Kryzysu w Buttmiltonie nie będzie, Jenson murem za Lewisem

W ogniu krytyki w jakim znowu po GP Kanady znalazł się Hamilton, nadeszła niespodziewana odsiecz.

Kryzysu w Buttmiltonie nie będzie Jenson Button stanął murem za Lewisem Hamiltonem Kryzysu w Buttmiltonie nie będzie. Jenson Button oświadczył, że nie ma żalu do Lewisa Hamiltona za kraksę, do której doszło podczas GP Kanady. W ogniu krytyki, w jakim znowu po GP Kanady znalazł się Hamilton, nadeszła niespodziewana odsiecz. Niespodziewana o tyle, że w obronie partnera z zespołu stanął Jenson Button, który miał współudział w najbardziej spektakularnej kolizji wyścigu. Wcześniej Hamilton maczał też palce w problemach Marka Webbera na początku wyścigu, nie wspominając już niewesołych perypetiach z ostatniego GP w Monako. Nie ma co ukrywać - Lewis jest teraz na cenzurowanym, a jego krytycy są bezlitośni. Do ich głosu nie przyłączy się z pewnością wielkoduszny Jens. - Oczywiście, że jest mi przykro z powodu kolizji z Lewisem. Nie wiedziałem, że jest za mną, on próbował mnie minąć, zderzyliśmy się, co jest smutne dla nas obydwu. Na początku ta sytuacja wyprowadziła mnie z równowagi, bo nigdy nie chcesz zderzyć się ze swoim kolegą z zespołu. To najgorsza rzecz, jaka może się przytrafić. Rozmawialiśmy po wszystkim i Lewis zachowywał się w porządku, był jednym z pierwszych gratulujących mi po wyścigu osób, co było bardzo miłe - wyznał niedzielny zwycięzca w rozmowie z BBC. Jenson Button na samym usprawiedliwianiu Lewisa za kraksę nie zakończył i płynnie przeszedł w elaborat pt. "Dlaczego kocham Lewisa Hamiltona". - To jest kierowca wyścigowy, wojownik. To jest właśnie powód dla którego chciałem być w McLarenie, razem i przeciwko super utalentowanemu kierowcy, który jest jednym z najlepszych zawodników F1 jakich kiedykolwiek widziałem - stwierdził. - Mierzenie się z nim na torze to świetna sprawa. Mamy dla siebie nawzajem dużo szacunku - dodał. No i widzisz Lewis, zostaw tą Rihannę... Bo zawsze możesz stać pod Jensona umbrellą ellą ellą e.

Niespodziewana o tyle, że w obronie partnera z zespołu stanął Jenson Button, który miał współudział w najbardziej spektakularnej kolizji wyścigu. Wcześniej Hamilton maczał też palce w problemach Marka Webbera na początku wyścigu, nie wspominając już niewesołych perypetiach z ostatniego GP w Monako. Nie ma co ukrywać - Lewis jest teraz na cenzurowanym, a jego krytycy są bezlitośni. Do ich głosu nie przyłączy się z pewnością wielkoduszny Jens.

- Oczywiście, że jest mi przykro z powodu kolizji z Lewisem. Nie wiedziałem, że jest za mną, on próbował mnie minąć, zderzyliśmy się co jest smutne dla nas obydwu. Na początku ta sytuacja wyprowadziła mnie z równowagi, bo nigdy nie chcesz zderzyć się ze swoim kolegą z zespołu. To najgorsza rzecz, jaka może się przytrafić. Rozmawialiśmy po wszystkim i Lewis zachowywał się w porządku, był jednych z pierwszych gratulujących mi po wyścigu osób, co było bardzo miłe - wyznał niedzielny zwycięzca w rozmowie z BBC.

Jenson Button na samym nie obwinianiu Lewisa za kraksę nie zakończył i płynnie przeszedł w elaborat pt "Dlaczego kocham Lewisa Hamiltona".

- To jest kierowca wyścigowy, wojownik. To jest właśnie powód dla którego chciałem być w McLarenie, razem i przeciwko super utalentowanemu kierowcy, który jest jednym z najlepszych zawodników F1 jakich kiedykolwiek widziałem - stwierdził. - Mierzenie się z nim na torze to świetna sprawa. Mamy dla siebie nawzajem dużo szacunku - dodał.

No i widzisz Lewis, zostaw tą Rihanne...

Bo zawsze możesz stać pod Jensona umbrellą ellą ellą e.

P.S. Myślicie, że wypowiedź Jensa wyglądała by tak samo, gdyby niedzielny wyścig inaczej  się dla niego zakończył? (Na przykład w murku obok Lewisa?)