Wygrywamy z Serbią!!!

Ale trochę też czujemy się wrakiem człowieka. Kilku czlowieków.



 

 

 



Mimo, iż od początku meczu byliśmy za burtą strefy medalowej (Szwecja wygrała z Chorwacją), nie oznaczało to jednak, że nie będziemy się denerwować, stresować, bulwersować i obgryzać paznokci. W końcu wciąż chodzi o to, żeby wypaść jak najlepiej, no i żeby walczyć o kwalifikacje na przyszłoroczne Igrzyska Olimpijskie. Podczas hymnu miałyśmy ciarki na plecach, polski doping niósł naszych piłkarzy przez najlepszą chyba pierwszą połowę na tych mistrzostwach, co nie oznacza wcale, iż była ona jakaś idealna: czuć w niej jednak było szał straceńców spod Somosierry, pasję skazanych na zagładę Spartan, determinację śmiertelnie ukąszonego skorpiona i piękny łabędzi  śpiew.

 

 

 

 







Drugiej połowy prawie nie pamiętamy: to był jakiś szał i amok - nieustanne piski, krzyki, westchnienia i - przyznajmy to szczerze - brutalne przekleństwa wypełniały naszą redakcję, a serca nasze są wszędzie, tylko nie w naszej piersi, z której już dawno wyskoczyły. Same nie potrafimy powiedzieć jak to się stało, że w tym straceńczym szale, w tych skumulowanych, wyeskalowanych pod niebo emocjach udało nam się jakoś pokonać Serbię - jak ochłoniemy, może przypomnimy sobie jak to było.

 





Ufff... medalu nie zdobędziemy, ale wygraliśmy trudny i piękny mecz, i kochamy naszych chłopaków, kochamy naszego trenera, kochamy piłkę ręczną... Nawet jeśli przeszłyśmy już przez nią trzy zawały, wyhodowałyśmy wrzody żołądka i zapomniałyśmy, że istnieje coś takiego jak paznokcie. We wtorek gramy z Chorwacją, i wiecie co? Tak będzie: