Javier Hernandez i coca-cola zero zmieniają świat w piękniejsze miejsce

Pozostajemy w narracji superbohaterów, którzy, tym razem za pomocą magicznego artefaktu potrafią przemienić szarą rzeczywistość w piękny sen. W roli superbohatera: Chocarito, w roli artefaktu: coca-cola zero.
Javier Hernandez i coca-cola Szara rzeczywistość zostaje przemieniona w piękny sen! Nie sądzicie, że główny problem Manchesteru polegał na tym, że w drużynie brakowało młodych ciach? Nowa era jednak nadeszła wraz z pojawieniem się Chocarito! Pozostajemy w narracji superbohaterów, którzy, tym razem za pomocą magicznego artefaktu, potrafią przemienić szarą rzeczywistość w piękny sen. W roli superbohatera: Chocarito, w roli artefaktu: coca-cola zero. Nam to w sumie wystarczyłby sam Chicarrito, żeby szarą rzeczywistość przemienić w piękny sen, ale już nie czepiajmy się szczegółów - pić z nim colę to też byłoby miło. W reklamie przywołane zostały pierwsze, jakże trudnych dni (a właściwie godziny) Javiera w Manchesterze, który, jak każde wychowane na stereotypach dziecko wie, jest szary, brudny i ponury. Przynajmniej do czasu, kiedy nie pojawi się w nim młody, śliczny reprezentant Meksyku i nie napije się coli zero. Wtedy świat staje się lepszym miejsce nie tylko dla niego, ale także dla okolicznych dziennikarek, co dodaje nam otuchy w ten ponury, niczym w Manchesterze, dzień. Nie sądzicie, że główny problem Manchesteru polegał na tym, że są taką świetną i fajną drużyną, ale brakuje tam młodych i słodki ciach o południowych rysach (a przecież każdy Meksykanin jest chociaż trochę Hiszpanem)? Nadchodzi jednak nowa era, najbardziej dotkliwe problemy zostały zażegnane.

I  nie chcemy to uprawiać kryptokontrreklamy, ale nam to w sumie wystarczyłby sam Chicarrito, żeby szarą rzeczywistość przemienić w piękny sen, ale już nie czepiajmy się szczegółów - pić z nim colę to też byłby niezły fun.

Tymczasem otrzymujemy obrazek z pierwszych, jakże trudnych dni (a właściwie godzin) Javiera w Manchesterze, który, jak każde wychowane na stereotypach dziecko wie, jest szary, brudny i ponury. Przynajmniej do czasu kiedy nie pojawi się w nim młody, śliczny reprezentant Meksyku i nie napije się coli zero. Wtedy świat staje się lepszym miejsce nie tylko dla niego, ale także dla okolicznych dziennikarek, co dodaje nam otuchy w ten, ponury niczym w Manchesterze dzień.



A pamiętacie jeszcze granie na kanapkach wspólnie z kolegami z reprezentacji? To dopiero był fun...

PS. I nie sądzicie, że główny problem Manchesteru polegający na tym, że są taką świetną i fajną drużyną, ale brakuje tam młodych i słodki ciach o prowieniencji południowej (a przecież każdy Meksykanin jest chociaż trochę Hiszpanem), właśnie się skończył?

JAvier HErnandez ''Cicharito''

Tylko spójrzcie na te rzęsy... lubić nam tu Groszka na potęgę, ale to już.