Czy dziewczyny uratują honor polskiej siatkówki?

Oto pytanie na rozpoczynające się właśnie mistrzostwa świata w Japonii. No dalej dziewczyny, pokażcie, co to Girl Power!

 

 


Na zachętę mamy dla Was motywującą piosenkę:

 

 

 

 

 


Same zaś bardzo mocno ściskamy kciuki za nasze śliczne siatkarki. W zeszłym roku sukces chłopaków pociągnął za sobą sukces dziewczyn, mamy nadzieję, że teraz nie będzie tak, iż klęska Złocieńców odbije się na formie Złotek... Na razie zapowiada się nieźle - w chwili gdy piszemy te słowa mamy już wygrany pierwszy set z Japonią, a chłopcy z czuba ślinią się prowadzą relację na żywo.

 

 


Podstawowa szóstka wygląda tak: Małgorzata Glinka-Mogentale, Anna Werblińska, Joanna Kaczor, Katarzyna Gajgał, Agnieszka Bednarek-Kasza, Milena Sadurek, Mariola Zenik (libero). Zdaniem serwisu reprezentacja.net o sukcesie naszej kadry ma zadecydować mieszanka młodości i doświadczenia - obok trzonu "Brązowej Ekipy" sprzed roku do zespołu dołączyła także Małgorzata Glinka i kilka młodych debiutantek. Czy dziewczynom uda się poprawić nasze humory i morale nadszarpnięte traumą włoskich mistrzostw świata? Mamy nadzieję, że tak, a przy okazji przygotowałyśmy naprędce kilka istotnych przewag, które żeńska siatkówka posiada nad męską:

 

 

 

Po pierwsze: girl power - wiadomo - lżejsza, bardziej finezyjna, delikatniejsza i bardziej widowiskowa gra, a nie jakieś torpedowe serwowanie, że aż paniom z tylnych rzędów okulary spadają.

 

 

 

Po drugie: Małgorzata Glinka jest ładna i Joanna Kaczor też jest ładna, nie musimy więc toczyć nieustających bitew pomiędzy stronnictwem Bartmana a stronnictwem Kurka, frakcją Wlazłego i frakcją Winiara. I tak wiadomo, że najładniejsza jest Skowrońska.

 

 

 

Po trzecie - i najważniejsze: siatkarki nie mają żon, dziewczyn, domniemanych dziewczyn i piszczących dwunastoletnich fanek, my więc zatem nie musimy przejmować się konkurencją, zamartwiać tajemniczymi blondynami i sklejać pękającego kilka razy do roku serca. Hmmm, mamy przeczucie, że w tym rozumowaniu jest jakiś haczyk, ale... who cares?