Kubot gra o ćwierćfinał!!!

Kankany, obietnice i zaklęcia pomogły - Łukasz Kubot rozbił ósmą rakietę świata, Gaela Monfilsa i dziś stanie przed życiową szansą. Problem w tym, że spróbuje mu w tym przeszkodzić hiszpańskie ciasteczko - Feliciano Lopez.

Ale po kolei. Mecz z Monfilsem (jak większość meczy na tegorocznym Wimbledonie) trwał dwa dni i był przerywany deszczem. Pierwszy set należał zdecydowanie do Łukasza, w drugim Gael zaczął serwować jak diabeł i wynik się wyrównał. Przy stanie 6:3, 3:6, 3:3 (40:40) mecz trzeba było zakończyć i wszyscy byli zgodnie, że pierwsze piłki sobotniego wznowienia mogą być kluczowe. Wygrał je nasz tenisista, a dalej poszło gładko, Monfilsowi nie pomogły asy serwisowe, akrobatyczne uderzenia i wyskoki.

Gael Monfils

Kubot był wspaniały, skoncentrowany, pewny siebie, bardzo agresywny. Po raz kolejny akcje serve&volley, ofensywna gra przy siatce zjednały mu sympatię widzów na korcie nr 3. A po ostatniej akcji oczywiście zatańczył! (Zwróćcie uwagę na akcję przedostatnią, w której Monfils pokazał jak sprawnym i szybkim zawodnikiem jest - to jednak było za mało na Łukasza).

Kubot już raz był w IV rundzie turnieju tej rangi - w Australian Open w 2010 roku. Wtedy przegrał bardzo wyraźnie z Novakiem Djokoviciem. Teraz ma trochę słabszego przeciwnika. Feliciano Lopez to gracz solidny (wystarczająco by pokonać chimerycznego Andy'ego Roddicka), ale nie tej klasy co Monfils.

Tak nam się przynajmniej wydaje. Prawda jest taka, że Feliciano znajduje się w tej kategorii tenisistów, o których grze nie potrafimy nic konkretnego powiedzieć, dlatego, że oglądanie go na korcie przenosi nas w krainę intensywnych doznań estetycznych. Tak intensywnych, że gdzieś zacierają się różnice między dropszotami stopwolejami, smeczami i całą resztą. Gdy Lopez wchodzi na kort jedyne o czym potrafimy myśleć, to Niech ten zły i brzydki Federer/Nadal/Djokovic/Murray nie robi mu krzywdy! Niech mecz trwa jak najdłużej, niech ma pięć setów, tie-breaki, niech świeci słońce, by trzeba było często zmieniać koszulki. A wtedy naszym oczom ukazuje się to:

Feliciano Lopez

I teraz już nie jesteśmy pewne komu będziemy kibicować. No dobrze, to był żart. Ostatecznie Feliciano równie dobrze mogłybyśmy oglądać w galerii kasiapique, a Kubot na razie czegoś takiego się jeszcze nie doczekał. Może gdy zostanie ćwierćfinalistą?

Łukasz gra dziś jako drugi na korcie nr 3 (czyżby to była jego szczęśliwa arena?), początek meczu około godziny 15.

queenerica