Chciałyście wojny, no to ją macie, mówi do nas Caroline Woźniacki

I wytacza ciężkie działa.

No cóż, my mamy tylko nasze różowe klawiatury i ulotne słowa, podczas gdy ona ma sławę, pieniądze, znajomości i potęgę mediów całego świata. A jednak za nami stoi może nie tak wielka, ale silna, zwarta i gotowa Armia Ciachoczytelniczek, i jeśli Karolina tak bardzo chce tej wojny, to będzie ją miała.

A może to my jej chciałyśmy? Już zresztą nie pamiętamy, zgodzicie się jednak, że to ona prowokowała nas zawzięcie i bezlitośnie. Koszulka od Torresa, koszulka od Gerarda, wizyta w szatni Barcelony i słit focie z Gerim, szczebioczące flirciki i chichoty z  Novakiem Djokovicem, notoryczne wygrywanie z Isią, i bycie pierwszą rakietą na świecie w zupełnie przeciętnych sukienkach... nie mogłyśmy przechodzić koło tych rzeczy obojętnie.

Wygląda jednak na to, że blondwłosa tenisistka poczuła, że, jak śpiewał pewien poznański raper "cały świat ma u stóp" i upojona własnymi triumfami postanowiła walczyć dalej, bić, trafiać i zwyciężać, niezależnie od ceny, ofiar, potu i krwi. Tym razem w roli ciężkiej amunicji wystąpił Nicklas Bendtner, ten sam piękny, duński Nicklas w różowych korkach, zgubionych spodniach i niezachwianej pewności siebie. No cóż, tym ostatnim na pewno pasuje do swojej rodaczki... Co razem robili, dokąd szli, dlaczego wyglądali tak ładnie (no dobra, Nicklas wyglądał ładnie, Karolina był ładnie ubrana) - nie wiemy, ale jakie to ma znaczenie skoro celem tego wszystkiego było ewidentnie zdenerwowanie nas?

Wiemy jedynie, że wcześniej Nicklas załatwił tenisistce bilety na mecz Arsenalu z Liverpoolem, później zaś ona odwdzięczyła mu się zapraszając go  na londyńskie korty. Argh. Dobra, zobaczymy.Czas na małe zabawy z paintem, Karolinko.

Caroline Woźniacki

I co teraz?

Caroline Woźniacki

PS. Za donos dziękujęmy xvz.