YOUTUBE. Nokaut Szpiki na YOUTUBE. Zobacz! WIDEO

Artur Szpilka został znokautowany w 9. rundzie pojedynku z Deontayem Wilderem. Amerykanin obronił tytuł mistrza świata WBC. Zobacz nokaut na Youtube

Bardzo długo lekarze wisieli nad polskim pięściarzem. Spojrzał na chwilę na Kamilę, swoją dziewczynę, całą walkę przeżywała, płakała podrywała się na równe nogi, a po nokaucie przyskoczyła do ringu. Kilkanaście minut później Szpilka już rozmawiał, odpowiadał i mimo próśb lekarzy, podnosił głowę z usztywnienia kręgosłupa. Zawieziono go jednak do szpitala.


Cięższy, mniejszy Szpilka (106 kg na oficjalnym ważeniu, 190 cm wzrostu), dwumetrowy Wilder ważył 103,5, ale masę Amerykanin rekompensował zasięgiem ramion (211 cm w porównaniu do 191 Szpilki), sprawnością, atletyzmem.


 

Szpilka miał przetestować to, czego - według jego trenera Ronnie Shelidsa, zajmującego się od dziewięciu miesięcy pięściarzem w Houston - jeszcze nikt rzetelnie nie wykonał. Mianowicie miał zająć się obijaniem korpusu mistrza. Miał kontrować, w kontrach wchodzić blisko rywala i uderzać doskonałą bronią mańkutów, prawym sierpowym. Jakby wyszło, byłby pierwszym polskim mistrzem świata wagi ciężkiej po nieudanych próbach Andrzeja Gołoty, Tomasza Adamka, Alberta Sosnowskiego i Mariusza Wacha.

 

Szpilka dzielnie walczył, agresywnie, był szybki. Wykorzystał to, że Wilder zaczął walkę nerwowo. Że nie wykorzystywał swojej przewagi zasięgu ramion. Szpilka przegrał pierwsza rundę, był blisko wygrania drugiej i trzeciej. Ale stopniowo Wilder odzyskiwał animusz. Szpilka był blisko wygrania również siódmej rundy. Mimo, że zdarzało się, że otrzymywał potężne ciosy, pokazywał Wilderowi, że nic mu nie jest, że chce więcej.

 

W dziewiątej dostał więcej.

 

Pojedynek oglądał Rosjanin Aleksander Powietkin, który zmierzy się ze zwycięzcą w maju lub czerwcu w Barclays Center, Tyson Fury, który liczy na unifikacyjny pojedynek od kiedy sensacyjnie pokonał Władimira Kliczkę, był urodzony brooklyńczyk Mike Tyson (publiczność skandowała "Tyson! Tyson!") i Lennox Lewis - obaj niegdysiejsi mistrzowie wszech wag wersji WBC.

 

Między nich wszedł Szpilka, gdy wezwano go do ringu. Jego i Wildera.

 

Tuz przy ringu siedzieli Adamek, który dostał solidne lanie od Szpilki w Krakowie i od Witalija Kliczki we Wrocławiu, ówczesnego mistrza WBC, i Andrzej Fonfara, walczący o tytuły tej federacji. Polacy ogłuszająco dopingowali Adama Kownackiego, chłopaka z Greenpointu, a potwornie wygwizdali jego przeciwnika i wiadomo było, że zgotują Wilderowi piekło. Ponieważ kibice wykupili dziewięć tysięcy biletów, przygotowano jeszcze trzy tysiące na najwyższych trybunach Barclays Center, i tam byli ludzie, i tam też byli kibice Szpilki.

 

- Polacy wierzą. A ja mam szansę zmienić to, co było do tej pory [być pierwszym polskim mistrzem świata w wadze ciężkiej - rl]. Czuję szaleństwo ludzi na trybunach, ale to działa negatywnie i pozytywnie. Ja jestem takim człowiekiem, że potrzebuję tego. Ale potrafię się też wyciszyć. W tej walce nie będzie ważne ura-bura-szef-podwóra. Trzeba będzie się skoncentrować. Muszę być nowym, innym zawodnikiem niż do tej pory, nie mogę pozwolić sobie na moment przestoju w ringu. Jest to inna skala walki, i za rywala mam punchera, bijącego obszernie. Jak go trafię, to nie ma bata, żebym odpuścił - mówił Szpilka sport.pl przed walką.

 

Od początku Szpilce przeciwnik się nie podobał. Miał mu za złe wypowiedzi, że "jest nikim", i nie wiadomo, ile było w tym próby promowania pojedynku, czy napędzania się, zbierania energii, aby móc wejść na wyższy poziom. W każdym razie krótka szarpanina na tarasie widokowym nowego WTC na Manhattanie była autentyczna, autentycznie trzeba było ich rozdzielać. - Aż mnie ręka bolała, kiedy odciągałem Artura, aby jakiegoś głupstwa nie zrobił - powiedział jego polski współpromotor Andrzej Wasilewski podczas oficjalnego ważenia, kiedy rywale się przekrzykiwali, a Szpilka rwał się, aby znów pokazać, że nie boi się nikogo.

 

- Ale będzie między nami zła krew, bo ja mu nie odpuszczę wygadywanych głupot. Biorę je pół żartem, pół serio. Sam sobie nakręca bicz tym, co gada. Oczywiście jest mistrzem świata, ale po co mu to. Ja gadałem takie rzeczy przed walką z Bryantem Jenningsem i wiadomo, jak się skończyło [druzgocącą porażką Szpilki przez nokaut - rl]. Sam sobie nie narzucam presji. Nic nie muszę. Mogę i chcę, a to już jest bardzo dużo. Wszystko jest w mojej głowie, i naprawdę dużo pracowałem, aby tak się czuć. Słuchajcie, Wilder jest to duży zawodnik, ale braki ma niesamowite - mówił.

 

Na godziny przed początkiem walki zrelaksowany Artur Szpilka prosto z hotelowego pokoju postanowił wysłać do kibiców specjalny komunikat. Pewny siebie Polak zdradza m.in. co jadł na śniadanie oraz tym, że nie może się doczekać aż zdobędzie "pierwszego polskiego mistrza świata".

 

Teraz czekają go lekarskie badania i powrót, najpierw do zdrowia, potem do formy.


Potężny cios powalił Szpilkę. Nie było czego zbierać [ZDJĘCIA]