Sport.pl

Adam Małysz kończy karierę

I nie ważne, ile razy byśmy to napisały, albo przeczytały, i tak nie możemy w to uwierzyć.

Miałyśmy napisać, że usłyszeć, że Adam MAłysz kończy karierę, to jak usłyszeć, że Fernando Torres wybielił piegi, Cristiano Ronaldo zapuścił dredy, a Kaka został kapłanem kościoła Szandora LaVeya. Ale nie powinnyśmy tak pisać. Nie powinnyśmy, gdyż wszystkie te porównania są naprawdę dziecinne, niepoważne i ani na jotę nie przybliżające nas do udźwignięcia ciężaru gatunkowego sprawy z jaką przychodzi nam się zmierzyć.

Bo koniec kariery Adama Małysza, to koniec świata, któremu nie podołają ani Miłosz, ani Elliot. To koniec epoki w polskim sporcie. Przepiękna kariera skoczka z Wisły trwała tak długo, że dla każdej z nas, niezależnie od wieku roznamiętnione czekanie na drugą serie skoków, dmuchanie w telewizor, czarna (bo największe sukcesy odnosił w czarnym kombinezonie) szczuplutka sylwetka na tle pochmurnego nieba, wąsy trenera Apoloniusza Tajnera (albo okulary trenera Lepistoe), dowcipy "to za blisko, poproś Schmitta" czy lądowanie telemarkiem z kanapy w salonie są immanentnie wpisane w krajobraz dzieciństwa...

W ciągu swojej trwającej 17 lat kariery Adam Małysz zdobył cztery medale olimpijskie, cztery mistrzostwa świata (sześć razy na podium), wygrał 39 konkursów Pucharu Świata, drugie miejsce zajął 27 razy, a trzecie - 25, no i, co aspiruje do rangi wydarzenia dekdady, zdobył cztery kryształowe kule...

Ale Adam Małysz to nie tylko wybitny sportowiec, to człowiek instytucja, wzór kulturowy, bohater naszych czasów,, którego wąs, bułka z bananem, i maksyma "dwóch dobrych skoków" stają się symbolami narodowymi na równi z bocianem (też bohaterem dowcipów o Małyszu), wierzbą i ostatnim mazurem...

Nie potrafimy sobie wyobrazić świata bez Adama Małysza, choć przecież o końcu jego kariery mówiło się już od jakiegoś czasu, choć przecież oswajałyśmy się z tą myślą, a jednak, same najlepiej wiecie jakiego rodzaju uczucia tormentowały nas podczas oglądania tego wywiadu...

Wybuch gorętszych i rzęsistszych łez odkładamy jednak do 26 marca, kiedy Adam skoczy ostatni raz na Wielkiej Krokwi... I może w tym miejscu skończymy ten artykuł, zanim łzy posklejają nam klawiaturę, a prawdziwe wzruszenie nie zostanie wykoślawione jakimiś neizdarnymi próbami jego reprezentacji... Czekamy na Wasze opinie w komentarzach...

Więcej o: