Polska remisuje z USA

Po raz siódmy z rzędu nie udało się biało - czerwonym pokonać rywala. Ktoś powiedział, że z tym meczem było jak z walkami Andrzeja Gołoty: wszyscy mówili, że nie warto czekać, a potem okazało się, że nie warto czekać. Jedyne pocieszenie, że skrótu nie pokażą w Teleekspresie. Oj tam, oj tam - odpowiadają na to Ciacha. Na biało - czerwonych zawsze warto jest czekać.

 

 


Nawet jeżeli jedyną odpłatą za to czekanie jest płacz i zgrzytanie zębów. Tym razem nie było przecież jednak tak źle - nasi pokazali piękną walkę zaciętość i... katastrofalne błędy w obronie. No cóż, jak mawiał klasyk: ''nikt nie jest doskonały''. Zresztą i tak uważamy, że remis smakuje inaczej kiedy to nasi gonią (i doganiają!) przeciwnika niż kiedy są przez niego doganiani, prawda?

 



No więc kiedy w 13' minucie Jozy Alditore strzelił nam pierwszą bramkę, to chyba tylko po to, żeby wyrównujący gol Adama Matuszczyka lepiej smakował. Podobnie, gdy na początku drugiej połowy mocny cios wyprowadził zawodnik bądź, co bądź Milany Oguchi Onyewu, przez 20 długich minut gryzłyśmy z rozpaczy paznokcie, by potem wybuchnąć szaleńczym ''jeeeeeeeeeeeeeest'' gdy do remisu doprowadził Jakub Błaszczykowski.

 

 

 




Ciachowe obserwacje pomeczowe:




1. Adam Matuszczyk to ciacho. Oooo tak, lub jak mawiają Amerykanie: ''heeeeell yeaaaaah''

 

 

 

adam matuszczyk

 

 


2. Kuba Błaszczykowski to ciacho, o czym wiemy od dawna, i  nie dziwimy się kolegom z reprezentacji, że tak chętnie go ekhm... wykorzystują w akcjach ofensywnych, ale drodzy chłopcy: plan operacyjny ''na skrzydło do Błaszcza i jakoś to będzie'' nie jest szczególnie wyrafinowanym majstersztykiem taktycznym, choć doceniamy Wasze starania by kamera jak najczęściej pokazywała nam biegającego Kubę...

 

 


3. Gdzie byli rodzice obrońcy? No gdzie? Rozumiemy, że Smuda, że Hitchcock, że widowisko, że emocje, że wolicie gonić niż uciekać, ale miejcie litość dla naszych paznokci, naszego serca, naszego zdrowia psychicznego... Weźcie na przykład pod uwagę, że podczas Euro 2012 miasta na pewno  będą zakorkowane i karetkom reanimacyjnym nie uda się tak łatwo przedostać do naszej redakcji...

 

 

 

 

 

 

 


4. Gratulacje dla Michała Żewłakowa: spotkanie z USA to dla niego setny mecz w koszulce z orzełkiem na piersi - tym samym wyrównując rekord Grzegorza Laty, który pobije w środowym meczu z Ekwadorem. Kapitanowi polskiej reprezentacji życzymy zatem drugiej setki i jak najmniej pracy w obronie. Najlepiej żeby nikt się w ogóle nie zapuszczał w strzeżone przez pana Michała rejony.

 

 


W środę gramy z feralnym dla nas Ekwadorem. Na dźwięk tego słowa większość z nas ma wciąż odruch wymiotny, gęsią skórkę i bolesne wspomnienie mundialowego 0:2 przed oczami... Brrrr! Ale może tym razem w końcu uda się wygrać? Zła wiadomość jest taka, że nie zagrają dwaj niedzielni strzelcy, dobra, ze Ekwador gra w rezerwowym składzie... To jak będzie?