Liga Europejska jest dziwna


Co nie znaczy, że nie jest fajna.

Liga Europejska jest dziwna Podzielimy się z Wami kolejną porcją obserwacji z boisk młodszej siostry Ligi Mistrzów. Liga Europejska: Liverpool odpada i to z hukiem, co ma swoje dobre strony. Czerwoni mogą się teraz skupić na walce o czwarte miejsce i szansę walki o LM. 1. Liverpool odpada i to z głośnym hukiem, co ma swoje dobre i złe strony. Złe są oczywiste: Liverpool za burtą europejskich rozgrywek. Z drugiej strony, Czerwoni mogą się teraz skupić na walce o czwarte miejsce - i szansę walki o Ligę Mistrzów, my zaś (my, w sensie narodowym) możemy pocieszać się, iż nasz Lech nie odpadł z byle kim, a z pogromcami słynnego Liverpoolu... Inna sprawa, że wolimy nie fantazjować o tym, co by się stało, gdyby nasi chłopcy trafili na Liverpool w tak słabej kondycji. 2. To idzie młodość. Młodość ze Wschodu. Po tym jak w LM Szachtar sensacyjnie wyeliminował AS Romę, w jego ślady poszły inne zespoły ze Wschodu. I tak Dynamo Kijów mimo, iż dało sobie strzelić gola, wytrzymało presję i wyeliminowało Manchester City, zaś Spartak Moskwa w pierwszym meczu w Amsterdamie wygrał 1:0; teraz zaś, na własnym stadionie sprawił Ajaksowi ciężkie lanie zakończone soczystą trójką przeciwko tłuściutkiemu zeru. A, że w Spartaku naprawdę roi się od ładnych piłkarzy, jesteśmy całkiem zadowolone. My jednak możemy sobie być zadowolone, tymczasem angielska prasa nie może przeboleć porażek Liverpoolu i Manchesteru, a zwłaszcza głupio zarobionej czerwonej kartki Mario Ballotelliego przez, którą większą część meczu The Citizens grali w osłabieniu. No cóż, cieszymy się z Dynama i Szewczenki. 3. Bayer odpada, ale tanio skóry nie sprzedaje. Mecz Bayeru Leverkusen z Villarealem należały do najciekawszych na tym etapie rozgrywek. W sumie 8 goli, zacięta walka, no i sporo ciach zarówno w jednym, jak i w drugim zespole. 4. Trener Porto jest ładny. I odnosimy wrażenie, że do szczęścia nie jest Wam potrzebna informacja, że nazywa się Andre Villas Boas, ani, że Porto wygrało z CSKA Moskwa 2:1, prawda?

Oznacza to jedynie, że tak jak sygnalizowałyśmy tydzień temu dzieją się tam rzeczy, o których nie śniło się piłkarskim filozofom. A nawet jeśli się śniło, to były to raczej koszmary. A nawet jeśli nie koszmary, a piękne sny, to jednak, tylko sny. No dobrze, może nie będziemy się już dalej zapętlać w swoją włąsną, dość nieszczęśliwą stylistykę, i podzielimy się z Wami kolejną porcją obserwacji z boisk młodszej siostry Ligi Mistrzów.

1. Liverpool odpada


I to z całkiem głośnym hukiem, co ma swoje dobre i złe strony. Złe są oczywiste: Liverpool za burtą europejskich rozgrywek, Liverpool, który raz dał się pokonać, a raz nie mógł pokonać sam zespołu, który nazwą i historią nikogo nie rzuca na kolana, ale z drugiej strony, Czerwoni mogą się teraz skupić na walce o czwarte miejsce - i szansę walki o Ligę Mistrzów, my zaś (my, w sensie narodowym) możemy pocieszać się, iż nasz Lech nie odpadł z byle kim, a z pogromcami słynnego Liverpoolu... Inna sprawa, że wolimy nie fantazjować o tym, co by się stało, gdyby nasi chłopcy trafili  na Liverpool w tak słabej kondycji.


2. To idzie młodość. Młodość ze wschodu

Po tym jak w LM Szachtar dość sensacyjnie (choć w cieniu Barcelony i Arsenalu) wyeliminował AS Romę, w jego ślady poszły inne zespoły ze wschodu. I tak Dynamo Kijów, nad którym rozpływałyśmy się tydzień temu (przypominając, że Szewczenko żyje i ma się dobrze) mimo, iż dało sobie strzelić gola wytrzymało presję i wyeliminowało Manchester City, zaś Spartak Moskwa, który w pierwszym meczu w Amsterdamie, będąc drużyną wyraźnie słabszą i nieznośnie ostrzeliwaną zdołał jakimś cudem (przy czym "cud" jest tu chyba najbardziej adekwatnym słowem) wygrać 1:0; teraz zaś, na własnym stadionie sprawił Ajaksowi ciężkie lanie zakończone soczystą trójką przeciwko tłuściutkiemu zeru.

A, że w Spartaku naprawdę roi się od ładnych piłkarzy, jesteśmy całkiem zadowolone.

Spartak Moskwa

My jednak możemy sobie być zadowolone, tymczasem angielska prasa nie może przeboleć porażek Liverpoolu i Manchesteru, a zwłaszcza głupio zarobionej czerwonej kartki Mario Ballotelliego przez, którą większą część meczu The Citizens grali w osłabieniu. No cóż, my cieszymy się z Dynama i Szewczenki, a okazjonalne odpadanie Liverpoolu, aż tak bardzo nie przeszkadza, jeśli tylko Andy Caroll i Dirk Kuyt będą z takim wdziękiem pozować do wspólnych słit foci:

Liverpool's Andy Carroll (R) and Dirk Kuyt (C) wait for a corner kick against Braga during their UEFA Europa League football match at Anfield in Liverpool, north-west England, on March 17, 2011. AFP PHOTO/PAUL ELLIS (Photo credit should read PAUL ELLIS/AFP/Getty Images)

 

3. Bayer odpada, ale tanio skóry nie sprzedaje

Mecze Bayeru Leverkusen z Villarealem należały do najciekawszych na tym etapie rozgrywek. W sumie 8 goli, zacięta walka, no i sporo ciach zarówno w jednym, jak i w drugim zespole. Niech będzie jednak przywilejem zwycięzców, że teraz pozachwycamy się strzelcami z Żółtej Łodzi Podwodnej a zwłaszcza śliczniusim Włochem Giuseppe Rossim...

Villarreal's Italian forward Giuseppe Rossi (R) vies with Bayer Leverkusen Lars Bender (L) during the UEFA Europa League football match Villareal vs Bayer  Leverkusen at Madrigal stadium on March 17, 2011 in Villarreal. AFP PHOTO/ JOSE JORDAN (Photo credit should read JOSE JORDAN/AFP/Getty Images)


4. Obseracja numer 4.: trener Porto jest ładny.

FC Porto???s coach Andre Villas Boas applauds during their UEFA Europa League round of 16 football match against CSKA Moscow at the Dragao Stadium in Porto, on March 17, 2011. Porto won the match 2-1. AFP PHOTO / MIGUEL RIOPA (Photo credit should read MIGUEL RIOPA/AFP/Getty Images)

I odnosimy wrażenie, że do szczęścia nie jest Wam potrzebna informacja, że nazywa się Andre Villas Boas ani, że Porto wygrało z CSKA Moskwa 2:1, prawda?