Wymarzony debiut Suareza w Liverpoolu, i inne wieści z Premier League

Złe, dobre i różowe.
Złe, dobre i różowe wieści Wymarzony debiut Suareza w Liverpoolu i inne wieści z Premier League Liverpool chyba bardzo chce, żebyście przestały nad nim płakać i udowadnia, że bez Nando potrafi sobie nieźle radzić. Zwłaszcza, że zadebiutuje tam Luis Suarez Przede wszystkim, Liverpool chyba bardzo chce, żebyście przestały nad nim płakać i udowadnia, że bez Nando potrafi sobie nieźle radzić, zwłaszcza, gdy w jego szeregach debiutuje głodny sławy, sukcesu i pieniędzy Luis Suarez, który w meczu ze Stoke strzelił swojego premierowego gola, a oprócz gola, strzelił też rasowego biczfejsa, tylko po to, by usłyszec od nas: "witamy w klubie". Ponadto Andy Carroll, choć na razie nie debiutuje (leczy kontuzję uda), to nie przestaje wyglądać zniewalająco... a my bardzo, bardzo nie możemy się doczekać niedzielnego meczu. Teraz jednak czas na wiadomość nieco smutniejszą, ale tez posiadającą swoją weselszą stronę. Niedawna kontuzja ramienia odniesiona na treningu przez Łukasza Fabiańskiego oznacza dla niego niestety koniec sezonu. W najbliższym czasie polski bramkarz przejdzie operację w Niemczech. Jest nam z tego powodu bardzo przykro, i nawet nie chce nam się fantazjować na temat różowych fartuszków pielęgniarskich i wielkich, smutnych oczu Bambiego... Ambiwalencja tej wiadomości polega jednak przecież na tym, że kontuzja Fabiana oznacza wielką szansę dla Wojtka Szczęsnego, którego gorący twitterowy romans z Jackiem Wilsherem i sympatyczne oblicze zaczyna zdobywać sobie miejsce nie tylko w bramce Kanonierów, ale także w Ciachowych sercach - czyż nie? No to na koniec jeszcze jedna, okołoarsenalowa i okołopolska wiadomosć - Laurent Kościelny został powołany do kadry Francji, co oznacza, że nie będziemy miały kolejnego ciachowego reprezentanta z eksportu i objeść się będziemy musiały Obraniakiem. Nie żebyśmy narzekały na Ludwiczka, aczkolwiek biały Orzeł na torsie Kościelnego był bardzo ładną perspektywą.... Ale za to - i to już koniec wieści z Premier League - ptaszki ćwierkają, iż do Polski może wrócić Janek Mucha - słowacki golkiper, który odchodząc z Legii do Evertonu złamał serce co najmniej jednej trzeciej z nas, teraz zaś może, wzorem Toni Braxton je "odłamać" powracając na zielone boiska Ekstraklasy. Tak, tak, tak, prosimy...

Przede wszystkim, Liverpool chyba bardzo chce, żebyście przestały nad nim płakać i udowadnia, że bez Nando potrafi sobie nieźle radzić, zwłaszcza, gdy w jego szeregach debiutuje głodny sławy, sukcesu i pieniędzy Luis Suarez, który w meczu ze Stoke strzelił swojego premierowego gola, a oprócz gola, strzelił też rasowego biczfejsa, tylko po to, by usłyszec od nas: "witamy w klubie".

Ponadto, Andy Carroll choć na razie nie debiutuje (leczy kontuzję uda), to nie przestaje wyglądać zniewalająco, a czerwone tło tylko wzmacnia siłę ekspresji jego intensywnej urody...

...a my bardzo, bardzo nie możemy się doczekać niedzielnego meczu - Same Wiecie Jakiego...

 

Teraz jednak zas na wiadomość nieco smutniejszą, ale tez posiadającą swoją weselszą stronę. Niedawna kontuzja ramienia odzniesiona na treningu przez Łukasza Fabiańskiego oznacza dla niego niestety koniec sezonu. W najbliższym czasie polski bramkarz przejdzie operację w Niemczech. Jest nam z tego powodu bardzo przykro, i nawet nie chce nam się fantazjować na temat różowych fartuszków pielęgniarskich, i wielkich, smutnych oczu Bambiego...

Łukasz Fabiański

Ambiwalencja tej wiadomosci polega jednak przecież na tym, że kontuzja Fabiana oznacza wielką szansę dla Wojtka Szcęsnego, którego gorący twitterowy romans z Jackiem Wilsherem i sympatyczne oblicze zaczyna zdobywać sobie miejsce nei tylko w bramce Kanonierów, ale także w Ciachowych sercach - czyż nie?

No to na koniec jeszcze jedna, okołoarsenalowa i okołopolska wiadomosć - Laurent Kościelny został powołany do kadry Francji, co oznacza, że nie będziemy miały kolejnego ciachowego reprezentanta z eksportu i objeść się będziemy musiały Obraniakiem. Nie, żebyśmy narzekały na Ludwiczka, aczkolwiek biały Orzeł na torsie Kościelnego był bardzo ładną perspektywą....

Ale za to - i to już koniec wieści z Premier League - ptaszki ćwierkają, iż do Polski może wrócić Janek Mucha - słowacki golkiper, który odchodząc z Legii do Evertonu złamał serce co najmniej jednej trzeciej z nas, teraz zaś może, wzorem Toni Braxton je "odłamać" powracając na zielone boiska Ekstraklasy. Tak, tak, tak, prosimy... Dla tego zdjęcia...

21.07.2005 WARSZAWA - PILKA NOZNA - LEGIA WARSZAWA - JAN MUCHA ( NOWY BRAMKARZ ) FOT. BARTOSZ BOBKOWSKI / AGENCJA GAZETA