Sport.pl

Na szczytach rozpaczy i powiew wiosny, czyli wtorek z Ligą Mistrzów

Przy czym przez "powiew wiosny" rozumiemy "wiatr ze wschodu" nie chciałyśmy jednak, żeby to zabrzmiało zbyt obcesowo i dosyć banalnie. A tak w ogóle to ten tekst jest przynętą, w której pod pozorem rozlewania heraklitowych łez nad klęską Kanonierów i opiewania fantastycznie nastrojoną lutnią podań Iniesty, będziemy Was namawiać do oglądania Tottenhamu z Milanem i Schalke z Valencią. Bo dziś kolejny wieczór sponsorowany przez zakłady bukmacherskie literkę E jak Emocje i Ł jak Łzy.
Na szczytach rozpaczy Londyńczycy polegli i stracili szansę na finał LM FC Barcelona pokonała Arsenal Londyn 3:1 w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów. Katalończycy zwyciężyli, choć prezentowali się gorzej niż zazwyczaj FC Barcelona pokonała na własnym stadionie Arsenal Londyn 3:1 w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów. Katalończycy zwyciężyli, choć prezentowali się gorzej niż zazwyczaj. Londyńczycy stracili ogromną szansę, wcześniej wydawało się, że zjawisko słabo grającej Barcy w ważnym meczu w przyrodzie po prostu nie występuje. Trzeba wyrwać się z letargu i napisać kilka słów o meczu, który chyba nie do końca spełnił pokładane w nim nadzieje - piłkarze obu drużyn ruszali się jakoś tak... ospale. Barcelona zdawała się być tak sparaliżowana strachem wynikającym z faktu, że na środku jej obrony nie znajdują się ludzie o nazwiskach Puyol i Pique, że przez większą część meczu nie wypuszczała Arsenalu poza ich własne pole karne, a potem stwierdziła chyba, że najlepszym sposobem na pokonanie strachu przed Busquetsem jest skonfrontowanie się ze strachem i strzelenie samobójczego gola za pomocą tegoż Busquetsa, skoro w planach i tak ma się podbój świata, a przynajmniej bramki Arsenalu jeszcze dwukrotnie.

Ale po kolei i do rzeczy. Kto jednak trochę wierzył, że Dawidowi uda się pokonać Goliata, i komu jest teraz trochę smutno - palec pod budkę. Dziękujemy. Mamy dla Was zdjęcie porażające interpretacyjną ambiwalencją wzmocnioną przez jedną białą rękawiczkę, która wygląda jak gumowa, i wiemy, że medytowanie nad tym zdjęciem mogłoby Wam skutecznie zająć czas do wieczora...

Barcelona's coach Pep Guardiola talks with Arsenal's midfielder Jack Wilshere during their Champions League round of 16, 2nd leg football match FC Barcelona vs Arsenal on March 8, 2011 at Camp Nou stadium in Barcelona. AFP PHOTO / LLUIS GENE (Photo credit should read LLUIS GENE/AFP/Getty Images)

...trzeba jednak wyrwać się z letargu i napisać kilka słów o meczu, o którym jeszcze więcej słów napiszemy nieco później, który jednak chyba nie do końca spełnił pokładane w nim nadzieje, bo albo nasz redakcyjny telewizor jest bardzo wolny, albo mamy słabe łącze, albo piłkarze obu drużyn ruszali się jakoś tak... ospale. Barcelona zdawała się być tak sparaliżowana strachem wynikającym z faktu, że na środku jej obrony nie znajdują się ludzie o nazwiskach Puyol i Pique, że przez większą część meczu nie wypuszczała Arsenalu poza ich własne pole karne, a potem stwierdziła chyba, że  najlepszym sposobem na pokonanie strachu przed Busquetsem jest skonfrontowanie się ze strachem i strzelenie samobójczego gola za pomocą tegoż Busquetsa, skoro w planach i tak ma się podbój świata, a przynajmniej bramki Arsenalu jeszcze dwukrotnie.

Na osobnego bohatera meczu wyrósł jednak Massimo Bussaca, znany również jako "ten sędzia z biczfejsem", który postanowił ukraść widowisko piłkarzom (w sumie i tak im za bardzo nie wychodziło) i stać się bohaterem rumunistów z poznaniatwitterowych, internetowych i ogólnoswiatowych kontrowersji wyrzucając z boiska Robina ven Persiego za kopnięcie piłki po gwizdku, co w naszej klasyfickacji "najgłupszych drugich żółtych kartek" plasje się gdzieś bardzo wysoko, nie zmienia chyba jednak faktu, że Barcelona, no cóż, była jednak lepsza, na który to temat oddamy niedługo głos Marinie.

Fulltime - Watch the top videos of the week here

Tymczasem w odległej galaktyce toczyla się wojna cywilizacji. Najeźdzcy ze Wschodu już dwa tygodnie wcześniej spustoszyli Rzym, a teraz, na własnym terenie udowadniali tylko, że zgniły i dekadencki Zachód musi uznać wyższość Zielonej Ukrai... nie, beznadziejny ten dyskurs kolonialno - kulturowy. Może po porstu powiemy, że choć uwielbiamy Tottiego, a do De Rossiego wzdychamy nawet jak zakłada głupią czapkę, to jednak cieszymy się z każdego świeżego powiewu w Lidze Mistrzów i chylimy czoła przed sukcesem Szachtar, życząc mu nawet szczęścia w dalszym losowaniu.

 

3-0 - Click here for funny video clips

 

Dziś wieczorem mamy natomiast zamiar otworzyć nozdrza na jeszcze więcej świeżego powiewu, i mamy nadzieję, że nei przestaniecie nas lubić jeśli zdradzimy się ze swoimi sympatiami, które nazywają się Tottenham Londyn i Schalke 04 Gelsenkirchen, a na drugie mają: Raul, Manuel Neuer i Niko Krancjar. I wcale nie wszystko jest jeszcze rozstrzygnięte. Tottenham gra co prawda u siebie, ale Milan potrafi dokonywać cudów męstwa także na wyjeździe, poza tym Alessandro Nesta ma nową fryzurę, co może skutkować efektem "odwrotnego Samsona". W przypadku Schalke sprawa jest zaś jeszcze bardziej skomplikowana, bowiem przywieziona z Valencii bramka jest bardzo słabą zaliczką, ale ponieważ przy klawiaturze jest akurat proniemiecka część redakcji, mamy nadzieje, że Schalke weźmie chociaż delikatną pomstę za pamiętny wieczór lipcowy, który przynajmniej dla jednej trzeciej (a wtedy nawet jeszcze jednej czwartej) redakcji również był sponsorowany przez gorzkie łzy... A więc do boju Neuer, kupię Ci zapas nutelli na rok i kowbojski kapelusz bo jesteś taki śliczny i bardzo cię kocham...


Fatal attraction: Manuel Neuer i Nutella

rybka

 

PS Od reszty redakcji Ciach: nie martwicie się, trwają prace nad jak najszybszym odinstalowaniem painta z komputera rybki...

Więcej o: