu będzie otwarcie dla publiczności II Trybuny, która w ostatnich latach została pieczołowicie odrestaurowana pod nadzorem stołecznego konserwatora zabytków. Remont przywrócił jej międzynarodowy status obiektu tzw. kategorii I. W otwartej ponownie trybunie na widzów czekać będzie wiele atrakcji, m.in. wystawa przedwojennych zdjęć toru, a także stoiska z rękodziełem.