Z Brazylią na rozgrzewkę przed turniejem finałowym LŚ

Też miałyście takie wuefy w liceum, po których 10 minutach słaniałyście się z nóg, a pan wuefista uśmiechał się tylko szyderczo obwieszczając, że prawdziwe ćwiczenia nastąpią dopiero teraz? O takich właśnie rozgrzewkach mówimy.

Brazylia - wiadomo. W meczach o punkty nie wygraliśmy z nimi od 2002 roku. Żądza sukcesu jest teraz jeszcze większa, bo na terenie przeciwnika kilka tygodni temu był on już tak blisko, tak blisko! I nieważne, że dla polskiej reprezentacji te mecze tak naprawdę są "tylko" przetarciem przed Final Eight, pojedynki z "Canarinhos", w Katowicach - magia. O czym doskonale wiedzą również Brazylijczycy.

- Polacy nas uwielbiają. Mam stąd same dobre wspomnienia - rozmarza się Giba.

Miłości na boisku ze strony naszych podopieczni Bernardo Rezende nie mogą się jednak spodziewać.

- W Brazylii zagraliśmy na dobrym poziomie. W Katowicach musimy utrzymać podobną dyspozycję. Do rywalizacji w Spodku podchodzimy tak samo jak na ich terenie. Zobaczymy, co uda się wyrwać. Na pewno nie odpuścimy! - zapewnia Bartek Kurek.

Szkoleniowiec Brazylijczyków sam również nie liczy na łatwą przeprawę w meczach z naszymi siatkarzami.

- Oglądam mecze Polaków i widzę, że stają się coraz lepsi w elementach, z którymi mieli wcześniej problemy - ocenia Bernardo Rezende.

Dodajmy, że "Canarinhos" cały czas walczą o miejsce w czołowej ósemce, która wystąpi w Ergo Arenie. Liderują naszej grupie, ale do przypieczętowania awansu brakuje im jednego punktu (a więc przynajmniej jednej porażki 2:3). W przypadku gdyby Polska zwyciężyła z nimi dwukrotnie do zera, a Amerykanie w takim samym stosunku setów uporali się z Portoryko, Brazylijczyków w Gdańsku zabraknie. Z drugiej, chciałybyśmy zobaczyć tam również Matthew Andersona Amerykanów. No i już same nie wiemy.

Niech wszystko zweryfikuje boisko. O.