Sport.pl

Formułowe podsumowania: GP Australii

No to już wiemy, jak to jest oglądać wyścig F1 bez Roberta Kubicy. Wiemy też, że ciągle warto.

Naprawdę nie chciałyśmy być Kapitanem Oczywistym. Ale nawet jeśli wstawałyśmy cały weekend o świcie bez pojękiwań i zupełnie szczerze emocjonowałyśmy się wyścigiem, to jednak inaczej tego tekstu zacząć nie możemy:

Życzenia dla Roberta Kubicy od Lotus Renault, GP Australii

Oglądanie pierwszego od lat wyścigu bez Bobby'ego było mimo wszystko dziwne i pozbawione punktu przyczepienia niczym opony z twardej mieszanki tuż po wyjeździe z boksów. Popisy Witka cieszyły, ale nad jego bolidem cały czas unosiła się wirtualna chmurka -0,2s i bolesne rozterki, gdzie w tym bolidzie byłby teraz Kubica. Generalnie wiadomo, że:

 

Życzenia dla Roberta Kubicy od Lotus Renault, GP Australii

Ale wróćmy do wyścigu. To nie był pies sąsiada, to nie były nawet Wasze zęby szczękające na widok godziny na zegarku. To byłyśmy my, odszczekujące wszystkie (choć może się jeszcze z tymi wszystkimi wstrzymajmy) złe słowa pod adresem umiejętności Witalija Pietrowa. Rakieta wzięła nas i cały padok z absolutnego zaskoczenia.

 

Red Bull Formula One driver Mark Webber of Australia gestures in the pits before the qualifying session of the Australian F1 Grand Prix at the Albert Park circuit in Melbourne March 26, 2011.  REUTERS/Daniel Munoz   (AUSTRALIA - Tags: SPORT MOTOR RACING)

Świetny start, późniejsza spokojna i rozsądna jazda, a w rezultacie pierwsze podium w karierze. Szacunek, naprawdę. I radość, bo przyjemnie się patrzyło na szczęśliwego Witka ściskającego kurczowo swoje trofeum i deklarującego, że będzie z nim spał:

Miło. Tym bardziej, że Król Lew...

 

Cóż. Brodaty do naszych pupilów może i nie należy, ale źle mu przecież nie życzymy, a już na pewno nie póki reprezentuje barwy Renault. Mamy nadzieję, że Nick szybko upora się z problemami bolidu i demonami okoliczności w jakich w nim się znalazł, bo coś nam mówi, że jego psychika jednak trochę na tym cierpi.

Tymczasem do nieoczekiwanej zamiany miejsc doszło również w Buttmilton GP McLarenie. W wyścigu inauguracyjnym to Lewis Hamilton był tym jeżdżącym spokojnie, rozsądnie, (mimo zepsutej podłogi) rozważnym i romantycznym...

McLaren-Mercedes driver Lewis Hamilton of Britain attends a press conference following qualifying for Formula One's Australian Grand Prix in Melbourne on March 26, 2011. Hamilton will start from third position on the grid for the first race of the 2011 season which will be held on the 5.3km Albert Park road circuit on March 27.  IMAGE STRICTLY RESTRICTED TO EDITORIAL USE - STRICTLY NO COMMERCIAL USE AFP PHOTO / Greg WOOD (Photo credit should read GREG WOOD/AFP/Getty Images)

A Jenson...

 

Szalał na torze i tak się zapomniał w walce z Bejbi Massą, że nie zauważył nawet, że wyprzedził go w nieprzepisowy sposób. McLareny i tak jednak wbrew przedsezonowym spekulacjom prezentują niezłą formę, a nieoczekiwanie słabo radzi sobie Ferrari.

 

 

Nie możemy również nie wspomnieć o świetnym występie Sergio Pereza, który popisał się klasycznym Kubicą z 2006 roku, zajmując siódme miejsce po imponującym wyścigu, co zniweczone zostało późniejszą dyskwalifikacją. Wieszczymy podium za dwa wyścigi.

 

I tak przy blasku zachodzącego słońca zakończyło się GP Australii, zwiastujące ciekawie zapowiadający się sezon. Z tymże, nie narzekałybyśmy gdyby od czasu do czasu ktoś inny zatańczył układ z Gorączki sobotniej nocy na  pierwszym stopniu na podium.

 

Red Bull-Renault driver and reigning world champion Sebastian Vettel of Germany displays his trophy on the podium after winning Formula One's Australian Grand Prix in Melbourne on March 27, 2011. Vettel led throughout in his Red Bull to win the season-opening Australian Grand Prix in dominating style.    IMAGE STRICTLY RESTRICTED TO EDITORIAL USE STRICTLY NO COMMERCIAL USE   AFP PHOTO / Torsten BLACKWOOD (Photo credit should read TORSTEN BLACKWOOD/AFP/Getty Images)

Oraz, drogi Webbo:

 

ruby blue

P.S. Tęskniłyście?

 

 

 

Więcej o: