Na zły początek dnia: no to pierwsze rozczarowanie pucharowe mamy już za sobą


Nie, żebyśmy się tego jakoś bardzo nie spodziewały, ale zeszłotygodniowe zwycięstwo Jagiellonii Białystok nad Irtyszem Pawłodar jakoś uśpiło naszą czujność. Okrutny żart, okrutny. Wczoraj Jagiellonia przegrała w Kazachstanie zdobywając laur pierwszeństwa w ogólnonarodowym plebiscycie na odpadanie z europejskich pucharów.
Jagiellonia rozczarowała Pierwsze rozczarowanie pucharowe mamy już za sobą. W czwartek Jagiellonia przegrała w Kazachstanie, zdobywając laur pierwszeństwa w ogólnonarodowym plebiscycie na odpadanie z europejskich pucharów. Nie, żebyśmy się tego jakoś bardzo nie spodziewały, ale zeszłotygodniowe zwycięstwo Jagiellonii Białystok nad Irtyszem Pawłodar jakoś uśpiło naszą czujność. W czwartek Jagiellonia przegrała w Kazachstanie, zdobywając laur pierwszeństwa w ogólnonarodowym plebiscycie na odpadanie z europejskich pucharów. Dowcipy o odpadaniu z europejskich pucharów już się nam skończyły. Podobnie jak cierpliwość, dobry humor i nadzieja. Nie jesteśmy nawet jakoś specjalnie złe na Jagiellonię, i nawet nam się nie chce szczególnie wyzłośliwiać. Właściwie to dla Jagi samo wywalczenie miejsca pucharowego było sporym sukcesem. Sukcesem było strzelenie bramki Irtyszowi u siebie, sukcesem było dotarcie do Kazachstanu, więc może powinnyśmy się cieszyć? Nie będziemy roztrząsać błędów trenera Probierza (polskiego Guardioli, przy czym "polskiego" jest tu słowem kluczowym) i zastanawiać się, co by się stało, gdyby od początku zagrał Tomasz Frankowski, słońce nie świeciło, bramka była okrągła, a piłki dwie. W zasadzie to nawet cieszymy się, że mamy to już za sobą. Z polskimi drużynami w pucharach jest trochę jak z wyrywaniem zęba... albo nie, darujmy sobie nawet tę analogię... jeszcze tylko Wisła, Lech, Legia i znowu będziemy mogły mieć głupią nadzieję na przyszły sezon...

Nasi koledzy Z czuba napisali, że przez sześć lat opowiedzieli już wszystkie dowcipy o odpadaniu z europejskich pucharów. My istniejemy niemal o połowę krócej, ale nam dowcipy też już się skończyły. Podobnie jak cierpliwość, dobry humor, nadzieja i pomysły na to, jak po raz kolejny sprafrazować tytuł "Drużyna X odpada z europejskich pucharów".

Nie jesteśmy nawet jakoś specjalnie złe na Jagiellonię, i nawet nam się nie chce jakoś szczególnie wyzłośliwiać pod adresem piłkarzy z Białegostoku. Właściwie to dla Jagi samo wywalczenie miejsca pucharowego było sporym sukcesem, bardzo ładnie zresztą świętowanym:

BIALYSTOK, POLAND - MAY 29: Marcin Burkhardt (L) and Alexis Norambuena (C) of Jagiellonia Bialystok celebrate victory during their Polish First Division match between Jagiellonia Bialystok and Ruch Chorzow on May 29, 2011 in Bialystok, Poland. (Photo by Artur Reszko/EuroFottball/Getty Images)

Sukcesem było strzelenie bramki Irtyszowi u siebie, sukcesem było niezgubienie się po drodze do Kazachstanu, więc może powinnyśmy się cieszyć z takich małych sukcesów? Nie będziemy roztrząsać błędów trenera Probierza (polskiego Guardioli, przy czym "polskiego" jest tu słowem kluczowym) i zastanawiać się co byłoby inaczej gdyby od początku zagrał Tomasz Frankowski, a jedynym napastnikiem nie był Maycon (chociaż wszyscy wiedzą, że Maicon to obrońca), słońce nie świeciło, bramka była okrągła a piłki dwie. W zasadzie to nawet cieszymy się, że mamy to już za sobą. Z polskimi drużynami w pucharach jest trochę jak z wyrywaniem zęba... albo nie, darujmy sobie nawet tę analogię... jeszcze tylko Wisła, Śląsk i Legia i znowu będziemy mogły mieć głupią nadzieję na przyszły sezon...

 

PS. No dobra, on naprawdę jest trochę podobny do Guardioli...

Michał Probierz