Z cyklu: zdjęcie, które zabija: Andy Murray w... czymś

Ekhm... tjaaa... to co my miałyśmy powiedzieć?

Zdjęcie przysłała nam nasza niezastąpiona ostatnio apdejterka tenisowa ditsik, proponując jednocześnie aby poszło ono jak najszybciej w zapomnienie, ale co to, to nie. Nie wiemy czy Andy jest wielbicielem Miłosza, ale nie powinien być bezpieczny - poeta pamięta. Spisane będą czyny i rozmowy. Zresztą, po pierwszy szoku wydaje nam się, że już kiedyś widziałyśmy jednak to kuriozum, podobnie, jak rekompensujące jego wuteefowatośc oszałamiające zdjęcie poniżej (również od ditsika), ale repetitio est mater studiorum, a my wbrew Heraklitowi uważamy, że można wejść dwa razy do tej samej rzeki zdumienia i zachwytu.

A zatem drogie panie - enjoy!


Andy Murray

 

rybka